– Turkmenistan jest ważnym partnerem gospodarczym Polski wśród krajów Azji Centralnej. Rysują się przed nami bardzo dobre perspektywy współpracy w zakresie infrastruktury, transportu, komunikacji oraz rolnictwa i przemysłu przetwórczego – powiedział Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki podczas inauguracji forum biznesowego Polska – Turkmenistan w Aszchabadzie.

– Udana współpraca polsko-flamandzka przyczynia się do umiędzynarodowienia polskiej gospodarki. Świadczą także o tym wyniki naszego eksportu, który w 2014 r. miał 42 proc. udziału w PKB – to słowa wicepremiera podczas rozmowy z premierem Flandrii Geertem Bourgeois w Ministerstwie Gospodarki.

– Polskie przedsiębiorstwa stopniowo zwiększają współpracę z partnerami mongolskimi. Liczymy, że dzięki włączeniu kraju do Programu aktywizacji eksportu na wybranych rynkach dane te będą jeszcze bardziej imponujące – powiedział Janusz Piechociński na spotkaniu z Zandaakhuu Enkhboldem, przewodniczącym Wielkiego Chorału Państwowego Mongolii.

– Przywiązujemy dużą uwagę do zacieśniania współpracy gospodarczej z regionem Zatoki Perskiej, a Oman jest postrzegany jako atrakcyjny partner biznesowy z otwartą, wolnorynkową gospodarką – to znów Janusz Piechociński, tym razem podczas Polsko-Omańskiego Forum Gospodarczego w Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie.

To tylko wypowiedzi ministra gospodarki z dwóch dni (18 i 19 marca 2015 r.)! Można się zgubić w gąszczu perspektyw. Podobnie z informacjami o zagranicznych rynkach zamieszczonymi na stronie jego ministerstwa. Znajdują się tu dane o ponad 100 krajach, a w każdym z nich mamy szanse na eksport i zaistnienie kolejnych polskich firm.

Eksporterzy i inwestorzy

Tyle teorii. Teraz praktyka. Z przeprowadzonego na próbie 500 firm badania Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowym wynika, że międzynarodowa działalność polskich firm to wciąż w przeważającej części eksport. Zajmuje się nim 93 proc. badanych, a tylko 22 proc. ma oddział lub przedstawicielstwo zagraniczne. 34 proc. ankietowanych firm prowadzi działalność w maksymalnie trzech krajach, 48 proc. w 4–10, 12 proc. w więcej niż 10. W 2014 r. wśród 49,9 tys. firm w Polsce było 33 proc. eksporterów. Największy odsetek jest wśród dużych przedsiębiorstw (64 proc.), mniejszy wśród średnich (47 proc.), najmniejszy wśród małych (25 proc.).

Tylko 20 z 500 zapytanych firm zamierza wycofać się z zagranicznego rynku. 61 proc. planuje w najbliższych dwóch latach utrzymanie pozycji, a 39 proc. zamierza się rozwijać.

Co z polskimi firmami, które inwestują za granicą? Głównie są to inwestycje w sklepy lub oddziały. Z danych fDi Markets, ośrodka badawczego z grupy Financial Times, który zajmuje się bezpośrednimi inwestycjami zagranicznymi (BIZ), wynika, że w latach 2012–2014 83 polskie firmy zrealizowały za granicą 158 takich projektów. Najwięcej jest sieci odzieżowych i firm softwarowych.

Lista krajów, do których trafiły polskie inwestycje, jest podobna do zestawienia najważniejszych rynków eksportowych, choć nie pokrywa się z nim idealnie. Prym oczywiście wiodą Niemcy.

Ten trend jest zupełnie zrozumiały.

– Sporo polskich firm interesuje się Niemcami, bo to najbliższy nam rynek, duży i dobry. Ukraina trochę zwolniła, ale mamy Bułgarię i Rumunię. Do tych krajów najłatwiej jest polskim firmom wchodzić ze względu na bliskość kulturową – komentuje Mikołaj Pluciński, dyrektor zarządzający TMF Group Polska (o polskiej obecności gospodarczej w Bułgarii i Rumunii pisaliśmy już w Obserwatorze Finansowym).

Ekspert potwierdza też dane raportu Fundacji Kronenberga, z których wynika, że wiele firm wyszło w świat dopiero w ostatnich kilku latach. 81 proc. respondentów działało na rynku od ponad 10 lat, 17 proc. 6–10 lat, a 2 proc. 3–5 lat, ale działalność międzynarodową powyżej 10 lat prowadziło już tylko 57 proc. respondentów, w przedziale 6–10 lat mieściło się 34 proc., a do pięciu lat – 9 proc.

