“Zdrada stanu” – głosi okładka ostatniego numeru niemieckiego wpływowego magazynu “Der Spiegel”. Choć ostatni polityczny skandal z udziałem amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) jest na tyle poważny, że kariera niemieckiego ministra spraw wewnętrznych Thomasa De Maiziere’a została zagrożona, a autorytet samej Angeli Merkel nadszarpnięty, to tak naprawdę sednem sprawy nie jest zdrada niemieckich interesów, ale coś innego. Chodzi o trwające dziedzictwo zimnej wojny oraz zbyt wielką siłę Stanów Zjednoczonych w świecie Zachodu.

O działaniach szpiegowskich amerykańskiej agencji NSA wobec Europejczyków, w tym przywódców europejskich państw, było wiadomo od czasu ujawnienia tego faktu przez Edwarda Snowdena w 2013 roku. Obecny skandal szpiegowski dotyczy tego, jak dużej pomocy Amerykanom w ich działaniach udzieliła niemiecka Federalna Służba Wywiadowcza (BND).

Według doniesień dobrze poinformowanych niemieckich mediów, łącznie z magazynem “Der Spiegel” i tabloidem “Bild”, NSA wykorzystywała należący do BND punkt podsłuchowy, zlokalizowany w bawarskim mieście Bad Aibling. Mogła dzięki temu podsłuchiwać francuski pałac prezydencki i ministerstwo spraw zagranicznych oraz Komisję Europejską Brukseli i europejskie firmy, takie jak lotniczy gigant EADS (znany jako Airbus). Co więcej, BND miała też ponoć monitorować komunikację tysięcy obywateli Niemiec oraz niemieckich podmiotów, na życzenie amerykańskiej NSA. Oznaczałoby to łamanie prawa, które zabrania podsłuchiwania obywateli Niemiec. Federalna Służba Wywiadowcza (BND) poinformowała o tym niemieckiego ministra spraw wewnętrznych Thomasa De Maiziere’a, który w latach 2005-2009 był szefem urzędu kanclerskiego u Angeli Merkel. Szef resortu spraw wewnętrznych nie zrobił jednak nic, aby powstrzymać te działania.

Co więcej, w ubiegłym miesiącu niemiecki rząd stwierdził przed parlamentem w Berlinie, że nie miał informacji na temat NSA, która miała zbierać informacje o europejskich firmach. Kłamstwo to jest szczególnie niebezpieczne dla samego Thomasa De Maziere, ale dotyczy także Angeli Merkel. Według Ralfa Stegnera, zastępcy przewodniczącego Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) – koalicjanta CDU/CSU, partii Angeli Merkel, niemiecka kanclerz nie może zachowywać tej wiedzy dla siebie i mówić, że nic się nie stało.

Poniedziałkowa odpowiedź Angeli Merkel była jak zwykle mdła. Choć przyznała, że „przyjaciele nie mogą się wzajemnie szpiegować”, to powtórzyła także klasyczną linię obrony, że działania tego typu są elementem działań antyterrorystycznych. „Rząd zrobi wszystko, aby zagwarantować zdolność do działania służbom wywiadowczym” – powiedziała Merkel. „Biorąc pod uwagę zagrożenie terroryzmem, osiągnięcie tej zdolności jest możliwe tylko we współpracy z innymi agencjami. To w dużej mierze dotyczy NSA, między innymi” – dodała niemiecka kanclerz.

Ta wypowiedź mówi bardzo wiele. Niemcy mogą być nowym centrum władzy w Unii Europejskiej oraz mogą być odradzającą się siłą globalną, ale jeśli chodzi o obronę i wywiad, to wciąż zależą od zwycięzców II wojny światowej – USA i Wielkiej Brytanii, które to kraje sprawowały ścisłą kontrolę nad Niemcami Zachodnimi podczas zimnej wojny.

