Któż nie chciałby robić interesów z bogatymi szejkami i wymieniać swoich towarów na ich petrodolary? Na razie jednak polskie firmy są w większości na końcu karawany i odległe miraże w każdej chwili mogą się rozpłynąć. Tak przynajmniej wynika z analizy struktury eksportu do krajów Zatoki Perskiej – Arabii Saudyjskiej, Kataru, Kuwejtu, Iraku, Iranu, Omanu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich (Bahrajn został pominięty ze względu na niewielki rynek – ma mniej mieszkańców niż Warszawa) oraz kilku sąsiadujących z nimi krajów arabskich: Jordanii, Libanu i Syrii. Do tych 10 krajów Polska wyeksportowała w 2014 r. towary za niecałe 2,4 mld dol.

Ułamek procenta

Jest to nieco ponad 1 proc. całego eksportu z Polski, którego wartość w 2014 r. wyniosła 218,8 mld dol. Poszczególne kraje odgrywają bardzo niewielką rolę wśród naszych partnerów handlowych, najważniejsze Zjednoczone Emiraty Arabskie to zaledwie 0,5 proc. rynku eksportowego.

– Nasi przedsiębiorcy zachłysnęli się możliwościami, które dał im rynek UE: wszystko blisko i w europejskiej kulturze, również językowej. I wielu z nich z pełną świadomością sprzedaje swoje towary i usługi, wiedząc, że firmy z Niemiec, Francji, Włoch czy Belgii sprzedają je dalej, np. do krajów Zatoki Perskiej. Saudyjczycy twierdzą, że mleko i przetwory z Polski wędrują do Francji, stamtąd do Algierii, a potem na Półwysep Arabski, a pośrednicy pobierają 20–30 proc. marży – wyjaśnia Antoni Mielniczuk, prezes Polsko-Saudyjskiej Izby Gospodarczej.

Mielniczuk uważa, że Polska pozwoliła umrzeć śmiercią naturalną relacjom nawiązanym z krajami arabskimi w latach 70. i 80. XX w. przy okazji budowania dróg i fabryk.

>>> Czytaj też: Jak wypełnić lukę po Rosji? Polska musi postawić na rynki wschodzące

– Dopiero od niedawna odkrywamy Arabię Saudyjską, Emiraty, Oman. Na razie robimy to nieśmiało i nie bardzo jesteśmy przygotowani do ekspansji w tamtym kierunku. Ministerstwo Gospodarki z uporem lekceważy np. Arabię Saudyjską, nie przyznając preferencji, mimo że to największa gospodarka arabska i jedyny kraj arabski w G20. Jeżdżą misje firm i firemek, ale tak naprawdę nigdy nie było porządnej prezentacji Polski, która jest tam nieznana. Kraje Zatoki są pod silnym wpływem Wielkiej Brytanii (historia) i USA (realia), Francji, Włoch, Hiszpanii i Niemiec (potęga), Chin, Japonii i Korei Południowej (inwestycje wraz z finansowaniem) – wymienia Antoni Mielniczuk.

Na kilku rynkach polscy eksporterzy odnotowali jednak niesamowite wzrosty. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich eksport był o połowę wyższy, w Arabii Saudyjskiej – niemal o 40 proc. Nikt nie był w stanie przegonić Syrii – wartość wysłanych tam towarów była w roku 2014 prawie trzykrotnie wyższa niż w 2013. Powodem jest jednak niska baza. Nawet jeden kilkumilionowy kontrakt może totalnie zmienić obraz.

Od Sasa do Lasa

Właśnie dlatego trudno dopatrzyć się jakiejś prawidłowości w eksporcie. Rzadko powtarzają się też najwięksi eksporterzy, choć mogłoby się wydawać, że firma, która zdobyła jeden rynek, powinna zawalczyć o sąsiednie. W eksporcie do prawie każdego kraju z tego regionu prym wiedzie inny typ towaru. W Arabii Saudyjskiej największe obroty polskiego handlu (32 proc.) przypadły w 2014 r. na zboże. W przypadku Iraku na kombajny zbożowe (ponad 30 proc.). W Iranie 46 proc. to urządzenia do odbioru dźwięku, a jednym z najważniejszych eksporterów jest LG Electronics Wrocław. Niemal 30 proc. eksportu do Jordanii stanowiły pojazdy powietrzne, a PZL Mielec to największy eksporter. Janusz Zakręcki, prezes tej spółki, mówił niedawno o dostarczeniu jednego modelu awionetki M-28 siłom zbrojnym Jordanii.

