Na spotkaniu z wyborcami w Walii, Ed Miliband opowiedział się za kontrolą imigracji, obiecał wzmocnić służbę graniczną o tysiąc etatów i powołać specjalną jednostkę do ścigania wyzysku imigrantów, co zaniża płace.

"Rzucam wyzwanie Konserwatystom, żeby dorównali naszej ofercie, żeby pokazali, że poważnie podchodzą do imigracji, bez fałszywych obietnic i grania kartą strachu" - powiedział lider laburzystów.

Wbrew przepowiedniom, temat imigracji nie pojawiał się dotąd niemal w brytyjskiej kampanii wyborczej. Poza antyunijną UKIP Nigela Farage'a, inne partie wolą go nie dotykać, gdyż nikt nie ma w tej kwestii czystej karty. Labourzyści przez 13 lat u władzy stosowali politykę otwartych drzwi, wpuszczając do kraju ponad 3,5 mln imigrantów. Odpowiadają też za ratyfikację unijnego Traktatu Lizbońskiego i niekontrolowany napływ pracowników z Unii Europejskiej.

Konserwatyści natomiast nie dotrzymali obietnicy, że ograniczą imigrację netto do kilkudziesięciu tysięcy osób rocznie. W ostatnim roku rządów labourzystów wyniosła ona 200 tysięcy, ale w ostatnim roku rządów premiera Camerona wzrosła do 300 tysięcy.

>>> Czytaj też: Cena wolności? Brexit może kosztować Londyn ponad 300 mld euro