W czasie konferencji prasowej Petro Poroszenko powiedział, że jeszcze pół roku temu można było mówić o „niekontrolowanych grupach bojówkarzy” w Zagłębiu Donieckim. Rosyjski wywiad zlikwidował bądź zmusił do ucieczki wszystkich, którzy mieli odmienne od Moskwy zdanie. Stąd obecnie to tylko Rosja odpowiada za politykę samozwańczych republik.

Prezydent podkreślił, że ponieważ Ukraińcy wciąż są atakowani, sankcje muszą być kontynuowane. „Rosja płaci ogromną cenę za aneksję Krymu i agresję w Zagłębiu Donieckim, ale to nie jest naszym celem. Jest nim pokój” - powiedział.

Petro Poroszenko dodał, że najważniejsze z porozumień mińskich dla Kijowa to wycofanie wojsk rosyjskich z Zagłębia Donieckiego i przywrócenie kontroli Ukrainy nad całą granicą z Rosją. Obecnie ponad 400 kilometrów granicy nie jest kontrolowane przez Ukraińców. „Potem już damy sobie radę” - zaznaczył prezydent. Powiedział też, że Kijów nie zrezygnuje z Zagłębia Donieckiego, a w ewentualnym referendum może pojawić się pytanie jedynie o jego status, ale nie o to, czy Ukraińcy zgadzają się na oddanie tego terytorium.

Szef państwa podkreślił, że jest konieczna ostra kontrola na umownej granicy terytoriów kontrolowanych przez separatystów i Kijów. Petro Poroszenko dodał, że nie można dopuścić, aby ze wschodu szmuglowane były broń, narkotyki, podrabiany alkohol, a także - według ostatnich informacji - fałszywe hrywny.

Petro Poroszenko poinformował ponadto, że w czasie środowych walk w Marince pod Donieckiem, kiedy to Ukraińcom udało się odeprzeć atak separatystów, wojsko pokazało swój profesjonalizm. Zatrzymano później 12 bojówkarzy, z tego jeden jest obywatelem Rosji. Wcześniej władze poinformowały, że zginęło pięciu ukraińskich wojskowych. Straty separatystów mają jakoby sięgać 80 bojówkarzy. 

>>> Czytaj też: Wysoki rangą dyplomata: Podczas szczytu G7 będą rozpatrywane dalsze sankcje wobec Rosji