Do Kataru trafiają z Polski przede wszystkim urządzenia mechaniczne i elektryczne do odbioru dźwięku. W eksporcie do Kuwejtu dominują artykuły rolno-spożywcze (39 proc.). Ponad połowa towarów wysłanych z Polski do Libanu to gotowe artykuły spożywcze, do których zalicza się wyroby tytoniowe, cukier, wyroby czekoladowe i pieczywo cukiernicze. Najważniejsi eksporterzy z tego sektora to Altadis (wyroby tytoniowe), Südzucker Polska, Bel Polska (artykuły spożywcze), JTI Polska (wyroby tytoniowe), Ferrero Polska i Krajowa Spółka Cukrowa. Niemal 25 proc. eksportu do Omanu stanowiły pojazdy nieszynowe, a do czołowych eksporterów należy Volvo Polska. Prawie 80 proc. eksportu do Syrii to gotowe artykuły spożywcze. Niemal 60 proc. towarów, które trafiły z Polski do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, to telefony komórkowe, a najwięksi eksporterzy to Action i ABC Data.

Grupy wysyłanych do analizowanej dziesiątki krajów produktów rzadko się powtarzają. Maszynki do golenia to jedna z pięciu najważniejszych pozycji w eksporcie do Arabii Saudyjskiej (5,8 proc.) i Iraku. Do tych dwóch krajów trafia też dużo sera przetworzonego – 4 proc. eksportu do Arabii Saudyjskiej i 19 proc. do Iraku. Masło kakaowe to 3 proc. eksportu do Arabii Saudyjskiej i 1,6 proc. do ZEA, a przetwory z kakao stanowią 5,3 proc. eksportu do Omanu. Urządzenia mechaniczne i elektryczne do rejestracji i odbioru dźwięku – hit w eksporcie do Iranu – to także 6,2 proc. eksportu do Syrii.

Prawie nigdy jedna firma nie jest wymieniana wśród znaczących eksporterów więcej niż jednego z analizowanych krajów. Poza wspomnianymi wcześniej spółkami wśród eksporterów do krajów Zatoki Perskiej i ich sąsiadów wymieniane są także: B&P Engineering Przeworsk, Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego Poznań, Kosmepol, Procter & Gamble Polska, Avon Polska, Ciech, ZCh Police, PKN Orlen, Geofizyka Kraków, SGL Carbon Polska, Olimp Laboratories, Nowy Styl, Inglot, Narodowe Centrum Badań Jądrowych, Euro-Net, Imperial Tobacco Polska, Komsa Polska i SGL Karbon Polska. Jak widać, sporo jest zagranicznych firm z fabrykami w Polsce, choć może nie warto dzielić włosa na czworo, bo nawet jeśli kapitał nie jest w 100 proc. polski, to pracują w nich i zarządzają nimi Polacy.

>>> Czytaj też: Koniec gospodarczego cudu. Turecka gospodarka spada w przepaść

Nakarmić Bliski Wschód

Według prezesa Polsko-Saudyjskiej Izby Gospodarczej szans na wymianę handlową jest wiele.

– Polska i kraje Zatoki mają komplementarne gospodarki: tamte kraje potrzebują żywności, my mamy żywność; tam potrzeba nowych produktów i usług z wielu dziedzin, my je mamy, bo nasza zmodernizowana w ciągu kilku ostatnich lat gospodarka jest obecnie jedną z najnowocześniejszych w Europie; tam potrzeba materiałów budowlanych, wyposażenia, mebli, okien i drzwi, glazury, terakoty, rozwiązań IT, mieszkańcy tamtych krajów chcą kształcić swoje dzieci, miejsc do wypoczynku, rehabilitacji, leczenia… My to wszystko mamy na najwyższym poziomie – uważa Antoni Mielniczuk.

