Liderem wczorajszych zwyżek ewidentnie były surowce energetyczne. Notowania ropy WTI wzrosły w środę o 4,7%, wzrosty cen ropy Brent i benzyny przekraczały 4%, a gaz ziemny w USA podrożał o „skromne” 2,9%.

Słabszy dolar był jednym z czynników, który wczoraj wspierał zwyżkę cen ropy naftowej w USA. Lecz nie jedynym – inwestorzy żywo zareagowali także na dane, które w środę zaprezentował Departament Energii (DoE). W swojej cotygodniowej publikacji dotyczącej zmiany zapasów paliw, departament podał bowiem, że w minionym tygodniu zapasy ropy naftowej w USA wzrosły o 1,3 mln baryłek.

Na pierwszy rzut oka nie ma się z czego cieszyć. Wczorajsza publikacja podkreśla bowiem to, że zapasy ropy naftowej w USA wciąż pną się w górę, co oznacza, że amerykański popyt na ten surowiec nie nadąża za podażą.

Jednak sam fakt, że zwyżka nie była tak duża jak to bywało we wcześniejszych tygodniach, był dla inwestorów pozytywnym zaskoczeniem. Jeszcze na początku bieżącego tygodnia oczekiwano, że tym razem zwyżka wyniesie ok. 4 mln baryłek, a więc niemal trzy razy więcej niż wyniosła faktycznie. Poza tym, inwestorzy zdążyli się już przyzwyczaić do tygodniowych zwyżek zapasów wynoszących nawet ponad 10 mln baryłek. Ubiegłotygodniowa zwyżka jest najniższa od przełomu 2014 i 2015 r.

Pozytywnie zaskoczyły także informacje dotyczące zapasów benzyny, które spadły o ponad 2 mln baryłek, podczas gdy oczekiwano 10-krotnie mniejszego spadku.

Przebicie technicznego oporu

Pozytywne zaskoczenie inwestorów wielkością zapasów zostało odzwierciedlone na wykresie ropy. Wczoraj notowania amerykańskiego surowca WTI przebiły w górę poziom 54 USD za baryłkę, będący dotychczas istotnym poziomem technicznego oporu. Poziom ten stanowił w ostatnich miesiącach górną granicę konsolidacji cen ropy WTI.

Ze względu na sytuację techniczną na wykresie ropy, środowy ruch zwiększa prawdopodobieństwo kontynuacji wzrostów cen tego surowca. Warto jednak zachować ostrożność – jeśli w ciągu najbliższych sesji cena ropy powróci w granice konsolidacji, to przebicie oporu zostanie zanegowane. Do końca tego tygodnia sporo jeszcze mogą namieszać dane makro ze Stanów Zjednoczonych.