– Wszystkie wyzwania ujawniły się w pierwszym kwartale. Niższa stawka interchange, niższe stopy procentowe, wyższa opłata na BFG – mówił na konferencji podsumowującej kwartalne wyniki Citi Handlowego jego prezes Sławomir Sikora.

Mimo to kwartalny zysk netto sektora przekroczył 4 mld zł i był lepszy niż w analogicznym okresie 2014 roku o 1,6 proc. Był też o niemal miliard złotych (32 proc.) lepszy niż w ostatnim kwartale zeszłego roku. To wcale nie świadczy o tym, że banki poradziły sobie ze splotem niekorzystnych dla ich rentowności zdarzeń, a tylko bardzo dobrze wykorzystały korzystne okazje. Prognozy przewidujące dwucyfrowy spadek zysku netto sektora nadal obowiązują.

Zacznijmy od opłaty od kart płatniczych interchange, która wynosiła jeszcze rok temu 1,2 proc. od kart debetowych i 1,3 proc. od kredytowych. W lutym spadła ona do odpowiednio 0,2 i 0,3 proc. Mimo to kwartalny wynik z tytułu opłat i prowizji był gorszy niż przed rokiem tylko o niespełna 120 mln zł, czyli niecałe 3,5 proc. Zwraca uwagę jeszcze fakt, że w marcu wynik z opłat i prowizji był zaledwie o 2 mln zł niższy niż w marcu 2014 roku.

Co takiego się stało, że nie nastąpiły głębsze spadki? Przyczyny są dwie. Pierwsza – to dążenie do zwiększenia wolumenów transakcji.

– Wolumen biznesu będzie w 2015 roku podstawowym celem – mówił Sławomir Sikora.

– Nie wykluczam, ze niektóre pozycje bilansowe mogą rosnąć dwucyfrowo – dodał po ogłoszeniu kwartalnych wyników mBanku jego prezes Cezary Stypułkowski.

Druga odpowiedź to wprowadzanie opłat i prowizji we wszystkich możliwych segmentach działalności. Banki wprowadzają lub podnoszą opłaty za prowadzenie rachunku, korzystanie z karty debetowej, za karty kredytowe, a w końcu także zaczynają pobierać prowizje za wypłaty z bankomatów.

Pytanie, czy ta strategia może w dłuższym terminie przynieść oczekiwane efekty? Jeśli spojrzeć na sam wynik prowizyjny, wydaje się, że na razie je przynosi. Wynik nie pogarsza się jednak głównie dzięki temu, że spadkowi przychodów z prowizji o 5,5 proc. rok do roku towarzyszył głębszy, bo o 12,3 proc., spadek związanych z nimi kosztów. Prawdopodobnie jest to między innymi skutek zwiększenia wolumenów transakcji mobilnych oraz cięcia wszelkich dodatkowych bonusów, które dawało używanie kart kredytowych.

Sprzeczne strategie?

Zasadnicza kwestia sprowadza się do pytania, czy strategie polegające na maksymalizacji prowizji oraz podwyższania opłat nie będą kolidować z dążeniami do zwiększania wolumenu obrotów.

Widać to na przykładzie rynku kart kredytowych. Mimo, iż część banków chwali się poważnym wzrostem liczby kart oraz wolumenów w obrotach i transakcjach, dane o całym sektorze pokazują, że w tym segmencie nastąpił odwrotny proces.

Zadłużenie brutto z tytułu kart kredytowych zmniejszyło się w I kwartale o ponad 300 mln zł, czyli o 2,6 proc. Według danych NBP w IV kwartale 2014 r. liczba kart płatniczych wzrosła wprawdzie o 560 tys. sztuk, czyli o 1,6 proc., ale stało się tak wskutek wzrostu liczby kart debetowych, podczas gdy liczba kart kredytowych nieznacznie spadła. Niewykluczone, że w I kwartale trend ten się pogłębił.

