"Jednym z efektów wojny na Ukrainie jest zbliżenie pomiędzy Białorusią a Europą, a Łukaszenka stara się uchodzić za partnera bardziej przewidywalnego niż Władimir Putin" - zwraca uwagę Przełomiec. Wizyta oznacza - w jej opinii - że Zachód może do pewnego stopnia ulegać jego przekonywaniom, ale zaproszenie Łukaszenki na szczyt Partnerstwa Wschodniego w Rydze bez uwolnienia więźniów politycznych będzie błędem.

"Chociaż prezydent Białorus nie zmienił swojej polityki wewnętrznej, zmieniły się realia, także na korzyść Unii, która może teraz skuteczniej wywierać nacisk" - uważa dziennikarka. W jej opinii, Łukaszenka jest równie przerażony decyzjami Władimira Putina, co państwa zachodnie.

Agencja prasowa BiełaPAN zwróciła uwagę, że po raz ostatni unijny komisarz ds. polityki sąsiedztwa był na Białorusi w 2010 roku przed wyborami prezydenckimi. Także w tym roku na Białorusi odbędą się wybory prezydenckie. Wizyta przypada na niewiele ponad miesiąc przed szczytem Partnerstwa Wschodniego.

>>> Czytaj też: Rosyjska gospodarka odżywa, Ukraina nadal w dołku

 "To istotna wizyta, także dlatego, że sytuacja międzynarodowa Białorusi w ostatnim czasie uległa zasadniczej zmianie, przy okazji rozmów pokojowych w Mińsku" - mówi Piotr Kościński z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Wizytę zaplanowano tak, że komisarz Hahn spotyka się zarówno z władzami, jak i z przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego oraz opozycji, wizyta może więc przynieść jakieś zmiany, zwłaszcza że trwa okres gdy powinniśmy być aktywni względem Białorusi, bo jeśli nie teraz, to kiedy - pyta ekspert.

"Wizyta komisarza jest sygnałem, że Unia Europejska chce rozmawiać i jest to sygnał pozytywny" - uważa Kościński. Jego zdaniem, wizyta sugeruje, że Europie nie jest wszystko jedno i poszukiwana jest droga współpracy.