813 tys. zagranicznych turystów w ubiegłym roku odwiedziło chorwacki Dubrownik – o jedną szóstą więcej niż rok wcześniej, a w tym roku zapewne będzie ich jeszcze więcej. Powód? Ludzi przyciągnęło to, że ta okolica jest scenerią hitowego serialu HBO „Gra o tron” (King’s Landing). Lokalne władze doskonale wiedziały, jaki może być efekt takiego „występu”, dlatego Andro Vlahušić, burmistrz Dubrownika, decydował się zamykać niektóre atrakcje miasta nawet w szczycie sezonu, byle ekipa filmowa mogła spokojnie kręcić serial.

W Stanach Zjednoczonych 40 różnych stanów rywalizuje ze sobą o względy filmowców, oferując przeróżne zachęty, ulgi, dodatki i rabaty. W Europie, gdzie rocznie powstaje najwięcej filmów, głośnym echem odbiła się „wojna” między Czechami i Węgrami o względy i budżety zagranicznych film producenckich. Do 2004 r. Czechy były jednym z najpopularniejszych miejsc dla producentów nie tylko ze względu na ciekawe plenery, sporą doświadczoną kadrę filmową, lecz także – a właściwie przede wszystkim – z powodu ulg podatkowych. Po tym jednak jak jeszcze bardziej atrakcyjne warunki wprowadziły Węgry, to tam przeniosła się spora liczba produkcji. Nic dziwnego, skoro producenci mogą liczyć na duże ulgi i dotacje. Przykładowo „Herkules” z budżetem 100 mln dol. uzyskał niemal 20 mln dol. wsparcia.

Nasza branża filmowa chce teraz powalczyć, by i Polska stała się bardziej atrakcyjna dla producentów i zdobyła choć kawałek z tego tortu, jakim są ogromne wydatki na kinematografię. Firma PwC, we współpracy z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej, przygotowała dwa raporty: „Dlaczego warto wspierać przemysł produkcji audiowizualnej?” oraz „Wsparcie podatkowe produkcji filmowej w Polsce”, z których płyną jasne wnioski: też mamy szansę na to, by kręcone były u nas międzynarodowe filmy i by zagraniczni producenci wydawali w Polsce spore pieniądze. Ale mamy taką szansę pod warunkiem wprowadzenia podobnych ulg i zachęt, jakie są w USA, Belgii, Wielkiej Brytanii czy na wspomnianych Węgrzech. Łącznie w 17 europejskich państwach funkcjonuje już 26 różnych specjalnych systemów zachęt dla zagranicznych filmowców. I wcale nie muszą to być ogromne fundusze. W Chorwacji na system „cash rabate” przeznaczono 2,6 mln euro i to wystarczyło, by przyciągnąć HBO.

– By amerykańskim czy europejskim producentom opłacało się inwestować w produkcję w Polsce, muszą mieć jasne wyliczenie, że to także dla nich będzie opłacalne. Atrakcyjnych kierunków filmowych na świecie jest bardzo dużo i wybierane są nie tylko te pasujące pod względem plenerów, doświadczenia lokalnej kinematografii, lecz także z uwagi na rachunek ekonomiczny. W tej ostatniej konkurencji na razie przegrywamy – mówi nam Mariusz Łukomski, prezes Monolith Films, największego dystrybutora filmowego w Polsce.

Jak wyliczają eksperci, w 2014 r. rynek produkcji filmowej osiągnął w Polsce wartość 250 mln zł. I choć jest o wiele lepiej niż jeszcze kilka lat temu (przykładowo w 2007 r. wyprodukowano filmy o łącznej wartości 114 mln zł), to jednak według środowiska filmowego mogłoby być o wiele więcej. – Większość naszego przemysłu filmowego to produkcja krajowa. Owszem mamy sukcesy artystyczne i komercyjne – mówi Julia Patorska, ekspert z PwC, wymieniając jako przykłady „Idę” i „Bogów”. – Ale nie oszukujmy się, jesteśmy państwem średniej wielkości i powyżej 40–50 filmów rocznie raczej nie będziemy produkować. By się rozwijać, musimy ściągać graczy z zagranicy – dodaje.

Jej firma przygotowała propozycje czterech podstawowych zmian w prawie, które miałyby największy wpływ na poprawę kondycji kinematografii, a których wprowadzenie byłoby też realne w obecnej sytuacji budżetu państwa:
– zwrot VAT dla polskich i zagranicznych producentów angażujących się u nas w produkcję filmową;
– zezwolenie dla spółek zaangażowanych w produkcję filmową na zwolnienia z podatku CIT, o ile te spółki będą swoje dochody inwestować w produkcję kolejnych filmów;
– usprawnienie na zasadzie „jednego okienka” obsługi firm zajmujących się obsługą audiowizualną;
– specjalny fundusz wspierający zagraniczne produkcje filmowe.

Efektem wprowadzenia samych tylko ulg podatkowych miałoby być zwiększenie polskiego rynku filmowego o 20–60 proc. rocznie, czyli wartość produkcji filmowej podskoczyłaby o od 40 do 120 mln zł. Miałoby to zaowocować zwiększeniem zatrudnienia w tym sektorze rzędu od 320 do ponad 1 tys. osób. Według ekonomistów budżet państwa kosztowałoby to między 8 a 24 mln zł. – Nie oszukujmy się, w skali kraju to nie są oszałamiające sumy, a mogłyby przynieść branży filmowej czy nawet szerzej, audiowizualnej, szansę na rozwój – przekonuje Łukomski.

Cyfry

- 40 mln biletów do kin sprzedało się w Polsce w 2014 r. To o 11 proc. więcej niż rok wcześniej
- 725 mln wyniosły wpływy kin ze sprzedaży biletów, to o 9 proc więcej niż w 2013 r.
- 250 mln zł warta była polska produkcja filmowa w 2014 r.

>>> Czytaj też: Rosyjska telewizja: Polacy niszczą pomniki wyzwolicieli z Armii Czerwonej