Sprzed Pałacu Kultury wyruszyła grupa transportowców. Mieli na sobie kamizelki odblaskowe, w rękach trzymali flagi, gwizdki, a także transparenty. Mówili, że manifestację organizują w dniu wolnym od pracy, aby nie utrudniać życia mieszkańcom Warszawy. 

Sprzed siedziby OPZZ w kierunku kancelarii premiera przeszli przedstawiciele branży metalowej, budowlanej, spożywczej, odzieżowej i usług publicznych.

Natomiast z Torwaru w kierunku kancelarii premiera szli nauczyciele. To największa grupa zawodowa, która przyjechała do stolicy. Według organizatorów było ich około 30 tysięcy. Przed siedzibą ministerstwa edukacji spotkali się z minister Joanną Kluzik-Rostkowską, która wyszła do tłumu manifestujących nauczycieli. "Czy zauważyliście to, że do systemu wpłynęło kilkanaście miliardów złotych w ciągu ostatnich kilku lat?." - pytała Kluzik-Rostkowska tłum przed Ministerstwem Edukacji.

Po przeczącej odpowiedzi zebranych, minister powiedziała, że w w takim razie nauczyciele nie zauważą kolejnych kilku miliardów, o które postulują. To reakcja minister edukacji na sprzeciw nauczycieli wobec zmian w systemie oświaty i Karty Nauczyciela, które chce wprowadzić resort.

>>> Czytaj także: Krzanowski: Umowy śmieciowe to oszustwo

Jak powiedział prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz, zwłaszcza Karta Nauczyciela to dobry dokument, ale minister Kluzik-Rostkowska go nie rozumie. "Nie ma ani woli, ani zrozumienia tego co się dzieje w sferze oświaty." - mówił Broniarz o minister edukacji.

Przed kancelarią premiera protestowali także rolnicy z OPZZ. W stolicy stawiło się kilkuset producentów żywności z całego kraju. Domagali się realizacji swoich postulatów, ale przede wszystkim, wspierają przedstawicieli innych grup zawodowych. "Kiedy my protestowaliśmy na skalę całego kraju, reprezentacja OPZZ-tu też do nas dołączała, też przyjeżdżały delegacje do nas na protesty." - tłumaczył udział rolników Sławomir Izdebski. 

Producenci żywności z OPZZ odwiedzili również mieszkańców "zielonego miasteczka". Wspólnie domagali się nowelizacji prawa łowieckiego, interwencji na rynku mleka oraz zabezpieczenia polskiej ziemi przed wykupem przez podmioty zagraniczne.

Przewodniczący OPZZ Jan Guz wyrażał swoje oburzenie z powodu niereagowania premier Ewy Kopacz na związkowe apele o spotkanie i porozmawianie o problemach ludzi pracy. Jak przyznał Guz, sama manifestacja związkowców nie załatwia sprawy. "Ona tylko pokazuje determinację, niezadowolenie i oczekiwanie. W związku z tym nie musiała by się odbyć, gdyby rozmowy i dialog z rządem były prowadzone w cywilizowany sposób." - tłumaczył przewodniczący OPZZ. Dziś związkowcy z premier Ewą Kopacz się nie spotkali, ale przekazali swoje postulaty ministrowi pracy Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi.

Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział po zakończeniu marszu OPZZ, że istnieją lepsze sposoby na przekazywanie postulatów niż manifestacje.

>>> Hinduskie spojrzenie na gospodarkę. Czego możemy się uczyć od Azjatów?

Minister pracy zapewnił, że nie ma problemu w prowadzeniu rozmów ze związkowcami, nawet podczas manifestacji czy protestów, jednak bardziej efektywne jest prowadzenie dyskusji przy stole, z przedstawicielami pracodawców, a nie na ulicy.

Do najważniejszych postulatów związkowcy zaliczają zniesienie umów śmieciowych, podwyższenie płac, a także zapewnienie możliwości przechodzenia na emeryturę po 35 latach pracy dla kobiet i 40 latach pracy dla mężczyzn. Priorytetem jest także obniżenie podatków dla najmniej zarabiających.