W raportach polskich ambasad zwraca się uwagę na potencjał sektora rolno – spożywczego. W przypadku Arabii Saudyjskiej jest on wymieniany na pierwszym miejscu i szczegółowo rozpracowany. „Dostawy produktów mleczarskich, mięsa i wyrobów mięsnych (drobiowych i wołowych), przetworów warzywnych, świeżych i mrożonych owoców, soków i koncentratów owocowych, wyrobów piekarniczych i cukierniczych, w tym czekoladowych, a ponadto transfer technologii przetwórstwa żywności, maszyn i urządzeń dla małych zakładów produkcyjnych, m.in. piekarniczych i cukierniczych oraz tworzenie joint ventures w tej dziedzinie…” – takie możliwości widzą dla polskich firm autorzy opracowania.

Sektor rolno-spożywczy to także kandydat numer jeden na hit eksportowy z Polski do Iranu. Przedstawiciele polskiej dyplomacji przyznają, że zaostrzanie sankcji utrudnia relacje, jednak akurat w przypadku tego sektora istnieje niskie ich prawdopodobieństwo, a w dodatku cieszy się on szczególnym zainteresowaniem irańskich przedsiębiorców. „Eksport towarów tej kategorii do Iranu wzrósł ponad trzykrotnie w porównaniu z rokiem 2011” – czytamy w opracowaniu.

Także w przypadku Omanu rolnictwo i przemysł spożywczy są na czele listy potencjalnych obszarów współpracy. Polskie firmy mogą dostarczać narzędzia i maszyny rolnicze, budować zakłady przetwórcze, dostarczać płody rolne i tusze wołowe i baranie, artykuły żywnościowe, w tym mleczarskie, wędliny wołowo-drobiowe oraz przetwory warzywno-owocowe. W przypadku Syrii eksperci Ministerstwa Gospodarki podkreślają, że jest duże zapotrzebowanie na towary eksportowane z Polski i na początku listy wymieniają produkty pochodzenia zwierzęcego (mleczarskie), roślinnego (jęczmień, owies), gotowe artykuły spożywcze (wyroby tytoniowe, cukier). Także w przypadku ZEA przetwórstwo rolno-spożywcze oraz dostawy artykułów spożywczych są wśród sektorów perspektywicznych z punktu widzenia dwustronnej współpracy handlowej (choć nie na pierwszym miejscu). Nie wszystkie opracowania MG mają części poświęcone perspektywom, ale z tych, które mają, tylko w przypadku Jordanii, Kuwejtu i Libanu w ogóle nie wymieniono sektora rolno-spożywczego jako szansy dla polskich firm.
Potrzebna strategia

Antoni Mielniczuk podkreśla, że wyznaczenie kierunków to za mało.

– MSZ ostro wziął się do roboty i obecne misje towarzyszące wizytom minister Katarzyny Kacperczyk są wzorowo profesjonalne. Dyplomaci z Polski wkładają wiele pracy, ale potrzebne są strategiczne decyzje o wzmocnieniu placówek. Jeśli Polska ma się rozwijać, to musi się to odbywać drogą ekspansji gospodarczej. Świat będzie się z nami liczył, jeśli nasze placówki będą profesjonalne (a są w większości, choć wiele niestety nie), będą budować i utrzymywać relacje z kluczowymi osobami w danym kraju, co jest kosztowne i bardzo ważne. Dlaczego nie mamy jak Czesi specjalnego programu identyfikacji i relacji z absolwentami polskich uczelni? – pyta prezes Polsko-Saudyjskiej Izby Gospodarczej.

Uważa, że mamy kilka lat na wyrobienie sobie samodzielnej marki w krajach Zatoki Perskiej.

– Wsparcie rządu jest niezbędne, plan konieczny, budżet musi się znaleźć. Fascynujemy przedsiębiorców arabskich otwartością, uśmiechem i profesjonalizmem. Oni są troszkę znudzeni marketingiem USA czy europejskich gigantów. Polska przynosi świeżość i upór i to widzę podczas misji. Tak trzymać! – podsumowuje Antoni Mielniczuk.