Ponadto agresywny „repricing” może przynieść efekty tylko krótkoterminowe, gdyż konkurenci wykorzystują nierozważne posunięcia cenowe. Już ubiegły rok pokazał sporą skłonność klientów do zmiany banku, i choć danych zbiorczych na ten temat nie ma, to te cząstkowe, podawane przez poszczególne instytucje na temat postępów w akwizycji pozwalają przypuszczać, że „nielojalność” dotyczy znacznego odsetka konsumentów. Przepływy klientów są zapewne wielokierunkowe i może się zdarzyć, że pewien bank na rzecz innego zarówno traci klientów, jak ich od niego ich pozyskuje.

Niektórym bankom udaje się jednak mieć znacznie lepsze wyniki w akwizycji klientów, co można wiązać z umiarkowanymi posunięciami cenowymi. ING BŚK podaje, że w I kwartale pozyskał 120 tys. osób.

– Gros pozyskiwanych przez nas klientów to tacy, którzy zmieniają bank – mówi Małgorzata Kołakowska, prezes ING BŚK.

Równocześnie niektóre instytucje dystansują się do trendu windowania cen produktów.

– Cena jest ważna, ale najważniejsza jest jakość ludzi współpracujących z klientami. Nie musimy ukrywać marży – mówi Luigi Lovaglio, prezes Pekao.

– Niewykluczone, że będziemy trochę modyfikować ceny, na pewno nie znajdziemy się w grupie skrajnych ofert – dodaje prezes Kołakowska.

Konsumenci wcale nie szaleją

Podobne wątpliwości dotyczą rynku kredytowego. Pogarszanie się wyniku odsetkowego powoduje, że część banków zdecydowała się na spektakularne podwyżki prowizji za udzielenie kredytu, a szczególnie kredytów konsumpcyjnych. Ponieważ ustawa „antylichwiarska” zabrania oprocentować kredyt wyżej niż wynosi czterokrotność stopy lombardowej, czyli od marca 2015 r. wyżej niż 10 proc., banki starają się ją obchodzić prowizjami. Na przykład oficjalna tabela Credit Agricole podaje, że prowizja od kredytu konsumpcyjnego może sięgać do 25 proc. jego wartości. W rankingu informacji medialnych przewodzi Alior Bank, gdzie prowizja ma sięgać 30 proc.

Równocześnie wbrew aspiracjom dotyczącym wzrostu wolumenów, akcja kredytowa rośnie w umiarkowanym tempie. Według zagregowanych planów banków przedstawionych przez Komisję Nadzoru Finansowego instytucje prognozują na ten rok wzrost portfela brutto kredytów konsumpcyjnych o 13,6 proc., czyli o ok. 18 mld zł, po bardzo umiarkowanym ubiegłorocznym wzroście o 3,85 proc. Pierwszy kwartał „planowanej” dynamiki nie zapowiada. Wartość portfela przez trzy miesiące wzrosła o nieco ponad 800 mln zł, czyli o 0,6 proc. Tu znowu pojawia się pytanie, czy gigantyczne prowizje kredytowe nie powodują, że tani pieniądz wcale nie jest tani, a w związku z tym konsumenci zadłużają się z umiarem.

Wartość bilansowa kredytów dla przedsiębiorstw wzrosła w I kwartale 2015 r. o 7,3 mld zł, czyli o 2,4 proc., a więc mniej niż w pierwszym kwartale zeszłego roku, gdy wzrost wyniósł 3,1 proc. W segmencie małych i średnich firm kredyty wzrosły o 1,5 proc., także mniej niż rok temu, gdy było to 1,8 proc. Na tym rynku przynajmniej kilka dużych banków przygotowuje grunt pod silną ekspansję, ale przełomu nie można się spodziewać wcześniej niż pod koniec roku.

Wzrost wartości kredytów ogółem dla całego sektora niefinansowego o 2,8 proc., a zwłaszcza kredytów hipotecznych o prawie 14,5 mld zł, czyli o 4,1 proc., zawiera w sobie efekt wzrostu kursu franka.

