pieniądze-finanse-rolnik

pieniądze, finanse, rolnik

źródło: ShutterStock

Krytycy obecnego modelu KRUS wytykają mu przede wszystkim wielkie koszty rozwiązania, niesprawiedliwość, a także fakt, że nie sprzyja on pożądanym zmianom strukturalnym w rolnictwie. Propozycje może nie radykalnych, lecz dość daleko idących zmian wyszły ostatnio ze środowiska związanego ze wsią i rolnictwem. Jest to o tyle zaskakujące, że „obóz chłopski” jest kojarzony głównie z postawami roszczeniowymi, zaciekłą obroną przywilejów i kunktatorstwem.

Autorską „Koncepcję reformy systemu emerytalno-rentowego rolników” opracowaną przez dr. Wojciecha Kobielskiego, byłego I zastępcę prezesa KRUS, ogłosił w tych dniach Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej. Wprawdzie wiele w niej propozycji niezłych, a nawet dobrych zmian, lecz mało litości dla budżetu, który po wprowadzeniu tej koncepcji w życie nadal dopłacałby do KRUS niewspółmiernie więcej niż do „miejskich” emerytów.

W ostatnich 10 latach było kilka podejść do reformy KRUS. Zapowiadały ją kolejne gabinety sprawujące rządy w latach 2003–2004, w roku 2006 i zaraz po wyborach parlamentarnych w 2007 r., kiedy do władzy doszła obecna koalicja. Skończyło się na zapowiedziach, choć pojawiały się propozycje (np. w ramach Forum Inicjatyw Rozwojowych Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej). Do zmian dopinguje Unia, ale dotychczasowe ekipy rządowe puszczały mimo uszu opinie, rady i wezwania, skupione na „wyciskaniu Brukselki”.

Równa wypłata, niższa składka

Podstawowa zasada KRUS wymaga, aby minimalna emerytura (renta) rolnicza nie była mniejsza od najniższego świadczenia wypłacanego emerytom (rencistom) przez ZUS. Emerytura z KRUS wynosi zatem 880 zł i 45 gr miesięcznie. W porównaniu z daniną na ZUS składka na KRUS jest jednak symboliczna, więc oczywistą konsekwencją jest całkowita dominacja środków publicznych – gromadzonych z podatków całej reszty Polaków – w pokryciu kosztów wypłat świadczeń emerytalno-rentowych dla rolników. Ze składek finansuje się 10 proc., a z dopłat z budżetu 90 proc. tych kosztów.

W KRUS obowiązuje model zdefiniowanego świadczenia, a w ZUS działa zasada zdefiniowanej składki, z tym że jest to składka kilkakrotnie wyższa niż w KRUS, a więc dopłaty budżetowe są mniejsze. Szacunek sporządzony przez dr. Kobielskiego według realiów z roku 2013, ale nieuwzględniający zmian wartości pieniądza w czasie, waloryzacji oraz ewentualnych wypłat rent okresowych, pokazuje, że gdyby składki płacone przez członków KRUS miały w pełni pokrywać koszty świadczeń na poziomie obecnej emerytury minimalnej, to musiałyby wynosić miesięcznie 542 zł. Wynoszą zaś 83 zł, czyli są przynajmniej 6,5-krotnie.

Według danych z 2013 r. ubezpieczeniem KRUS objętych jest niecałe 1,5 mln osób. Z przyczyn naturalnych, a także formalnych (zmiany kryteriów) od 1991 r. wypadło z systemu nieco ponad 250 tys. beneficjentów. Wśród ubezpieczonych dominują sami rolnicy (905 tys.). Grupa współmałżonków liczy 409 tys., a domownicy to 153 tys. Ubezpieczonych gospodarstw (tj. płatników) było w 2013 r. 1 076 tys.

