U nas te procesy prawdopodobnie będą przebiegać szybciej, niż w innych krajach, głównie ze względu na siłę kapitałów oraz jakość bilansów banków, wzrost eksportu i dobre perspektywy firm.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy napisał w zeszłorocznym „Global Financial Stability Report”, że największym wyzwaniem dla polityków, regulatorów, ale także samego sektora bankowego jest transformacja modelu polegającego na podejmowaniu ryzyka finansowego na model opierający się na podejmowaniu ryzyka gospodarczego oraz wzmocnienie transmisji kredytu do realnej gospodarki.

Koncepcja Komisji Europejskiej unii rynków kapitałowych (CMU) zmierza do „przełączenia” strumieni finansowania gospodarki z kredytu bankowego na instrumenty rynku kapitałowego. Sektor bankowy może postrzegać ją jako zagrożenie dla swojej pozycji i to zagrożenie o znacznie dalej idących konsekwencjach niż pokryzysowe regulacje.

Najsilniejsze europejskie banki podjęły to wyzwanie i w swoich strategiach jako jeden z najważniejszych punktów wpisują finansowanie gospodarki. Tworzą projekty bardzo podobne do zawartych w koncepcji CMU po to, żeby przechwycić i związać z sobą firmy o największym potencjale.

>>> Czytaj też: Dno załamania gospodarczego. Rosyjski import będzie dalej spadać

Jednym z nich jest Santander, który w nowej strategii przewiduje odrodzenie przemysłu na dojrzałych rynkach oraz okazje stwarzane przez małe i średnie firmy oraz bankowość korporacyjną, a także finansowanie handlu. Santander zauważa, że lojalne i zaangażowane małe i średnie firmy stają się dla banku czterokrotnie bardziej zyskowne niż te niezaangażowane.

Poprawa sytuacji gospodarczej w strefie euro, czyszczenie bilansów i zmniejszenie ogromnej puli złych kredytów spowodowały dalsze złagodzenie kryteriów udzielania kredytów dla firm w I kwartale tego roku – podaje Europejski Bank Centralny. Banki odrzucają coraz mniej wniosków składanych przez firmy i spodziewają się wzrostu popytu na kredyt ze strony tych małych i średnich. Jeszcze na początku 2014 roku popyt był bardzo mizerny. W zeszłym roku kredyt dla przedsiębiorstw w strefie euro zmniejszył się o 0,7 proc.

Silna matka tworzy wartość dodaną

Równocześnie po raz pierwszy od grubo ponad dekady okazuje się, że spółki-matki polskich banków są w stanie tworzyć wartość dodaną i dla swoich instytucji zależnych, i dla gospodarki. Pamiętajmy, że to zagranicznym właścicielom zawdzięczamy, iż polski sektor bankowy pod koniec poprzedniego stulecia dokonał wielkiego skoku w nowoczesność. Dziś pod względem technologicznym gra w światowej ekstraklasie. Ten efekt przekształceń działa do dziś.

– Mamy być może najlepszy sektor bankowy na świecie – powiedział prezes NBP Marek Belka podczas debaty w trakcie Festiwalu Jacka Kuronia zorganizowanym przez „Krytykę Polityczną”.

Efekt ten działa, choć przez ostatnie kilkanaście lat było gorzej. Nadeszła epoka pompowania za pośrednictwem polskich banków nadwyżek oszczędności z całego wysokorozwiniętego świata. Spółki-córki służyły do realizacji planów sprzedażowych, ustalanych we Frankfurcie, Brukseli, Wiedniu, Sztokholmie czy Lizbonie. Dziś ponoszą tego konsekwencje w postaci ryzyka związanego z kredytami we frankach. Matki po kryzysie łakomie patrzyły na zyski polskich banków, żeby poprawić skonsolidowane bilanse, oraz na dywidendy, by łatać nimi dziurawe współczynniki kapitałowe.