– Dużo małych rodzinnych biznesów, które rozwijały się przez ostatnie 20 lat, czuje dziś potrzebę wyjścia za granicę. Mają dobry produkt, ale często brakuje im odwagi, obawiają się ryzyka, bo wiele z nich sparzyło się na wysokich kosztach lub nieuczciwych partnerach zagranicznych – mówi Mikołaj Pluciński.

Jak już wspomniano, najwięcej pojawia się za granicą polskich sklepów i spółek firm odzieżowych, a także komputerowych. Te pierwsze stanowią pięć z ośmiu najbardziej ekspansywnych spółek. Do dwóch projektów projekty prowadziły: ABC Data, Kruk, Boryszew, Pesa, Clarena, Plast-Box, Kiecana Clinical Research (ta spółka właśnie ogłosiła, że przenosi centralę z Warszawy do Berlina, więc nie wiadomo, czy fDi Markets zaliczy jej kolejne projekty jako polskie inwestycje zagraniczne).

Nowe kraje

W 2050 r. 50 proc. wymiany handlowej ma się odbywać z krajami spoza Unii Europejskiej. Tak planuje resort gospodarki. Chce też, by w 2020 r. w Polsce działało 150 tys. eksporterów.

– Już w 2013 r. spadła dynamika eksportu do krajów byłego ZSRR i w Ministerstwie Gospodarki zapadła wewnętrzna decyzja o szukaniu nowych miejsc zbytu poza Europą. Nie działaliśmy po 1 lipca, kiedy weszły rosyjskie sankcje. Z dumą możemy powiedzieć, że dramatyczna sytuacja na Wschodzie nie odbiła się negatywnie na wynikach polskiego eksportu, który urósł w 2014 r. o 5,2 proc., do 163,1 mld euro. Niestety w 2014 r. spadła liczba eksporterów, bo sankcje handlowe, zerwane kontrakty, problemy logistyczne i napięcia nie pozostały bez echa – podkreśla Janusz Piechociński.

Kierowany przez niego resort przeznaczył 50 mln zł na promocję polskich eksporterów na 11 rynkach, które mają zastąpić kraje naszego wschodniego sąsiedztwa. W Azji są to Azerbejdżan, Indie, Indonezja, Mongolia, Wietnam, Malezja i Turkmenistan, na Bałkanach Chorwacja, Serbia, Bośnia i Hercegowina oraz Macedonia. Ministerstwo wytypowało też kilka rynków priorytetowych dla Polski: od 2013 r. stawia na Algierię (w ramach rządowego programu Go Africa), Brazylię, Kanadę, Kazachstan i Turcję, a od 2014 r. także na Zjednoczone Emiraty Arabskie i Meksyk.

To kraje, w których resort widzi największy potencjał wzrostu. Turcja, do której w 2014 r. polski eksport miał wartość 2,14 mld euro, czyli 1,3 proc. całości, może się stać jednym z najdynamiczniej rosnących naszych rynków zbytu. Tak uważają eksperci firmy analitycznej Oxford Economics, którzy przewidują, że eksport będzie rósł w najbliższych latach o 10–13 proc. Według HSBC do 2050 r. Turcji przybędzie 20 mln mieszkańców i ich liczba osiągnie 100 mln. W tym czasie inne ważne dla polskich eksporterów rynki albo zanotują tylko niewielkie wzrosty, albo wręcz będą się kurczyć.

W 2023 przypada 100. rocznica powstania Republiki Tureckiej, której rząd ma w związku z tym szczególne ambicje, by ten kraj wszedł do pierwszej dziesiątki największych gospodarek świata. Planuje inwestycje w zwiększenie wydajności energetycznej i w rolnictwie, reformę służby zdrowia i rozwój lokalnej produkcji technologii. Jak twierdzą eksperci HSBC, polskie firmy mają doświadczenie w tych dziedzinach. Od kilkudziesięciu lat realizują projekty energetyczne w tym kraju. Plany dotyczące wzrostu wydajności rolnictwa to z kolei szansa dla eksporterów maszyn i urządzeń rolniczych, środków do ochrony roślin czy nawozów.