Osób pobierających emeryturę lub rentę rolniczą jest teraz niemal 1,25 mln i jest to liczba systematycznie malejąca. Szczyt wystąpił w latach 1993–1997, kiedy świadczenia emerytalno-rentowe otrzymywało ponad 2 mln osób (rekord z 1995 r. wyniósł 2 049 177 osób). Szczyt rentowy wystąpił w latach 1994–2003, z rekordem po 795 639 rencistów z KRUS w latach 1994 i 1995 oraz z absolutnym dołkiem w roku 2013 (216 373 osób). Obecnie emeryci stanowią 79,1 proc., renciści 17,4 proc. a reszta to świadczenia przedemerytalne i renty rodzinne.

Uwarunkowania demograficzne z przeszłości sprawiają, że poprawiła się relacja między liczbą osób objętych ubezpieczeniem społecznym w KRUS a liczbą świadczeniobiorców. W 1995 r. wskaźnik ten wynosił 1,47, a obecnie płacących składki jest o 18 proc. więcej niż emerytów/rencistów i wskaźnik ten spadł do 0,84. Budżet państwa odczuwa dzięki temu jakąś ulgę, ale nadal ciężar budżetowy KRUS jest jak słoń w porównaniu do mrówki.

Wpływy ze składek wpłacanych na rachunki KRUS to obecnie 1,5 mld zł rocznie, zaś wydatki na emerytury i renty z tego źródła wyniosły w 2013 r. 14,5 mld zł.

W samym 2013 r. dopłata budżetowa do emerytur i rent z KRUS wyniosła 13 mld zł. Składek zebranych od rolników w latach 2004–2013 (niecałe 13 mld zł) nie wystarczyłoby nawet na wypłatę świadczeń należnych za jeden tylko rok 2013. W ciągu wspomnianej dekady łączne dopłaty do tych świadczeń wyniosły 122,5 mln zł. Jest to kwota dwa razy mniejsza od środków unijnych (61,6 mld zł ) przeznaczonych w okresie 2007–2013 na dofinansowanie programów regionalnych, które zmieniają oblicze polskich obszarów wiejskich.

Pozostałe obciążenia

Dla porządku trzeba wspomnieć, że budżet dopłaca także do innych świadczeń należnych beneficjentom KRUS. Chodzi głównie o dofinansowanie składek na ubezpieczenia zdrowotne (prawie 3,3 mld zł w 2013 r.) i zasiłki pogrzebowe (220 mln zł w 2013 r.). Dotacja z budżetu do Funduszu Emerytalno-Rentowego (FER), który może być traktowany jak odpowiednik Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) w systemie powszechnym, była tym samym większa od dopłat z budżetu do emerytur i rent rolniczych i wyniosła w 2013 r. niemal 16 mld zł. W okresie 2004–2013 łączne wpłaty z budżetu do FER sięgnęły 150 mld zł.

Także FUS korzysta ze środków publicznych i to bardzo obficie. Licząc w wielkościach bezwzględnych, dopłaty budżetowe do FUS tylko w 2013 r. wyniosły 37 mld zł, ale to nie wszystko, bo fundusz ten czerpie obecnie nie tylko z dotacji budżetowych, lecz także z „pożyczek” od państwa (do oddania na święty nigdy) ze środków z rozparcelowania systemu OFE oraz konsumuje już dziś środki z tzw. rezerwy demograficznej, która była tworzona z myślą o dalszej przyszłości ( czyt. więcej o dopłatach z budżetu do systemu ubezpieczeń).

Tzw. pokrycie wydatków FUS na emerytury i renty dochodami ze składek wyniosło w 2013 r. około 75 proc. (pokrycie wszystkich wydatków FUS składkami wyniosło 67 proc. bo oprócz emerytur i rent lista wypłat obejmuje m.in. zasiłki). Na tle perspektyw finansowych państwa i długiej listy społecznych życzeń do finansowania z budżetu jest to wskaźnik tragicznie niski, ale też bardzo wysoki, jeśli porównać go z analogicznym wskaźnikiem w KRUS, który w tym samym roku wynosił poniżej 11 proc.

Problem z KRUS polega zatem nie na tym, że system ten wymaga wsparcia państwa, lecz na szczodrości państwa w dofinansowaniu wybranej grupy obywateli kosztem całej reszty podatników, którzy doceniają wprawdzie trud „rolników-żywicieli narodu”, lecz wiedzą też przecież, że nie jest on bezinteresowny.

