Yngve Slyngstad, szef wartego 900 mld dol. norweskiego państwowego funduszu majątkowego, wielokrotnie podkreślał w zeszłym roku, że w środowisku niskich, a nawet ujemnych stóp procentowych, fundusz nie będzie w stanie wypracować zakładanej 4-procentowej rzeczywistej stopy zwrotu. Do funduszu wpływa coraz mniej pieniędzy.

W obliczu zmian w światowej gospodarce, Norwegia będzie musiała teraz zweryfikować swoje wydatki publiczne. Norweski rząd przyjął dobrowolną zasadę, która zakłada, że wykorzystanie pieniędzy z funduszu w budżecie państwowym jest uzależnione od prognozowanej stopy zwrotu. Do tej pory, wydatki te były co roku zwiększane, bo fundusz rósł w imponującym tempie. Jeszcze w październiku rządząca koalicja zapowiedziała, że w 2015 roku wykorzysta z funduszu rekordowe 164 mld koron (21,8 mld dol.), czyli około 3 proc. wartości funduszu.

>>> Polecamy: PKB to nie wszystko. Dlaczego kraje skandynawskie należą do najszczęśliwszych na świecie?

Tymczasem w zeszłym tygodniu szef funduszu Yngve Slyngstad ujawnił, że w pierwszym kwartale tego roku do norweskiego funduszu napłynęło najmniej nowego kapitału od 16 lat. Ministerstwo Finansów wpompowało w fundusz jedynie 5 mld koron (662,5 mln dol.). Dla porównania, w trzecim kwartale 2008 roku, po tym jak ceny ropy wystrzeliły w górę do ok. 147 dol. za baryłkę, resort finansów przekazał do funduszu 128 mld koron.

“Przy cenach ropy w okolicy 60 dol. za baryłkę, transfery do funduszu majątkowego mogą się zatrzymać” – ostrzegał w lutym tego roku prezes norweskiego banku centralnego Oeystein Olsen.

We wtorek za baryłkę ropy typu WTI na giełdach płacono 59 dol., a za ropę Brent – 66 dol. 

Bogactwo Norwegii leży na dnie Morza Północnego i Morza Norweskiego. To właśnie tu znajdują się obfite złoża ropy naftowej i gazu, które są źródłem dobrobytu w tym skandynawskim kraju. Państwowy fundusz majątkowy został stworzony właśnie po to, by gromadzić zyski ze sprzedaży i wydobycia surowców w celu zabezpieczenia przyszłości następnych pokoleń, gdy złoża ropy zaczną się wyczerpywać. Wpływy do funduszu pochodzą m.in. z podatków od ropy, gazu i własności pół naftowych, a także z dywidend od większościowych udziałów państwa w Statoilu, który jest największym norweskim producentem ropy.

>>> Czytaj też: Norwegia: jak kraj nieużytków stał się jednym z najbogatszych na świecie

Na koniec marca tego roku 62,5 proc. portfela norweskiego funduszu stanowiły akcje, 35,3 proc. – obligacje, a 2,3 proc. – nieruchomości.

Niskie ceny ropy będą teraz wywierać presję na norweski rząd, który 12 maja ma przedstawić rewizję budżetu. Masowe zwolnienia pracowników sektora naftowego zaczynają odbijać się na rynku pracy. Jak wynika z badania aktywności ekonomicznej ludności w Norwegii, w lutym stopa bezrobocia w tym kraju wynosiła 4,1 proc. i była najwyższa od 2006 roku. Gospodarka Norwegii wciąż radzi sobie jednak całkiem nieźle. Według danych Eurostatu, PKB Norwegii wzrosło w czwartym kwartale ubiegłego roku o 0,9 proc. w ujęciu kwartalnym i o 3 proc. w ujęciu rocznym.