Od niemal dekady w Rosji sporo mówi się o potrzebie rozwijania branży IT i zmian, które zmienią kraj o gospodarce opartej na surowcach w nowoczesne państwo z o gospodarką opartą na wiedzy i technologiach. Miłośnikiem technologii jest rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew. To za jego sprawą – gdy był prezydentem Rosji – w podmoskiewskim Skołkowie powstał współfinansowany przez państwo park technologiczny Skolkovo Innovation Center zwany rosyjską Krzemową Doliną.

Wprawdzie wedle ustaleń prokuratury generalnej Rosji w latach 2010–2012 600 mln dol. (z 1 mld dol., jakim dysponował park technologiczny) zostało wydane niezgodnie z przeznaczeniem, ale to przedsięwzięcie może się w sumie pochwalić się sporymi osiągnięciami. Ze Skolkovo Innovation Center współpracuje ponad 1 tys. start-upów, które przynoszą około 1 mld dol. przychodów i są właścicielami 1,3 tys. patentów i zgłoszeń patentowych.

Prezydent Władimir Putin na nowe technologie postawił dopiero w 2014 roku, gdy po aneksji Krymu zaczęło rosnąć napięcie w stosunkach między Rosją a krajami Zachodu.

Zadekretowane ograniczenie importu

Kreślone przez Kreml cele są jednoznaczne. Rosja ma w najbliższych latach zmniejszyć uzależnienie od zachodnich technologii. Ma mieć nie tylko własne systemy operacyjne zarządzające pracą komputerów i smartfonów, nie tylko własne oprogramowanie, lecz także produkować własne procesory, komputery, smartfony czy tablety. I dorobić się własnych rozwiązań telekomunikacyjnych.

Ambicje rosyjskiego rządu wyraża podpisany 31 marca 2015 r. przez Denisa Maturowa, ministra przemysłu i handlu, plan zastępowania w latach 2015–2020 importowanych rozwiązań rodzimymi produktami. Lista obejmuje 534 pozycje, a przy każdej z nich – o ile nie uznano, że jest to tajemnica państwowa – publikowane są wskaźniki, które mają zostać osiągnięte w wyznaczonym terminie.

Plan zakłada na przykład, że w 2020 roku z importu będzie pochodziło nie więcej niż 75 proc. smartfonów i tabletów. W przypadku komputerów osobne cele wyznaczono dla sektora publicznego (nie więcej niż 25 proc. urządzeń z importu) i dla konsumentów (nie więcej niż 90 proc. urządzeń z importu). Dziś z importu – w zależności od typu sprzętu – pochodzi 90–100 proc. urządzeń.

Według danych firmy badawczej IDC w 2014 roku w Rosji sprzedano 7,9 mln komputerów, niemal o 23 proc. mniej niż rok wcześniej. Wartość sprzedanych urządzeń zmniejszyła się o 32 proc., do 3,9 mld dol. W przypadku tabletów w 2014 roku nastąpił 5-proc. spadek sprzedaży (do prawie 8,2 mln sztuk), zaś wartościowo ten segment rynku zmniejszył się o 31 proc., do 1,9 mld dol. I kwartał 2015 roku przyniósł dalsze pogłębienie spadku sprzedaży zarówno komputerów (spadek o 44 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2014 roku, do około 1 mln sztuk), jak i tabletów (spadek o blisko 40 proc. do około 1 mln sztuk). W ocenie analityków IDC załamanie sprzedaży wynika z kryzysu gospodarczego, który skłania i konsumentów i biznes do odkładania wymiany sprzętu na przyszłość. Według analityków za spadkiem stoi także słabość rubla oraz nasycenie rynku.

W 2014 roku spadła także liczona w dolarach wartość rosyjskiego rynku usług IT. Według IDC rynek wart był 6,6 mld dol., o 15 proc. mniej niż rok wcześniej. W rublach wartość rynku wzrosła o 2,2 proc.

Oferta już dostępna

Postawione przez Kreml cele w wielu przypadkach wydają się zbyt ambitne. Zaprezentowany w połowie maja rosyjski 64-bitowy czterordzeniowy procesor Elbrus-4C, którego producentem jest firma MCST (Moscow Center for SPARC Technologies) był szeroko komentowany przez zachodnie serwisy technologiczne, a to z powodu wykorzystania archaicznej technologii (65 nanometrów; pochodzi z 2006 r.) oraz wydajności. Wedle ocen ekspertów Elbrus-4C jest co najwyżej odpowiednikiem zachodnich nowości sprzed kilku lat.

