Kończymy formalny etap prac, mamy kompletną dokumentację potrzebną do rozstrzygnięcia – deklarował niedawno płk Jacek Sońta, rzecznik MON. Jak zapewniał, na dziś zaplanowane jest wskazanie oferenta przechodzącego do dalszego etapu postępowania w sprawie śmigłowca dla polskiej armii.

W grze o wart ok. 11,5 mld zł przetarg na 70 śmigłowców wielozadaniowych wciąż jest trzech światowych potentatów w produkcji maszyn: francuski Airbus Helicopters, włoska AgustaWestland (PZL Świdnik) i amerykański Sikorsky Aircraft Corporation (PZL Mielec). Resort obrony chce zamówić 48 helikopterów w wersji transportowej, 16 w wersji ratowniczo-bojowej i sześć do zwalczania okrętów podwodnych.

MON ma ogłosić, który z oferowanych śmigłowców (EC725 Caracal, Black Hawk S-70i i AW149) przejdzie do fazy testów. Tak jak pisaliśmy na łamach DGP w ubiegłym tygodniu, prawdopodobny jest scenariusz podzielenia zamówienia. W pierwszej kolejności miałoby być rozstrzygnięte zamówienie na 48 statków transportowych (nieoficjalnie mówi się, że do testów prawdopodobnie przejdą oferty włoska i francuska). Wkrótce potem przystąpiono by do zakupu śmigłowców w wersjach specjalistycznych, gdzie faworytem są Amerykanie. Ale możliwy, choć bardzo mało prawdopodobny, jest także scenariusz, w którym MON zdecyduje o unieważnieniu przetargu i rozpisze go ponownie, zmieniając nieco specyfikację. Potencjalnych problemów prawnych związanych z tym postępowaniem może być dużo.

– Wydaje się, że jesteśmy bliżej końca niż początku tej epopei. Pytanie, czy faktycznie kupimy 70 maszyn, czy jednak coś po drodze się zmieniło – komentuje Mariusz Cielma, analityk z portalu DziennikZbrojny.pl. – To pierwszy z dużych przetargów programu modernizacji armii, który jest bliski realizacji. Myślę, że parcie na sukces jest tak duże, że ten konkurs wkrótce uda się rozstrzygnąć – stwierdza ekspert i dodaje, że niepokoić może brak jawności w postępowaniu MON. Opinia publiczna zupełnie nie wie, na podstawie jakich kryteriów wybrana zostanie zwycięska oferta.

To niejedyna kontrowersja związana z tym postępowaniem. Problemem są również liczne opóźnienia. Przetarg ogłoszono ponad trzy lata temu, w marcu 2012 r. Najpierw poślizg czasowy wynikał m.in. ze zmian tego, co MON chce kupić. Pod koniec ubiegłego roku dwa razy doszło do przełożenia terminu składania ofert pod naciskiem oferentów (głównie Sikorsky’ego). Wreszcie na przełomie roku propozycje złożono, a Czesław Mroczek, wiceminister obrony narodowej odpowiedzialny za modernizację armii, zadeklarował, że na przełomie lutego i marca dowiemy się, które śmigłowce przejdą do testów. Tę datę również przesunięto.

Kolejną trudnością jest wymóg jednej platformy, czyli mocno upraszczając – tego, że wszystkie wersje mają być do siebie w dużym stopniu podobne. Z założenia miało to obniżyć koszty obsługi śmigłowców. Problem w tym, że te do zwalczania okrętów podwodnych mocno różnią się od znacznie mniej uzbrojonych wersji transportowych. Potencjalny podział przetargu może być właśnie próbą wybrnięcia z wymogu jednej platformy.