Z naszej sondy wynika także, że kwestia JOW-ów, choć jest jednym z głównych wątków tegorocznej kampanii, wcale nie zaprząta głowy Polakom. Niemal 54 proc. ankietowanych nie wie, czy popiera wprowadzenie JOW-ów w wyborach do Sejmu. Pomysł ten uznaje za dobry niecałe 35 proc. respondentów, a za zły 11,5 proc. Ponad 83 proc. z tych, którzy nie mają wyrobionej opinii na temat JOW-ów, to osoby z wykształceniem podstawowym. Dla porównania osób z wykształceniem wyższym w tej grupie jest dwukrotnie mniej.

– JOW-y to termin trudno rozszyfrowywalny dla przeciętnych Polaków. Nikt ich w szkołach tego nie uczy, a temat ten zaczął być głośny dopiero w tej kampanii. Jestem przekonany, że z tych 20 proc., które głosowało na Kukiza, tylko kilka procent zdawało sobie sprawę, czym są JOW-y i jak wpływają one na system wyborczy – uważa dr Olgierd Annusewicz z Ośrodka Analiz Politologicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Co ciekawe, liczenie na elektorat Pawła Kukiza okazało się zawodne. I potwierdzają to wyniki naszego sondażu. Mimo że w zasadzie jednym postulatem Kukiza było wprowadzenie JOW-ów, to ponad 40 proc. jego wyborców nie wie, o co chodzi, lub chciałoby ich wprowadzenia. Za jest niemal 53 proc., ale dokładnie taką samą popularnością ten postulat cieszy się wśród wyborców Bronisława Komorowskiego.

Kolejne pytanie dotyczyło kwestii dalszego finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Między innymi w tej sprawie Polacy będą mogli się wypowiedzieć w referendum zapowiedzianym przez Bronisława Komorowskiego na 6 września br. W naszym sondażu aż 64 proc. ankietowanych jest przeciwnych dalszemu utrzymywaniu obecnego rozwiązania. Tylko niecałe 9 proc. jest za finansowaniem partii z budżetu, a 27 proc. nie ma zdania w tej sprawie.

>>> Czytaj też: Współpraca wielu prędkości. Czy byłe republiki ZSRR mogą uwolnić się od Rosji?

O ile trudno się dziwić Polakom, że nie chcą, by publiczne pieniądze utrzymywały partie polityczne, o tyle eksperci wskazują, że rezygnacja z tego rozwiązania może doprowadzić do patologicznych sytuacji. – Pozbawienie partii pieniędzy z budżetu może prowadzić do groźnej sytuacji, w której będą one finansowane głównie przez osoby bogate i grupy interesów. Biedni raczej nie będą się zrzucać. Wówczas może i mielibyśmy stabilny system polityczny, ale z dominacją partii rządzącej, której jest łatwiej dotrzeć do grup mogących ją finansować – przestrzega politolog Jarosław Flis.

Nie dziwi także pozytywna odpowiedź na trzecie pytanie, dotyczące wprowadzenia zasady in dubio pro tributario do ordynacji podatkowej. To, by urzędy, a zwłaszcza fiskus, były przychylne obywatelom i interpretowały prawne wątpliwości na ich korzyść, jest marzeniem większości obywateli. Dlatego uczynienie państwa przyjaznym obywatelom było w tej kampanii postulatem wielu kandydatów od lewej do prawej strony politycznej sceny. Nic dziwnego, że spośród wszystkich trzech referendalnych pytań ten postulat ma największe szanse na wejście w życie.