Tyle że wystarczy przy składaniu zawiadomienia użyć słowa „mobbing” by śledczy sprawy odrzucali i kierowali na ścieżkę cywilną. Odkąd przepis o nękaniu pojawił się w kodeksie pracy, drastycznie spadła liczba spraw karnych za znęcanie się nad pracownikami.

Godność pracowników naruszona

Naruszana była godność pracowników – tak przed kilkoma dniami ocenił Sąd Okręgowy w Białymstoku i tym samym utrzymał karę dla byłej szefowej jednego z departamentów miejscowego urzędu miejskiego. Urzędniczkę skazano na pół roku ograniczenia wolności, z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej pracy na cele społeczne, po 20 godz. miesięcznie. Ma też zapłacić pięciu osobom po 500 zł nawiązki, zaś dwóm kolejnym odpowiednio: 1,5 tys. zł oraz 8 tys. zł. Co więcej, sąd orzekł też wobec niej roczny zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych.

> > > Czytaj także: Mobbing w ministerstwach: które resorty mają najwięcej procesów sądowych?

Wszystko to za to, że urzędniczka przez 2,5 roku w stosunku do podwładnych stosowała kąśliwe uwagi na temat ich wyglądu i orientacji seksualnej, zakazywała im współpracy i pomagania sobie nawzajem, a nawet wchodzenia do pokoju określonej osoby. Nakazywała swoim podwładnym nosić ubrania dopasowane do koloru ścian urzędu. Po skargach pracowników białostocki magistrat przeprowadził dwie kontrole i zawiadomił prokuraturę. A ta oskarżyła Annę W. o złośliwe i uporczywe naruszanie praw kilkunastu podległych jej pracowników.

To jednak jest wyjątkowa sprawa. Do podobnych procesów z art. 199, czyli w związku z molestowaniem seksualnym z użyciem stosunku zależności, i art. 218 kodeksu karnego za nękanie pracowników dochodzi niezwykle rzadko. Jak wynika z najnowszych danych policji, w 2014 r. stwierdzono 1777 stwierdzonych przypadków znęcania się nad pracownikiem i 80 przestępstw molestowania seksualnego. I choć świadomość praw wśród zatrudnionych wzrasta, to nie rośnie liczba spraw karnych. A wręcz w porównaniu z sytuacją sprzed dekady jest ich o wiele mniej. W 2001 r. stwierdzono 10 tys. przestępstw nękania pracowników, w 2002 r. – 13 tys. a w 2003 r. ponad 7,5 tys.

Mobbing od 2004 roku

Sytuacja zaczęła się zmieniać, kiedy 1 stycznia 2004 r. w kodeksie pracy pojawił się art. 94 zawierający przepisy dotyczące nieznanego dotąd polskiemu prawu pojęcia mobbingu. Wtedy właśnie zaczęła drastycznie spadać liczba procesów karnych dotyczących łamania praw pracowników. I tak w 2004 r. było ich 3,8 tys., a w 2005 r. już niecałe 3 tys. – Co nie znaczy, że rośnie liczba procesów o nękanie, wręcz przeciwnie, jest ich wciąż niewiele, a dodatkowo procent spraw, które kończą się wygraną pracowników, oscyluje między 2 a 4 rocznie – mówi DGP Anna Makowska z Krajowego Stowarzyszenia Antymobbingowego.

> > > Czytaj także: Toksyczne miejsca pracy. Mobbing w polskich firmach to codzienność

I rzeczywiście niespecjalnie chętnie skarżymy się na mobbing przed sądami pracy: w 2009 r. takich spraw było 708, a w ubiegłym – 736. I to mimo że w w tym czasie wybuchło kilka skandali związanych z przemocą w pracy. Nie tylko pozwy o mobbing są rzadkością, ale i szansa na wygraną jest niewielka. Dekadę temu procesy wygrywało zaledwie 1–2 proc. poszkodowanych. Dziś jest niewiele lepiej, bo w 2014 r. niespełna 4 proc. spraw rozstrzygnięto choćby częściowo na korzyść pracownika. 

Winny pracodawca, nie szef

– Konstrukcja przepisów jest taka, że zatrudnionemu bardzo ciężko udowodnić mobbing, co więcej, musi o to oskarżać pracodawcę, nawet jeżeli winna była jedna konkretna osoba. W ścieżce karnej na śledczych spoczywa obowiązek zdobycia dowodów i potwierdzenia zeznań – tłumaczy Makowska, ale dodaje, że w tym przypadku problemem jest w ogóle rozpoczęcie postępowania. – Niestety wystarczy, że pracownik w swojej skardze użyje słowa „mobbing”, by śledczy z automatu sprawę odrzucali i radzili skierować się do sądu pracy – dodaje Makowska.

> > > Czytaj także: Gdy jedynym rozwiązaniem jest zmiana pracy. Oto 10 typów toksycznego szefa

Problem z wzajemnym wykluczaniem się tych dwóch ścieżek zauważono już kilka lat temu. W 2011 r. Elżbieta Radziszewska, ówczesna pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, a rok później prokurator generalny Andrzej Seremet kierowali do ministra sprawiedliwości wnioski o dopisanie mobbingu jako przestępstwa do kodeksu karnego. „Życie pokazuje, że konieczne jest, tak samo jak w wypadku stalkingu, precyzyjne opisanie przestępstwa mobbingu i zapisanie go w kodeksie karnym” – tak Seremet w oficjalnym piśmie przekonywał Jarosława Gowina, ówczesnego szefa resortu sprawiedliwości. Ministerstwo jednak uznało tę zmianę za zbędną.