Brzmi to jak scenariusz kiepskiego filmu katastroficznego. Kalifornia, a szczególnie jej środkowa część, zapada się coraz szybciej. Tempo obniżania się gruntu wynosi miejscami pół metra rocznie. Bywa i gorzej - niewielkie, farmerskie miasteczko Stratford zapadło się w ciągu ostatnich trzech lat o 25 metrów.

Mówi się o "tonącym stanie", choć przyczyną zjawiska jest brak, a nie nadmiar wody. Opady są minimalne, co powoduje uszczuplenie zasobów wód gruntowych. Rolnicy pompują więc coraz więcej z coraz głębiej kopanych studni, by mieć czym nawadniać pola.(...) I są coraz bardziej zaniepokojeni. "Cała dobra woda jest zużywana, a Matka Natura nie radzi sobie z dostarczaniem nowej" - mówi Gary Lallabee.

Zjawisko zapadania się jest znane kalifornijskim naukowcom od zeszłego stulecia. Nigdy jednak problem nie był tak poważny. Szacuje się, że naprawy, związane z powstawaniem rozpadlin i pęknięć, będą kosztować dziesiątki milionów dolarów.

>>> Czytaj też: Chcieliśmy powrotu emigrantów? Nasze pensje będą rosły wolniej