Tines – brzmi jak nazwa zachodniego koncernu, ale to zmyłka. Pochodzi od inicjałów założyciela i większościowego udziałowca Tomasza Szuby. Firma, którą stworzył w 2004 r., dostarcza elementy nawierzchni szynowych m.in. dla PKP, komunalnych spółek tramwajowych i Metra Warszawskiego. Produkuje też specjalistyczną chemię budowlaną i kompozyty dla przemysłu.

Tines wchodzi właśnie do Mongolii, która wdraża plan rozbudowy szerokotorowej kolei. – Kraj pięć razy większy od Polski, w którym głównym szlakiem jest Kolej Transsyberyjska. Potrzeby infrastrukturalne są prawie nieograniczone. W kolejce stoją firmy rosyjskie, chińskie i południowokoreańskie – wylicza Tomasz Szuba.

W tym roku jest spora szansa na zaistnienie w Algierii, która na dużą skalę inwestuje w przejazdy kolejowe. Wysłannicy firmy bacznie monitorują też rynek w Chile. – Wyznaczyłem sobie cel. Do 2025 r. będziemy obecni na wszystkich kontynentach – zapowiada 45-letni Szuba.

Przejaw megalomanii? Znający prezesa twierdzą, że niekoniecznie. W ciągu ostatnich lat Tomasz Szuba jak burza wjechał na rynki krajów byłej strefy radzieckiej. Na przykład w metrze w stolicy Kazachstanu, Ałmaty, montował 60 tys. węzłów kotwiących i ułożył blisko 16 km torów. Elementy torowisk dostarczał dla metra w Kijowie, Sankt-Petersburgu i Mińsku.

– Decyzja o wyjściu na zewnątrz zapadła w 2007 r., kiedy okazało się, że Polska razem z Ukrainą będą organizowały Euro 2012. Już w 2008 r. wygraliśmy pierwszy kontrakt dla metra w Kijowie. Potem były kolejne zlecenia, np. dla Charkowa – podkreśla Tomasz Szuba.

Jak opowiada, od tej pory wejście na kolejne rynki wschodnie było naturalne. – Na Wschodzie kontakty biznesowe oparte są na znajomościach. Inwestorzy, wykonawcy, inżynierowie tworzą zwarte środowisko, które spotyka się przy okazji różnych imprez branżowych – opowiada prezes Tines.

Ale są też problemy. W związku z sytuacją międzynarodową załamał się rynek ukraiński i rosyjski. Na Ukrainie zawieszone zostały trzy rozpoczęte kontrakty infrastrukturalne. To m.in. stąd decyzja o dywersyfikacji i poszukiwaniu nowych rynków eksportowych.

– Jestem inżynierem materiałowcem – mówi o sobie Szuba. W 1994 r. ukończył studia na Wydziale Inżynierii Materiałowej i Ceramiki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Doświadczenie w kierowaniu inwestycjami zdobywał w firmie SteinnmanItig koło Hanoweru. To była dobra szkoła: obserwował, jak kieruje się procesem inwestycyjnym w Niemczech. W tamtych czasach, tj. w połowie lat 90., taka wiedza była dla polskich inżynierów czymś nowym.

Każdy etap w swoim życiorysie wykorzystywał do zdobywania doświadczenia, które przydało się we własnym biznesie. W latach 1995–1997 pracował jako dyrektor handlowy firmy VEGA Kraków, która dostarczała m.in. powierzchnie posadzkowe. Od 1997 do 2002 r. był dyrektorem oddziału, a następnie szefem sprzedaży w spółce SIKA Poland, oddziale szwajcarskiego koncernu wytwarzającego chemię budowlaną.

W 2002 r. podkupił go amerykański fundusz inwestycyjny Riverside – tak został członkiem zarządu Megachemie. Po 14 miesiącach współpracy z Amerykanami Tomasz Szuba podjął decyzję o stworzeniu własnego biznesu. Jak przyznaje, kłopotem było to, że Amerykanie mieli zupełnie inny model działania.

– Jakieś 80 proc. czasu marnowałem na tłumaczenie, co i dlaczego chcę zrobić, a nie na działaniu. Z tego punktu widzenia jestem bardzo wdzięczny Riverside – opowiada.

To wtedy narodził się Tines. W 2006 r. amerykański inwestor wycofał się z projektu. Jednocześnie Tines przejął od Megachemie know-how. Dzięki temu dziś oferuje m.in. farby antykorozyjne, posadzki przemysłowe i materiały do naprawy betonu stosowane w budownictwie komunikacyjnym, przemysłowym i w energetyce.

Pierwszy kontrakt dotyczył nawierzchni torowiska przy ul. Kalwaryjskiej w rodzinnym Krakowie. Od tej pory grupa uczestniczyła też w projektach tramwajowych m.in. w Warszawie i we Wrocławiu. Szuba sprzedawał też powłoki ochronne dla betonu, m.in. dla mostów we Wrocławiu, w Toruniu i Zabrzu oraz na potrzeby elektrowni w Turowie, Rybniku i Ostrołęce.

Wicepremier Janusz Piechociński zabiera przedstawicieli Tinesu na misje gospodarcze jako eksportera, którego warto promować (obok np. Pesy i Solarisa). Efektem takich wypraw są m.in. kontrakty w Azerbejdżanie, który Polacy musieli „wyrywać” Francuzom. Ci są bardzo mocni na tamtym rynku, m.in. dzięki osobistemu zaangażowaniu prezydenta François Hollande’a.

– Tak działa cały zachodni biznes, który promuje swoje firmy za granicą. Na szczęście od 2013 r. w tej sprawie zdecydowanie na korzyść zmieniło się podejście resortów gospodarki i spraw zagranicznych – przyznaje prezes Szuba.

W 2013 r. spółki z Grupy Tines zrobiły łącznie ponad 100 mln zł obrotu. Plany są takie, że w tym roku przychody powinny przekroczyć 200 mln zł (z tego ok. 60 mln zł stanowi kontrakt na nawierzchnię bezpodsypkową w tunelu prowadzącym do nowego dworca PKP Łódź Fabryczna).

Tomasz Szuba w czasie wolnym lubi gotować. Ma trójkę dzieci. Na stałe mieszka w Krakowie. Ostatnio dużo czasu spędza w Warszawie i za granicą, szczególnie w Mongolii. Lubi sport: jazdę rowerem po górach oraz narty.

Tines wiąże duże nadzieje z polskim programem inwestycyjnym na lata 2014–2020, który jest napędzany unijnymi pieniędzmi. Prezes twierdzi, że od strony biznesowej, technologicznej i kadrowej jest gotowy na ponowny boom w infrastrukturze. ©