Problem tylko w tym, że wakacyjne korzystanie z telefonu z internetem przynosi pieniądze.

Jeżeli w wakacje zaufamy technologii i poszukamy noclegów przez sieć, to znajdziemy najtańsze oferty. A gdybyśmy każdy kolejny nocleg na wakacyjnej trasie rezerwowali z dnia na dzień, to dostaniemy upusty sięgające 50–60 proc.

To jednak wymaga tego nieszczęsnego skorzystania z internetu w czasie wypoczynku.

Internet w komórce niestety kosztuje, zwłaszcza za granicą. Ale i na to jest rada. Możemy wykupić u naszego operatora pakiet danych. Możemy także kupić lokalną kartę SIM w innym kraju. Zyskamy dostęp do sieci, będziemy mogli w telefonie korzystać map, zamieszczać zdjęcia na Facebooku, a w razie potrzeby nawet pracować. 

>>> Czytaj też: Nowe unijne przepisy: turyści będą lepiej chronieni

I tu pojawia się kolejna oszczędność. Bilety do wielu atrakcji turystycznych kupimy nie tylko w kasach, ale i przez internet. Choćby ten w telefonie. Dzięki temu unikniemy kolejek, a często zapłacimy niższą cenę.

Z czego ona wynika? Między innymi z tego, że za bilety zapłacimy kartą. Bo na zagranicznych wakacjach gotówka to dziś samo zło. Oczywiście, przyda się w portfelu 20–50 euro, ale niczego więcej nie potrzebujemy.

Niektóre polskie banki oferują darmowe wypłaty z zagranicznych bankomatów. Inne pobierają za płacenie kartą poza Polską 3–5 proc. prowizji. To tyle, ile przeciętnie zapłacimy w kantorze, a dodatkowo oszczędzamy czas, chronimy się przed kieszonkowcami i nadmiarem drobnych zagranicznych monet w kieszeniach po powrocie z wakacji.
Korzystanie z nowych technologii w czasie wakacji to więc wygoda i oszczędność. Tylko ta nieszczęsna awantura za siedzenie w telefonie na plaży…