Przy okazji poinformowano, że zbudowany z jego wykorzystaniem przeznaczony dla firm rosyjski komputer działa pod kontrolą systemu operacyjnego Elbrus OS (według ekspertów jest to mutacja Linuksa). Początkowo ma kosztować 4 tys. dol., ale zapowiedziano, że gdy ruszy masowa produkcja, to cena spadnie. Jak zauważyli eksperci, choć komputer używa rosyjskiego procesora, to nie wiadomo, czy używa także rosyjskich twardych dysków. Poinformowano natomiast, że wykorzystuje procesor graficzny Radeon, którego producentem jest amerykańska firma AMD.

MCST nie jest jedyną firmą produkującą w Rosji procesory. Tworzy je także Baikal Electronic, którego najbardziej zaawansowanych procesor ma osiem rdzeni i jest wykonany w technologii 28 nm. Producentem procesora ma być tajwańska firma TSMC.

Inna rosyjska nowość technologiczna to smartfon Yotaphone. Produkująca go firma Yota Devices zatrudnia rosyjskich programistów i fińskich projektantów sprzętu, którzy wcześniej pracowali w Nokii, a samo urządzenie produkowane jest w Singapurze.

Yotaphone, niedawno z dumą prezentowany przez prezydenta Putina (m.in. podczas spotkania z chińskim prezydentem Xi Jinpingiem) wyróżnia się tym, że ma dwa wyświetlacze. Główny – jak w innych smartfonach – dotykowy i kolorowy, a w tylnej części urządzenia umieszczono wyświetlacz e-ink, czyli taki, jak np. w czytnikach e-książek produkowanych przez Amazon. W smartfonie wykorzystano czterordzeniowy procesor amerykańskiej firmy Qualcomm, a samo urządzenie działa pod kontrolą produkowanego przez amerykański Google systemu operacyjnego Android. Do nawigacji poza amerykańskim systemem GPS wykorzystywany jest także rosyjski Glonass.

W maju przez media przetoczyła się informacja, że Rosja będzie miała własny, konkurencyjny wobec Androida, IOS i Windows Phone system operacyjny do smartfonów. Szybko okazało się jednak, że chodzi o Sailfish – rozwijany przez fińską firmę Jolla, która jest także producentem smartfonów. Założyli ja byli pracownicy Nokii, a Sailfish to następca MeeGo, opartego na Linuksie systemu operacyjnego, który Nokia porzuciła, gdy zdecydowała się na współpracę z Microsoftem i produkcję smartfonów z systemem operacyjnym Windows Phone.

Te przykłady z ostatnich miesięcy dość dobrze pokazują miejsce, w którym w przypadku sprzętu IT jest Rosja. Nie do końca oddają jednak sytuację rozwiązań informatycznych. Tu rosyjskie firmy mają się czym pochwalić. Świat zna program antywirusowy Kaspersky, rosyjski Facebook, czyli VKontakte, czy wyszukiwarkę Yandax. Yandax to nie tylko wyszukiwarka, lecz także poczta elektroniczna czy usługi w chmurze obliczeniowej, a także popularna w Rosji przeglądarka. Wschodzącą gwiazdą wydaje się Navitel, producent dostępnej również w Polsce nawigacji samochodowej. Świat słyszał także o rosyjskich hakerach, którzy pokonują zabezpieczenia systemów informatycznych zachodnich instytucji finansowych, firm, a także administracji państwowej.

Jednak od internetu i aplikacji do systemów operacyjnych czy zaawansowanych rozwiązań informatycznych dla przedsiębiorstw droga jest daleka i kosztowna. Przedstawiciele rosyjskiej branży IT twierdzą, że własne systemy operacyjne – i na komputery, i mobilny – to kwestia przyszłego dziesięciolecia, być może 2025 roku. Te oczekiwania zgodne są z tym, co planuje rząd: w przypadku ograniczenia importu oprogramowania, w tym wykorzystywanego w telekomunikacji, rosyjskie plany sięgają bowiem 2025 roku i zakładają, że substytuty mogą być tworzone we współpracy z firmami z krajów BRICS, a więc Brazylii, Indii, Chin i Afryki Południowej. Rosja liczy głównie na Chiny i Indie.