Popyt na aparaturę medyczną i pomiarową tureckie firmy realizują tylko w 15 proc. Młode społeczeństwo oznacza rynek nowych technologii, którego rozwój – przynajmniej w sektorze bankowym – jest stawiany za wzór dla innych krajów europejskich. Ważną gałęzią tureckiej gospodarki jest turystyka – według ONZ to szósty najczęściej odwiedzany przez turystów kraj, w 2013 r. miał prawie 40 mln zagranicznych turystów, a wpływy z turystyki na poziomie 28 mld dol. w 2013 r. nie są zadowalające, więc można się spodziewać się dalszych inwestycji. Chociaż według HSBC Turcja nie wejdzie do pierwszej dziesiątki, to w 2023 r. może być na 12. miejscu pod względem PKB (dziś zajmuje miejsce 17.). >>więcej

Polskie firmy już dostrzegły ten rynek i przez pięć lat zwiększyły eksport z niecałych 1,25 mld euro w 2009 r. do 2,3 mld euro w 2014 r. W marcu z ministrem spraw zagranicznych ruszyła do Turcji misja gospodarcza z przedstawicielami ponad 100 firm.

Program aktywizacji eksportu na wybranych rynkach potrwa do maja 2015 roku. W Niemczech, Chinach, ZEA i Brazylii zostanie przeprowadzona kampania promocyjna „Made in Poland”. Utrzymane będą programy Go China i Go Africa, dołączą do nich Go India i Go Arctic. Polskie firmy skorzystają z akceleratora technologicznego w USA, Chinach i Niemczech oraz mostów technologicznych z USA, Wielką Brytanią, Irlandią oraz Izraelem. Polskie marki produktowe będą promowane w ramach kampanii Brand.PL.

>>> Polecamy: Powstaje nowy ład geoekonomiczny. Azjatyckie lekcje powinny motywować Polskę

Nowe regiony

Rządowe programy powoli zaczynają przynosić efekty.

Go Africa rząd uważa za swój wielki sukces – eksport do krajów afrykańskich wzrósł w 2014 r. o 14,6 proc. To jednak tylko 1 proc. polskiej wymiany handlowej. Zapał MG podziela jednak najbogatszy Polak.

– Z liczbami się nie dyskutuje. Za 20 lat na świecie przybędzie 2 mld ludzi, z czego 1 mld w Afryce. Inwestujemy w wielu krajach, m.in. w Nigerii, największej pod względem ludności. Dziś jest tam 168 mln mieszkańców, za 30 lat będzie 400 mln, czyli tyle, ile dziś w całej UE. W Europie średnia wieku to 42 lata, w Afryce 19,5 lat. Nie musimy się przekonywać, do kogo należy przyszłość – „nie przekonywał” Jan Kulczyk podczas niedawnego European-African Business Summit.

Potencjał i potrzeby rozwoju są wielkie. Np. w Kenii, która ma 44 mln mieszkańców, jest pięć szpitali.

Program Go China został odpalony jako pierwszy, ale – jak podkreślają eksperci – za Wielkim Murem trzeba mieć cierpliwość. Eksport do Chin wzrósł w 2013 r. z 1,5 mld euro do 1,6 mld euro – wynika ze wstępnych danych GUS. Nie był to już tak oszałamiający sukces jak rok wcześniej, gdy wzrost sięgnął 17 proc. Na tym rynku powoli zadomawiają się polscy producenci nabiału, a tylko przez trzy kwartały 2014 r. producenci słodyczy sprzedali towary za ponad 122 mln zł (wobec 19 mln zł rok wcześniej).

Z kolei program Go Arctic ma pomóc powalczyć o polskie interesy gospodarcze w regionie, w którym dziś obecne są tylko polskie firmy z branży paliwowej. Według Ministerstwa Spraw Zagranicznych wraz z ociepleniem klimatu region staje się coraz bardziej dostępny i rośnie jego znaczenie geopolityczne i gospodarcze. To szansa dla firm energetycznych i górniczych, zwłaszcza, że Bałtyk to naturalne wyjście na Daleką Północ. Jest też szansa na uruchomienie nowych szlaków morskich z Europy na Daleki Wschód. W 2035 r. 19 proc. eksportu z Chin ma przechodzić przez właśnie Arktykę. Polska stacja badawcza jest tu od 1958 r. Może ponad pół wieku później czas na coś więcej? W końcu tyle się w Polsce mówi o łączeniu nauki z biznesem.