Każdy, kto był na Teufelsbergu, sztucznej górze na terenie dawnego Berlina Zachodniego, która powstała z gruzów miasta po II wojnie światowej i która mieściła do 1991 roku stację nasłuchową, z łatwością rozpozna podobieństwo charakterystycznych kopuł nasłuchowych w kształcie wielkich piłek golfowych do obiektów, znajdujących się w bawarskiej Bad Aibling z map Google’a.

Oba te obiekty – opuszczony Teufelsberg, który można dziś zwiedzać za 7 euro (systemów radarowych już dawno tam nie ma), jak i obiekt w Bad Aibling, były częścią globalnej sieci szpiegowskiej NSA Echelon.

Amerykańska agencja NSA przekazała bawarską stację nasłuchową (największą na świecie poza USA i Wielką Brytanią) w 2004 roku Federalnej Służbie Wywiadowczej (BND). Dziś oficjalnie kopuł już się nie używa, poza corocznym festiwalem muzyki house Echelon, ale najwyraźniej jednak USA powiedziały „Do widzenia”, lecz nigdy faktycznie nie odeszły.

Dziś BND jest oskarżane o przykrywanie jednej z operacji, nazwanej „Monkeyshoulder”, w którą była zaangażowana nie tylko amerykańska NSA, ale także jej brytyjska odpowiedniczka GCHQ. Berlin potrzebował zewnętrznej technologii, aby uzyskać dostęp i przetwarzać dane z Deutsche Telekom, w zamian zaś zgodził się na przekazanie swoich ustaleń dalej.

Niemcy mogą być bogate i zaawansowane technologicznie, ale w obszarze obronności i wywiadu znajdują się daleko w tyle za USA i Wielką Brytanią. Próba uporania się z nazistowską przeszłością zaszczepiła w Niemczech pacyfistyczną, opartą o kompromis kulturę.

Niemcy wydają tylko 1,3 proc. PKB na obronność – to znacznie mniej niż zakładany przez NATO poziom 2 proc. PKB. Co więcej, Niemcy prawdopodobnie nie byłyby w stanie samodzielnie obronić się przed atakiem bez pomocy USA. Podobnie jeśli chodzi o „wojnę z terroryzmem”, możliwości Berlina są stosunkowo skromne, więc Niemcy także pod tym względem polegają na Amerykanach. Jeśli amerykańska NSA chciała wiedzieć, czy europejski gigant lotniczy EADS we właściwy sposób obserwuje sankcje wobec niektórych państw Bliskiego Wschodu, to kim miałaby być Merkel, aby się temu sprzeciwić?

Niemieckiej kanclerz i jej rządowi przypomina się dziś o masowej inwigilacji, którą prowadzili naziści oraz o wschodnioniemieckiej tajnej policji Stasi. Co ciekawe, Die Linke – partia sukcesorka wschodnioniemieckiej partii komunistycznej jest w sposób perwersyjny szczególnie głośna w sprawie skandalu szpiegowskiego.

Ale wolna ręka amerykańskiej NSA w Niemczech nawiązuje do innej tradycji, którą pamięta niewielu Niemców z Zachodu – powojennego nadzoru aliantów nad Niemcami i polityki powstrzymywania Związku Radzieckiego.

Niemcy, aby skończyć z tą tradycją, potrzebowałyby dziś pewności, że mogą polegać na samych sobie w obliczu nowych zagrożeń – w tym przypadku terroryzmu i działań Rosji. Francja oświadczyła, że pomimo sprawy z podsłuchami w Bad Aibling, ustalono „wzajemne zaufanie” z Niemcami. Angela Merkel może powoływać się na ograniczenia budżetowe i technologiczne, chcąc usprawiedliwić współpracę jej rządu z NSA przed partnerami koalicyjnymi z SPD. Znacznie trudniej będzie przekonać niemiecką opinię publiczną. 

>>> Czytaj też: Złom w Bundeswehrze? Niemieckie wojsko ma problem z karabinami