Pierwsza propozycja kosztowałaby, lekko licząc, 40 mld zł do 2020 r., druga, jak na początku 2014 r. wyliczył Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, aż 44,4 mld zł. Kampania wyborcza skłania polityków do składania skrajnie nieodpowiedzialnych ekonomicznie obietnic. To nie dziwi. Dziwi natomiast, że wciąż jest grunt, by je składać.

Problem kredytów we frankach szwajcarskich nie jest nowy. Można dyskutować nad tym, jak pomagać frankowiczom. 12 marca 2014 r. podczas Forum Bankowego prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka powiedział: „Już widać wyraźnie, że będą ludzie, którzy podniosą ten temat przy kolejnych wyborach parlamentarnych. I nie możemy ot tak, po prostu, zostawić tego problemu na najbliższe 20 lat. (...) To nie jest kwestia, wobec której powinniśmy przejść obojętnie”. Miał rację.

Drugi problem to emerytury. Brytyjski odpowiednik naszego Głównego Urzędu Statystycznego twierdzi, że co trzecie rodzone dziś dziecko dożyje stu lat. Nie można sobie w takiej sytuacji wyobrazić, że 40 lat te dzieci spędzą na emeryturze. Wiele osób uznaje podniesienie wieku emerytalnego do 67. roku życia za skrajną niesprawiedliwość. Politycy muszą to wytłumaczyć wyborcom. Muszą także przygotować realne wsparcie dla pracowników powyżej 60. roku życia i dla osób, które po prostu sobie nie radzą. Inaczej obie te miny będziemy odkrywać w każdej kampanii. Aż kiedyś wybuchną.