Skończyłem właśnie czytać książkę Adama Tooze’a pt.: „Deluge” – historię tego, w jaki sposób potęga gospodarcza USA zmieniła bieg historii podczas wojen światowych. To prawie niemożliwe, aby żyjące dziś osoby mogły sobie wyobrazić, jak wielka była to zmiana. Dla większości populacji USA zawsze były wielkim krajem, który napędzał światowe rynki, innowacje, a także dawał geopolityczną stabilizację.

Obecnie amerykańska hegemonia słabnie. Z zaledwie jedną czwartą populacji Chin, USA nie mają szans, aby mogły wciąż dzierżyć gospodarczą władzę bez jakiegoś wielkiego załamania po stronie Państwa Środka. Jakich istotnych zmian w dłuższej perspektywie możemy oczekiwać na gospodarczej mapie świata?

Oczywiście należy spodziewać się, że w USA odkąd jest to kraj otwarty na imigrację, populacja będzie się zwiększać, nawet pomimo spadającego poziomu dzietności. Gigantyczna populacja Indii także sprawi, że państwo w stanie się gospodarczą potęgą.

Ale w ciągu najbliższych dwóch stuleci jest jeszcze jeden kraj, który może mieć zaskakująco dużą szansę na stanie się gospodarczą i kulturową potęgą. Tym krajem jest Kanada.

Z populacją na poziomie tylko 35,2 mln osób w 2013 roku, słynnym zimnym klimatem i poziomem dzietności poniżej zastępowalności pokoleń, Kanada wydaje się być mało prawdopodobnym kandydatem do grona superpotęg. Kraj ten posiada jednak trzy fundamentalne przewagi, które w długiej perspektywie będą miały znaczenie. To zasoby naturalne, dobry rząd i niewiarygodnie tolerancyjna i otwarta kultura.

Pod względem zasobów naturalnych, Kanada prawie nie ma sobie równych. Jeśli chodzi o odnawialne zasoby wody pitnej, w ciągu najbliższych dwóch stuleci wyprzedzać ją będą tylko Brazylia i USA. Kanada posiada co prawda tylko 4,6 proc. Gruntów ornych, ale prawdopodobnie, wraz z ocieplaniem się klimatu i cofaniem się lodowców, udział ten będzie się zwiększał. Zasadniczo istnieje również wiele przestrzeni dla nowych imigrantów.

Dobry rząd jest kolejnym znakiem rozpoznawczym kanadyjskiej siły. Kraj ten regularnie zajmuje miejsca w pierwszej dziesiątce najmniej skorumpowanych krajów świata – wynika z zestawień Transparency International. USA z kolei nie jest w stanie wejść do pierwszej 10 i zajmuje miejsca dopiero pod koniec pierwszej dwudziestki. Kanadyjski wynik w tym zakresie jest szczególnie imponujący, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że kraj ten dysponuje dużymi zasobami paliw kopalnych. Paliwa kopalne zaś wpływają na wzrost korupcji, zgodnie z fenomenem nazywanym „surowcowym przekleństwem”. Kanadyjskie instytucje, które powstały na bazie najlepszych brytyjskich wzorców, stanowią naprawdę solidną bazę.
Prawdopodobnie dzięki sile tych instytucji Kanada była w stanie wprowadzić powszechną opiekę zdrowotną. Bez względu na to, co myślicie o powszechnej opiece zdrowotnej, to bez wątpienia jej wprowadzenie wymaga dużego zaufania obywateli do państwa.

W tak ogromnym i różnorodnym kraju, jakim jest Kanada, osiągnięcie zaufania publicznego na poziomie porównywalnym do jednolitych etnicznie krajów Europy jest nie lada wyczynem.

Co więcej, silne instytucje Kanady pozwoliły na utrzymanie mniej kontrowersyjnych rozwiązań, takich jak niski podatek od przedsiębiorstw (15 proc., w porównaniu do 35 proc. w USA). Zasadniczo Kanada potrafi być skuteczniejsza niż USA.

Jednak największą zaletą kanadyjskich instytucji jest polityka imigracyjna. Podczas gdy system imigracyjny w USA skupia się na łączeniu rodzin, system kanadyjski dąży do pozyskiwania najlepszych i najmądrzejszych.

Krajowy program „Federal Skilled Worker” przyznaje dodatkowe punkty za umiejętności językowe, wykształcenie, doświadczenie zawodowe, wiek, istniejące oferty pracy i za „zdolność adaptacji”. Tak właśnie wygląda program, który jest nastawiony na stałą imigrację, a nie jak w przypadku amerykańskiego programu H-1B, przeznaczonego dla pracowników tymczasowych.

Z biegiem czasu napływ talentów do Kanady może sprawić, że kraj ten stanie się jednym z centrów nowej światowej gospodarki, której głównymi motorami będą badania i innowacje. Dziś roczny poziom imigracji netto do Kanady wynosi 0,57 proc. populacji. To duże tempo, które przekłada się na rzeszę około pół miliona imigrantów rocznie. Dzięki wysokiemu tempu asymilacji, Kanada będzie w stanie jeszcze zwiększyć ten wskaźnik. Wraz z ociepleniem się klimatu kraj ten będzie coraz mniej mroźny, a przez bardziej przyjazny dla imigrantów.
Być może upłyną wieki, zanim Kanada będzie mogła rywalizować z USA pod względem liczby populacji, gdyż startuje z bardzo niskiego poziomu. Ale jeśli chodzi o wskaźniki edukacji i wykształcenia populacji, Kanada już wkrótce może stanąć w awangardzie. Dzięki temu kraj może stać się nową, tym razem globalną Doliną Krzemową lub drugim Singapurem, ale z mniejszymi nierównościami. Kraj ten byłby tym, czym była Holandia w wieku XVII.

Co dla geopolityki i światowej kultury oznaczałoby wejście Kanady do grona superpotęg? Mogę sobie tylko wyobrazić, że prowadziłoby to do samych dobrych rzeczy. Kanada to jeden z najbardziej wolnych krajów na świecie, który wspiera tolerancję, otwartość i prawa człowieka. Jej system imigracyjny może sprawić, że kraj stanie się jednym z najbardziej wielonarodowych państw świata. Za 100 lat to liść klonu, a nie pasy i gwiazdy mogą uchodzić za globalny standard w zakresie wolności i demokracji.

Warto zatem przyglądać się temu północnemu państwu – Kanada może stać się bardzo ważnym graczem i źródłem wielu dobrych rozwiązań. W tym czasie USA powinny zastanowić się, jak zreformować swoje zgrzytające instytucje. 

>>> Czytaj też: Premier Kanady w Polsce: Nie ma zgody na nielegalną aneksję Krymu