George Osborne, który jest w Brukseli na spotkaniu unijnych ministrów finansów, otrzymał od premiera Camerona zadanie poprowadzenia takich rokowań.

Przed spotkaniem w Brukseli, George Osborne podkreślił, że zwycięstwo konserwatystów w brytyjskich wyborach w ubiegły czwartek oznacza, iż do referendum na pewno dojdzie. Negocjacje "będą konstruktywne, ale stanowcze" - zapowiedział brytyjski kanclerz skarbu. Dodał, że chodzi i o poprawę stosunków Wielkiej Brytanii z resztą Unii, i o jej wewnętrzną reformę.

Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker powiedział już, że będzie próbował uzyskać "sprawiedliwe rozwiązanie" satysfakcjonujące Londyn. Część członków Unii sprzeciwia się jednak ograniczeniom imigracyjnym. Większość nie chce reform, które wymagałyby zmian traktatowych, a przez to referendów również w innych krajach.

Brytyjczycy mieliby się wypowiedzieć, czy przyjmą nowy, wynegocjowany w ten sposób model członkostwa, czy wolą wystąpić z Unii Europejskiej. Sam premier Cameron nie kryje, że wolałby pozostać w zreformowanej Unii.

Termin głosowania, określony wstępnie jako "przed końcem 2017 roku", jest płynny i część brytyjskich mediów mówi o możliwości referendum już w przyszłym roku.

>>> Czytaj więcej: The Guardian: Brytyjskie referendum unijne już w przyszłym roku?