Presja na spadek marży

Zdecydowana większość banków postanowiła, że rozbije na cztery kwartały koszty związane z marcową, niemal dwa razy wyższą niż przed rokiem opłatą na Bankowy Fundusz Gwarancyjny. To oznacza, że w kosztach będzie się pojawiać z tego tytułu dodatkowo ok. 250 mln zł więcej niż przed rokiem. W I kwartale – po odjęciu efektu wyższej opłaty na BFG – koszty sektora były wyższe o 100 mln zł niż rok temu. Dostosowanie po stronie kosztowej natrafiło prawdopodobnie na twardą barierę, która jest nie do przekroczenia bez zdecydowanych cięć.

Duży udział we wzroście kosztów mają wydatki na marketing oraz technologie. Według źródeł rynkowych jeden z banków z pierwszej piątki wyda w tym roku na nowy system elektronicznej obsługi klientów 100 mln zł. Wzrost kosztów w tych obszarach może świadczyć o zaostrzającej się konkurencji w walce o wzrost wolumenów.

– W dochodach odsetkowych będzie ogromna presja na spadek marży odsetkowej netto (NIM). Chcemy rekompensować to wzrostem wolumenów – mówi Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK.

Październikowa obniżka stopy lombardowej o 100 punktów bazowych, podczas gdy inne stopy zostały obcięte o 50 pb już w ostatnim kwartale 2014 roku mocno uderzyła w wynik odsetkowy. mBank szacuje, że „asymetryczna” obniżka stopy lombardowej zmniejszyła jego wynik w I kwartale 2015 r. o 40–50 mln zł. Obniżka stóp z marca nie zdążyła natomiast w pełni się przełożyć na rezultaty I kwartału, a jej efekty będą widoczne dopiero w II i III kwartale. W I kwartale wynik odsetkowy sektora spadł rok do roku o 6,1 proc. Spadł też o prawie 100 mln zł, czyli o 1,1 proc. w porównaniu do poprzedniego, bardzo słabego kwartału.

Jeśli nie będzie kolejnych obniżek stóp procentowych, szansa na stabilizację wyniku odsetkowego nadejdzie dopiero w ostatnim kwartale tego roku, a odbicie możliwe będzie w roku 2016. Tymczasem bankowcy są dalecy od przekonania, że cykl obniżek stóp zakończył się już w marcu.

– Jeśli popatrzyć na kontrakty FRA (forward rate agreement) na długie terminy, to może być jeszcze jedna obniżka o 25 punktów bazowych – mówi Mateusz Morawiecki.

– Jest większe prawdopodobieństwo, ze Rada Polityki Pieniężnej wznowi cykl obniżek, niż że będą jakieś podwyżki – dodaje Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku.

W związku z tym tylko nieliczne banki przewidują zatrzymanie się spadku NIM jeszcze w tym roku. Pekao prognozuje, że jego marża odsetkowa na koniec 2015 roku będzie niższa o 20–30 pb niż w grudniu 2014 r.

Waluty i obligacje uratowały zyski

Co oprócz podwyżek opłat i prowizji pchnęło w górę wyniki banków w I kwartale? To kolejny (ostatni?) szczyt hossy na papierach skarbowych zakończony spektakularną korektą na przełomie kwietnia i maja oraz niestabilność kursów walutowych.

I tak, na rządowych obligacjach BZ WBK zarobił w I kwartale 2015 r. 188 mln zł w porównaniu do 29 mln zł w I kwartale 2014 r. ING BŚK miał 600 mln zł z wyceny tego portfela.

– Handlowy dobrze wykorzystał czas na sprzedaż swojego portfela. Nie przespaliśmy momentu na realizację zysków – mówi Sławomir Sikora.

Wysokie ceny obligacji i zyski z transakcji wymiany walutowej spowodowały, że pozycja „pozostałego” wyniku banków w I kwartale wzrosła do 2,2 mld zł, czyli o 67,1 proc. rok do roku, a w porównaniu z poprzednim kwartałem – o 71,3 proc. To właśnie ten blisko miliard złotych, o który zysk w pierwszym kwartale był lepszy niż kwartał wcześniej. O ile huśtawka na rynkach walutowych powinna pozwolić nadal zarabiać, to ostatnia przecena obligacji może zakończyć możliwość wykorzystania tego dopalacza. Spowoduje też nowe wyzwania jeśli chodzi o zarządzanie ryzykiem stopy procentowej.