Tymczasem polskie banki ze sporą przesadą zwykły mówić o zaangażowaniu w finansowanie rozwoju gospodarki. Udział kredytów dla przedsiębiorstw w ich portfelach rósł przez ostatnie lata w tempie PKB, podczas gdy wzrost aktywów, a zwłaszcza kredytów dla gospodarstw domowych, znacząco przewyższały wzrost PKB.

W latach 2000-14 aktywa banków w relacji do PKB wzrosły z 57 do 89 proc., a kredyty dla sektora niefinansowego z 26 do 52 proc. Kredyt dla przedsiębiorstw powiększył się zaledwie o jeden punkt procentowy PKB – z 16 do 17 proc. W tym okresie kredyty dla gospodarstw domowych zwiększyły udział z 10 do 34 proc., w tym mieszkaniowe z 1 aż do 21 proc.

W strukturze całego portfela kredytowego banków kredyty dla przedsiębiorstw stanowiły 28,9 proc. na koniec 2014 roku, a dla gospodarstw domowych – 56 proc. Było to zaledwie 19,6 proc. całych aktywów, podczas gdy kredyty dla gospodarstw domowych to 38,4 proc. aktywów – podaje Komisja Nadzoru Finansowego.

>>> Czytaj też: Dlaczego chciwość jest dobra? Fuzje i przejęcia to sól wolnego rynku

Trzy filary wzrostu

Teraz sytuacja zaczyna się zmieniać. Banki zauważyły największą siłę polskiej gospodarki, którą w pokryzysowych latach stał się eksport. O ile w 2008 roku eksport towarów i usług z Polski wynosił 138,7 mld euro, to w 2014 roku było to 193,5 mld euro, co oznacza wzrost o prawie 40 proc. W porównaniu do 2000 roku eksport wzrósł niemal czterokrotnie. Udział eksportu netto towarów i usług w PKB wyniósł w zeszłym roku do 46,8 proc. w ujęciu płatniczym.

Pomimo osłabienia popytu w strefie euro i rosyjskiego embarga, możliwy jest dalszy silny wzrost eksportu. NBP w raportach o sytuacji przedsiębiorstw podaje, że utrzymuje się bardzo wysoka konkurencyjność cenowa oraz opłacalność sprzedaży zagranicznej, a bariera kursowa w działalności przedsiębiorstw jest wciąż niska.

Obecnie działa w Polsce ok. 60 tys. eksportujących firm. Banki zamierzają nie tylko dzielić ten tort, ale wyruszają na poszukiwanie kolejnych, równie obiecujących. Typują, że będą to małe i średnie firmy, a także sektor rolniczy.

Wszystkie największe polskie banki już go zauważyły. Prócz tradycyjnie związanego z finansowaniem rolnictwa Bankiem Gospodarki Żywnościowej oraz banków spółdzielczych penetrację obszarów wiejskich rozpoczęły PKO BP, Pekao i BZ WBK. Wszystkie postrzegają rolnictwo także w kontekście eksportu. Artykuły rolno-spożywcze stanowią obecnie 13 proc. wartości eksportu.

Średniej wielkości polskie przedsiębiorstwa będące dostawcami globalnych koncernów korzystają z tej samej premii, co eksporterzy – niskich kosztów pracy i korzystnego kursu walut. Optymalizacja łańcuchów dostaw powoduje, że polscy dostawcy poszukują miejsc produkcji za granicą. To staje się dźwignią inwestycji zagranicznych polskich firm.

Widać także znowu atut, jakim dla banków i gospodarki są spółki-matki, oczywiście pod warunkiem, że są silne kapitałowo i działają w skali globalnej. Nie wiadomo jeszcze, czy osłabienie popytu w strefie euro jest przejściowe, czy będzie bardziej trwałe, a do niej trafia 52 proc. polskiego eksportu, z czego połowa do Niemiec. Polskie firmy poszukują zmiany strategii geograficznej eksportu.

Zmianę tę wymusiło również rosyjskie embargo na polską żywność. Po wprowadzeniu go rok temu byliśmy przerażeni wizją niesprzedanych jabłek zalegających na hałdach jak węgiel. Dziś od jabłek z Polski uginają się stragany w Hongkongu, a ceny są nieporównywalne z tymi, jakie płacono nawet w Moskwie. Rosja w 2014 roku odbierała 4,3 proc. polskiego eksportu, ale w I kwartale 2015 roku jej udział spadł do 2,8 proc. – szacuje Ministerstwo Gospodarki.