Badania i rozwój kosztują

Według danych OECD Rosja w 2013 roku na badania i rozwój wydała 24,8 mld dol., czyli około 1,1 proc. PKB. Wydatki światowych liderów –liczone zarówno w dolarach, jak i jako procent PKB – są dużo wyższe.

Rosyjscy eksperci branży IT podkreślają, że realizacja rządowych celów (ich zdaniem możliwych do osiągnięcia) będzie wymagać zwiększania budżetowego wsparcia finansowego dla prac związanych z R&D.

Jednym ze źródeł mają być kredyty z Rosyjskiej Fundacji Rozwoju Technologii, która w ramach programu rozwoju przemysłu i konkurencji na lata 2012–2020 dysponuje 37,6 mld rubli (750 mln dol.). Niewykluczone, że fundusze te wzrosną do 63,7 mld rubli.

Innym źródłem mogą być środki oddane do dyspozycji Skolkovo Innovation Center. Skolkovo Fundation, która zarządza tym parkiem technologicznym, poinformowała, że w ciągu najbliższych sześciu lat będzie dysponowała dodatkowymi 4 mld dol.

Rosja do finansowania nowych technologii stara się zaprzęgnąć także pieniądze kontrolowanych przez państwo firm. Państwowe pieniądze mogą jednak nie wystarczyć. Potrzebne jest też zaangażowanie prywatnych środków, a o te może być niełatwo.

Zachodnie fundusze venture capital i private equity po aneksji Krymu mocno ograniczyły nowe inwestycje w rosyjskie start-upy i przedsiębiorstwa. Z danych zabranych przez firmę inwestycyjną RMG Partners i rosyjski serwis East-West Digital News wynika, że w 2014 r. fundusze VC zainwestowały w Rosji łącznie 788 mln dol., a większość z 465 ubiegłorocznych transakcji odbyła się w pierwszych miesiącach roku, a więc przed inwazją. Warto zauważyć, że 2013 r. inwestycje VC w Rosji warte były 399 mln dol.

W ocenie Aleksandra Dadaszewa z firmy InVenture Partners rosyjskie VC często inwestują pieniądze, które uzyskały od zagranicznych inwestorów. W wypowiedzi udzielonej portalowi East-West Digital News zwraca uwagę, że wraz z wprowadzeniem sankcji wobec Rosji zachodni inwestorzy ograniczyli swoje inwestycje także w rosyjskich funduszach, co utrudnia im pozyskanie gotówki. Według niego inwestycje zagranicznych funduszy zwykle trafiały do firm, które już mogą pochwalić się produktem czy rozwiązaniem. Start-upy we wczesnej fazie rozwoju oraz firmy, których produkt skierowany jest tylko na rynek rosyjski, mogą w zasadzie liczyć tylko na pieniądze rodzimych inwestorów.

Kreml liczy na pieniądze z krajów azjatyckich, np. z Chin, o czym świadczy podpisana w tym roku umowa Skolkovo Fundation z chińską Cybernaut Investment Group, zgodnie z którą we wspólne przedsięwzięcia związane z robotyzacją zostanie zainwestowane 200 mln dol.

Potencjalnymi inwestorami są także rosyjscy oligarchowie, ale o ile w ogóle inwestują oni w nowe technologie, to zazwyczaj są to inwestycje zagraniczne. Spośród najbogatszych Rosjan fortunę na inwestycjach w rodzimym sektorze technologii i telekomunikacji zbili Michaił Fridman, współwłaściciel działającej w Rosji i kilku innych krajach sieci komórkowej Vimpelcom, i jego biznesowi partnerzy German Chan i Aleksiej Kuzimiczew. Z telekomunikacją związane są też fortuny Władimira Jewtuszenki, współwłaściciela firmy telekomunikacyjnej Sistema, a także Andrieja Skocza, współwłaściciela operatora komórkowego Megafon, akcjonariusza chińskiego Alibaby i JD.com oraz rosyjskiej spółki internetowej Mail.ru.

Michaił Fridman i jego rosyjscy partnerzy powołali już w 2015 roku LetterOne Technology (L1Technology), firmę zarządzającą funduszami private equity, która dysponuje na starcie 16 mld dol. L1 Technology zamierza inwestować w firmy telekomunikacyjne wymagające dokapitalizowania oraz w europejskie i amerykańskie firmy technologiczne produkujące aplikacje lub świadczące usługi streamingu, które mogą być wykorzystywane przez globalnych operatorów komórkowych. Czy wśród nich będą rosyjskie strat-upy realizujące plany Kremla, nie wiadomo.