Pełne pokrycie wydatków FUS i KRUS ze składek nie wchodzi w obecnych warunkach społeczno-politycznych i gospodarczych w grę. Błędem byłoby objęcie rolników systemem administrowanym przez ZUS, bo jest to system właściwie pod każdym względem zły, nieprzejrzysty, niedający obywatelowi praktycznie żadnych możliwości samodzielnej weryfikacji decyzji wymiarowych i bardzo kosztowny w utrzymaniu.

Najważniejszy problem ekonomiczny (pieniądze) i społeczny (poczucie sprawiedliwości) sprowadza się zatem do przybliżenia w systemie KRUS proporcji wydatków i składek do relacji uzyskiwanej w FUS. Propozycje koniecznych zmian w ubezpieczeniach społecznych dla rolnictwa i osób mieszkających na wsi muszą też brać pod uwagę postępujące zmiany strukturalne, w tym przede wszystkim procesy koncentracyjne i wzrost wydajności gospodarstw rolnych, które będą sytuować coraz większy odsetek osób zajmujących się do tej pory rolnictwem poza rolnictwem tą gałęzią gospodarki.

>>> Czytaj też: KE wytyka Polsce największe słabości: KRUS i umowy śmieciowe

Propozycja zmian

Sygnowana przez Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej „Koncepcja reformy systemu emerytalno-rentowego rolników” zakłada konieczność wywołania uprzedniego szoku w postaci objęcia rolników podatkiem dochodowym, co oznaczałoby obowiązek prowadzenia w rolnictwie ksiąg rachunkowych. Jeszcze bardziej rewolucyjna propozycja zaprowadzenia porządku to objęcie wszystkich właścicieli gospodarstw rolnych (w tym także tzw. gospodarstw samozaopatrzeniowych) podatkiem majątkowym z tytułu posiadania ziemi. Oburzenie byłoby wielkie. Chociaż argumentacja przemawiająca za podatkiem majątkowym na wsi jest oczywiście bardziej złożona, to sprowadzić ją można w największym skrócie do wykazania, że człowiek z miasta nie wyhoduje stadka kur na balkonie ani tym bardziej świni lub krowy, więc nie dołoży do swojej pensji czy emerytury jajek z kurnika, mleka od Łaciatej ani kogutka z podwórka na niedzielny obiad. W celu uniknięcia nagminnego w Polsce omijania i naginania prawa do uznania kogoś za rolnika wystarczałaby sama własność ziemi – uprawianej lub leżącej odłogiem.

Kolejne istotne założenie to wprowadzenie opłacania składek (i późniejszego pobierania świadczeń) w obu systemach („powszechnym” i KRUS), jeśli rolnik prowadzi ponadto pozarolniczą działalność gospodarczą. O prowadzeniu działalności rolniczej i objęciu ubezpieczeniem emerytalno-rentowym świadczyłby wpis do nowo utworzonego Krajowego Systemu Ewidencji Producentów Rolnych (KSEP). Ubezpieczenie społeczne obejmowałoby jedynie rolników (oraz osoby z nimi współpracujące) prowadzące tę działalność z myślą o dochodzie, co wyłączałoby z tego systemu osoby nieprowadzące ksiąg rachunkowych.

Dochód zacząłby się liczyć

Budżet państwa zyskiwałby na wprowadzeniu reformy, ale mało i wolno. Z uwagi na polaryzację dochodową autor widzi potrzebę podziału ubezpieczonych na trzy grupy.

Zdecydowana większość rolników uzyskuje niskie dochody, więc płaciłaby tzw. składkę osobową w wysokości 14 proc. tzw. emerytury podstawowej (10 pkt proc. na emeryturę, a 4 pkt proc. na ewentualną rentę – analogicznie jak w ZUS). Składka osobowa przysługiwałaby osobom uzyskującym przychód roczny mniejszy niż 4 tys. euro (około 1400 zł na miesiąc). W realiach roku 2013 składka osobowa wynosiłaby 116 zł, podczas gdy faktyczna miała wysokość 83 zł. Ciągle wielka różnica między składką osobową a wysokością opłaty zapewniającej pełne sfinansowanie emerytury podstawowej byłaby dopisywana do indywidualnego konta ubezpieczonego w formie zapisu kwot stanowiących zobowiązania Skarbu Państwa do fizycznych dopłat z chwilą rozpoczęcia przez daną osobę pobierania należnych świadczeń.