Rolnictwo ma wielki potencjał

Oprócz banków spółdzielczych, tradycyjnie najmocniej osadzonym w finansowaniu rolnictwa był BGŻ. Teraz, po połączeniu z BNP Paribas Polska, ta działalność ma pozostać jednym z filarów nowej strategii banku uniwersalnego.

– Nowy inwestor zdecydował od samego początku, że sektor agro wyróżnia BGŻ i zostanie utrzymany i rozwijany. Inwestor strategiczny stawia na rozwój lokalnej gospodarki w Polsce – mówił na konferencji prasowej prezes połączonego banku Józef Wancer.

Już ponad rok temu za jeden z filarów swojej wzrostowej strategii sektor rolny wybrał Pekao. Na początku finansowanie odbywało się w czterech regionach kraju, teraz bank rozszerzył już działalność na całą Polskę. Do końca I kwartału udzielił 4,5 mld zł kredytów rolnikom i przetwórcom rolnym.

– Agromania przynosi owoce – mówił prezes Pekao Luigi Lovaglio.

Tego posunięcia drugiego banku nie mogła przeoczyć największa instytucja, PKO BP. W lecie tego roku strategię dla sektora rolnego chce przedstawić BZ WBK. Bank zorganizował już jednostkę mającą zajmować się finansowaniem agrobiznesu i przetwórstwa rolnego. W kraju zaczęło działać blisko 200 doradców wspieranych przez analityczny zespół centralny.

– Chcemy traktować biznes rolny jako strategiczny dla banku i gospodarki – mówił na konferencji prasowej wiceprezes banku Michael McCarthy.

BZ WBK przewiduje, że w ciągu najbliższych kilku lat nastąpi nawet kilkunastokrotny wzrost biznesu związanego z rolnictwem. Produkcja i przetwórstwo rolne będą też jednym z najważniejszych silników polskiego eksportu. Powinna postępować również konsolidacja, której może sprzyjać liberalizacji obrotu ziemią rolną.

– Uwolnienie obrotu ziemią będzie wspierać zwiększenie profesjonalizacji i efektywności. W rolnictwie jest niezmiernie dużo miejsca na poprawę efektywności – mówił Jerzy Śledziewski, dyrektor w pionie bankowości korporacyjnej BZ WBK.

Walka o eksporterów

Drugi obszar, który banki wytypowały dla wzrostu biznesu, to małe i średnie firmy, a wśród nich szczególnie eksporterzy. W ten segment rynku także angażują się najsilniejsze kapitałowo instytucje, a największym sprzyja rozległa sieć. Pekao chce docierać bliżej klientów tak, żeby odległość firmy od centrum decyzyjnego nie była większa niż 100 km. Tworzy nowe centra korporacyjne o większej autonomii decyzyjnej. W każdym regionie mają działać lokalne zespoły poszukujące firm, które nie współpracują z bankiem, i budujące relacje z klientami.

– Mamy dwuletni program. To 15 mld zł. Dotyczy on wyłącznie korporacji. Chcemy zdobyć 2 punkty udziału w tym rynku w ciągu dwóch lat – mówi Luigi Lovaglio.

Podobnie swoje centra decyzyjne bliżej klienta przenosi BZ WBK, który ma ich w tej chwili 12 w Polsce. Ponieważ eksporterzy są głównym celem, w każdym z tych centrów są doradcy wyspecjalizowani w handlu zagranicznym.

– Chcemy być najlepszym bankiem dla biznesu w Polsce. Staramy się wyróżniać ludźmi, żeby rozumieli biznes, naszych klientów, cykliczność branż – mówi Michael McCarthy.

