W opinii niezależnych ekspertów, w ten sposób państwo stara się uniknąć odpowiedzi na pytanie o obecność rosyjskich żołnierzy na Ukrainie. Wcześniej tajemnicą państwową objęta była tylko informacja o stratach poniesionych w okresie wojny.

Walentina Grebienik ze stowarzyszenia „Żołnierskie Matki Rosji” ironizuje, że tego typu zmiany i tak niczego nie zmieniają, bowiem ostatnie dane jakie publikował rosyjski resort obrony dotyczył strat poniesionych w I wojnie światowej. - Od tamtej pory Ministerstwo Obrony nie ujawniało żadnych danych, ani dotyczących wojny w Afganistanie, ani wojen w Górskim Karabachu i Czeczenii - cytuje obrończynię praw człowieka portal Gazieta.ru. 

>>> Czytaj też: Bondar: Jeżeli Rosja pokona Ukrainę, pójdzie dalej - do Polski i na Litwę

Innego zdania jest ekspert wojskowych Aleksandr Pierienżijew, który twierdzi, że dekret prezydenta ucina wszelką możliwość uzyskania informacji na ten temat. Opinia publiczna nie pozna prawdy, ale również przeciwnik nie będzie mógł analizować na podstawie informacji o stratach efektywności rosyjskiej armii. - To jeszcze jedna próba zamknięcia ust tym, którzy interesują się czy Rosja walczy na Ukrainie, czy nie - dodaje ekspert. Według niego, jeśli wcześniej Ministerstwo Obrony starało się ignorować tę kwestię, to teraz każdy kto będzie zadawał podobne pytania musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami prawnymi.

Według informacji publikowanych przez dziennik "Nowaja Gazieta" i stowarzyszenie "Żołnierskie Matki", na Ukrainie walczą oddziały specjalne rosyjskiej armii. Raport zatytułowany „Putin. Wojna”, którego współautorem jest zamordowany opozycjonista Borys Niemcow wskazuje, że w Donbasie zginęło do tej pory ponad 200 rosyjskich żołnierzy. Oficjalnie Moskwa twierdzi, że rosyjska armia nigdy nie operowała i nie operuje na Ukrainie.

Rosyjskie oddziały pojawiają się i znikają

W obwodzie rostowskim da się zauważyć zwiększoną aktywność rosyjskiej armii. Niektóre agencje donoszą o widzianych w pobliżu rosyjsko - ukraińskiej granicy kolumnach ciężkiego sprzętu. Informacji tych nie potwierdza ani rosyjskie Ministerstwo Obrony, ani pracujący w tym rejonie obserwatorzy OBWE.

Jak informuje przebywający na miejscu korespondent Polskiego Radia, rzeczywiście ciężarówki w kolorze khaki przemieszczają się trasą szybkiego ruchu „Don” i drogami prowadzącymi w kierunku posterunków granicznych. Nie widać jednak nigdzie ciężkiego sprzętu wojskowego.

Tymczasem - według agencji Reutera - w pobliżu ukraińskiej granicy Rosja koncentruje: czołgi, samobieżne wyrzutnie rakiet i artylerię. Agencja dodaje, że żołnierze nie mają żadnych oznakowań, co upodabnia ich do oddziałów prowadzących działania zbrojne po stronie separatystów.

Mieszkańcy rejonów przygranicznych przekonują, że nie zauważyli niczego nadzwyczajnego, tym bardziej pojazdów opancerzonych. Portal Gazieta.ru, powołując się na źródła w resorcie obrony twierdzi, że zauważone oddziały mogły jechać na kolejne ćwiczenia. Rosyjski ekspert Igor Korotczenko łączy informacje o ruchach wojsk z pojawiającymi się pogłoskami o przygotowywanej przez Rosję inwazji na Ukrainę.

W jego opinii tego typu doniesienia, to „kompletne bzdury”. Natomiast analityk wojskowy Anatolij Cyganok tłumaczy, że dodatkowe oddziały wojskowe prawdopodobnie zostały ściągnięte do pomocy służbom granicznym, które coraz częściej muszą przeciwdziałać próbom przemytu broni i nielegalnego przekraczania granicy.

>>> Czytaj też: Dlaczego rosyjska armia koncentruje sprzęt w pobliżu granic Ukrainy?