Czerwony Krzyż zebrał ponad pół miliarda dolarów datków na pomoc dla Haiti po trzęsieniu ziemi w 2010 roku uznanym za jedną z największych katastrof naturalnych na zachodniej półkuli. Wówczas prezes Czerwonego Krzyża Gail McGovern zapowiadał wówczas budowę zupełnie nowych osiedli. Żadne z nich nie zostało zbudowane.

Błędy Czerwonego Krzyża

Według raportu pracę organizacji podkopywało przede wszystkim zatrudnienie ludzi spoza Haiti, którzy nie mówili po francusku ani kreolsku. Organizacja próbowała zatrudniać miejscowych, jednak to się nie udało i tylko kilku Haitańczyków zajęło stanowiska zarządcze. Sprowadzanie specjalistów zza granicy wiele kosztowało.

> > > Czytaj także: Zbiórki, fundacje, charytatywne misie. Dobroczynność stała się medialna

W rezultacie, zamiast zarządzać projektami we własnym zakresie, organizacja musiała zatrudniać zewnętrznych, lokalnych specjalistów do wykonywania pracy na miejscu. Na administrację i kadrę zarządzającą wydano więcej niż jedną trzecią całego budżetu.

> > > Czytaj także: Organizacje charytatywne: jeden procent kosztuje miliony

Organizacja broni się wskazując, że równolegle do budowy domów realizowała także inne projekty, takie, jak przygotowywanie tymczasowych schronień, zakup żywności oraz budowa szpitala. Przytoczone argumenty nie przekonują jednak premiera Jeana-Maxa Bellerive’a, który wskazuje, że „milion dolarów to na Haiti bardzo dużo pieniędzy”.

-Jeśli płaciliście za benzynę tyle co ja, jeśli nie płaciliście ludziom 20 razy tyle co ja i jeśli domy które budowaliście nie były przynajmniej pięć razy droższe, to mi się to nie kalkuluje – mówił premier Haiti.