Citi Handlowy i BZ WBK oferują eksporterom dostęp do globalnej sieci swoich matek. Dostarczają im także wiedzę o rynkach, ich potencjale, możliwościach wejścia. BZ WBK – poprzez portal Santander Trade, dzięki któremu przedsiębiorcy mogą poznawać nowe rynki, branże w innych krajach, analizy i profile firm z obszaru działalności całej grupy. Bank planuje też „wirtualne misje handlowe” i konferencje edukacyjne.

– Oprócz oferty bankowej staramy się zmniejszać niepewność prawną, regulacyjną i językową przedsiębiorstw – mówi Michael McCarthy.

Banki liczą również na przyszłe efekty dla ich działalności na rynku kapitałowym. Od pewnego czasu analitycy przewidują wychodzenie z biznesu pokolenia „twórców kapitalizmu” oraz związane z tym fuzje, a w konsekwencji osiąganie przez łączące się firmy efektów skali oraz profesjonalizację zarządzania.

– Polskie firmy będą się łączyć. Zobaczymy proces konsolidacji rynku – mówi Jerzy Śledziewski.

Polskie inwestycje zagraniczne

Coraz więcej polskich średnich firm staje się dostawcami podzespołów dużych zagranicznych koncernów. Nie poprzestają jednak na eksporcie. Takie kontrakty umożliwiają rozszerzenie działalności, również poprzez inwestycje i lokowanie produkcji za granicą. To głównie branża surowcowa, średnie przedsiębiorstwa przemysłowe i usługowe. Przykładem jest producent świeczek Korona z Wielunia, obsługiwany przez Citi Handlowy. Zbudował on fabrykę w USA.

– Dostawcy, którzy zbudują sobie pozycję, mają natychmiast otwarte inwestycje za granicą. Polskie przedsiębiorstwa mają unikalną szansę do takich inwestycji – mówi Sławomir Sikora, prezes Citi Handlowego.

>>> Czytaj też: Zachodnia klasa średnia umiera. Dlaczego kapitalizm nie pozwala godnie żyć?

Citi Handlowy podaje, że sfinansował w I kwartale 170 małych i średnich firm, z czego 60 na zagranicznych rynkach. Bank przyznaje m.in., że dzięki zastosowaniu platformy elektronicznej w wymianie walut spready spadły z ok. 8 do 1 proc.

– Jesteśmy jedynym bankiem w Polsce, który jest w stanie zbudować finansowanie firm i struktury rachunku na całym świecie. Wprowadziliśmy jeden rachunek w 46 walutach. Przedsiębiorstwa mają też wsparcie doradcze – mówi Sławomir Sikora.

Od kilku lat mieszkańcy zachodniej Polski coraz chętniej osiedlają się we wschodnich landach Niemiec. Kupują tam mieszkania i domy, handlują, pracują, zakładają firmy. To już nie bazarowy handel przygraniczny łączy obie gospodarki. Zauważył to PKO BP, który zamierza otworzyć oddział w Niemczech zarówno dla obsługi działających tam polskich firm, jak i drobnych przedsiębiorstw funkcjonujących po obu stronach Odry.

Coraz silniej w sektor małych i średnich firm angażują się kolejne dwa duże banki, mBank i ING BŚK.

– W bankowości korporacyjnej dwucyfrowe dynamiki wzrostu kredytu w końcu zawitały. Obudziły się inwestycje, dopływ transakcji jest zadowalający. 2015 rok będzie stał pod znakiem znacznej dynamiki w bankowości korporacyjnej – mówi prezes mBanku Cezary Stypułkowski.

W 2014 roku wartość kredytów dla firm w bilansach banków wzrosła o 6,8 proc., w tym dla małych i średnich o 6,1 proc. Po zupełnej stagnacji jeszcze rok wcześniej to przyzwoity wynik, ale w dużej mierze jest zasługą rządowych gwarancji de minimis. Rynek leasingu, adresowanego głównie dla najmniejszych producentów, wzrósł o 21,3 proc., a faktoringu o 17,3 proc. Banki widzą rosnący popyt i początki cyklu inwestycyjnego. Po wielu latach stagnacji zbudowały znakomite pozycje, żeby zasilać w pieniądz gospodarkę.