Druga grupa to osoby o średnich dochodach. Płaciłyby one składki, które można nazwać umownie „w sam raz”, czyli w wysokości zapewniającej samofinansowanie (bez udziału budżetu) przyszłej emerytury podstawowej wynoszącej dziś 880,45 zł. Część rolników z tej grupy korzystałoby zapewne z dopłat budżetowych za okres poprzedzający ich awans dochodowy. W dzisiejszych realiach, w koncepcji zarysowanej przez dr. Kobielskiego, składka samofinansująca wynosiłaby 575 zł miesięcznie za każdego ubezpieczonego.

Trzecią grupę stanowiliby rolnicy o wysokich dochodach, którzy płaciliby składki wystarczające na własne emerytury podstawowe plus pewną kwotę dodatkową. Ta nadwyżka byłaby przeznaczana na wyższe emerytury dla nich samych albo na wsparcie systemu i odciążenie budżetu (solidaryzm zawodowy).

Emerytura przysługiwałaby po 25 latach składkowych, ale warunkiem jej otrzymywania byłoby przekazanie własności nieruchomości rolnej innej osobie fizycznej lub prawnej. Rolnicy-emeryci zachowaliby przy tym prawo do działki przydomowej o powierzchni do 1 ha. Konsekwencją niespełnienia tego warunku byłaby wypłata emerytury naliczonej wyłącznie według składki osobowej (na dziś 116 zł/miesiąc), czyli bez dopłaty z budżetu. Z warunku przekazania gospodarstwa zwolnieni byliby rolnicy z trzeciej grupy, którzy bez pomocy państwa zgromadzili kapitał wystarczający na emeryturę podstawową (tj. minimalną, gwarantowaną przez państwo).

Zarysowana powyżej koncepcja cierpi na brak symulacji skutków budżetowych. Zadanie to nie przekracza bardzo wysokich kompetencji autora, więc bliska prawdy musi być ocena, że byłyby niewielkie i nie zmniejszyłyby (zbyt dzisiaj dużej) skali transferu środków budżetowych do rolnictwa.

Dr Wojciech Kobielski proponuje rozwiązania, które spowodowałyby przybliżanie się systemów KRUS i ZUS. Jeden system dla wszystkich może być perspektywą pociągającą i po wprowadzeniu obowiązkowej rachunkowości w rolnictwie byłby rozwiązaniem realnym, jednak zasadnicza wada tej perspektywy to umacnianie obecnego systemu, który jest chory. Przerabianie KRUS na kształt ZUS to powielanie błędów i niedostatków systemu „powszechnego” i powiększenie obszaru narzuconej ZUS przez ustawodawcę i generowanej dodatkowo wewnątrz tej mamuciej instytucji koszmarnej biurokracji.

Część kręgów PSL promuje koncepcję wprowadzenia w Polsce tzw. emerytury obywatelskiej – równej dla wszystkich i opartej na jednakowej dla wszystkich składce. Nie ma lepszego poligonu ćwiczebnego dla tej koncepcji niż emerytury rolnicze. Emerytura obywatelska w rolnictwie nie wymagałaby wielkiej biurokracji ani nawet wprowadzania rachunkowości: masz grunty – płacisz co miesiąc kilkaset złotych składki. Prawa nabyte i liczne przypadki braku gotówki na składkę wziąłby na siebie budżet, tak jak bierze dziś na siebie o wiele cięższy problem KRUS, a po 10–15 latach mielibyśmy uprzątnięte choć jedno małe podwórko i parę łbów hydry biurokracji pod ciężkim butem.

Reformować KRUS i czynić go bardziej sprawiedliwym czy po prostu (tylko kiedy to będzie możliwe?) objąć wszystkich obywateli jednym systemem? Właściwa odpowiedź wymaga dyskusji, do której zapraszamy.