– Cześć banków zdecyduje, żeby przesunąć swoje portfele AFS (assets for sale – aktywa do sprzedaży) do portfeli utrzymywanych do zapadalności (held to maturity, HTM) – mówi Sławomir Sikora. – To będzie okres bardzo trudny dla zarządzania stopą procentową. Byłbym bliski terminu rollercoaster, jeśli chodzi o instrumenty na stałą stopę – dodaje.

Zamieść franki pod dywan

Jak wobec oddziaływania tych zjawisk mogą się ukształtować wyniki sektora w całym 2015 roku? W planach nadesłanych KNF banki prognozowały spadek zysku o 10,3 proc., czyli do ok. 14,5 mld zł.

– Spadek wyniku banków o 10 proc. to była prognoza z I kwartału. Ta prognoza jest obciążona presją w dół – mówi Sławomir Sikora.

Prezes BZ WBK dodaje, że czynniki regulacyjne będą miały negatywny wpływ na rachunek wyników banku w wysokości przekraczającej 500 mln zł. Na wyjątkowo dobre wyniki I kwartału wpłynęło też 423 mln zł netto, jakie BZ WBK miał ze sprzedaży spółki ubezpieczeniowej Aviva. Jeśli wynik „pozostały” w bankach wróci do normy, to – biorąc pod uwagę marcową obniżkę stóp – zysk netto sektora zarówno w II, jak w III kwartale nie powinien przekraczać 3 mld zł. Roczny rezultat zależy więc od skali odbicia pod koniec roku. Ono zaś zależy z kolei od siły gospodarki. Tu panuje optymizm, a prognozy wzrostu rewidowane są w górę.

– PKB w najbliższych kwartałach może rosnąć o blisko 4 proc., a w całym roku może to być ponad 4 proc. – mówi Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP.

We wszystkich tych prognozach nie jest uwzględniany być może najistotniejszy czynnik – kwestia rozwiązania problemu kredytów we frankach. Złoty wzmocnił się do franka, a bankowcy twierdzą, że problemu ze spłatami kredytów nie widzą.

– Nie ma żadnych sygnałów ostrzegawczych, jeśli chodzi o portfel kredytów we frankach – mówi Piotr Mazur, wiceprezes PKO BP ds. ryzyka.

Skutki bezpośrednie lub uboczne kredytów we frankach przekładają się już na wyniki i działalność banków. Po pierwsze, tymczasowe rozwiązania mające zmniejszyć obciążenia klientów, takie jak zawężenie spreadów walutowych, ogranicza w oczywisty sposób zyski.

– Trwałe obniżenie spreadu to dla banku 14 mln zł w ciągu roku – mówi Joerg Hessenmueller, wiceprezes mBanku.

Po drugie, wzrost kursu szwajcarskiej waluty spowodował wzrost wartości bilansowej kredytów, a zatem i ich relacji do depozytów (LTD). Wskaźnik LTD w skali sektora wzrósł ze 100,1 proc. na koniec zeszłego roku do 107,2 proc. na koniec I kwartału. To ogranicza niektórym bankom akcję kredytową, szczególnie w segmencie hipotecznym.

Z wypowiedzi przedstawicieli banków wynika, że najchętniej uznaliby, iż problem kredytów we frankach już minął. Nie wszyscy jednak są przekonani, że franki należy zamieść pod dywan.

– Ryzyko będzie wisiało nad całym sektorem (…) Sektor na Węgrzech poniósł wysokie straty, gdyż nie znalazł dobrego rozwiązania wcześniej. W pierwszym roku straty wyniosłyby 10 proc., później ich skala wzrosła. Warto z tego wyciągnąć wnioski – mówi Sławomir Sikora.