W poprzedniej perspektywie UE mieliśmy do dyspozycji aż jedną szóstą unijnych dotacji na kulturę. Udało nam się wynegocjować równie dużo w obecnym budżecie?

Do dyspozycji mamy porównywalne środki jak w latach 2007–2013, a więc na poziomie centralnym jest to 467 mln euro, poprzednio było to 490 mln. Ponadto prawie 500 mln euro będzie wydatkowane na poziomie regionalnym, w poprzedniej perspektywie było to około 580 mln euro. Oznacza to także, że udało nam się utrzymać zasadę, zgodnie z którą fundusze europejskie na kulturę wdrażane są jednocześnie na dwóch poziomach: regionalnym i centralnym, choć wiele krajów musi się decydować na tylko jedno z tych rozwiązań.

Jakie mamy plany na wydatkowanie tych pieniędzy?

Środki europejskie przeznaczone będą przede wszystkim na inwestycje, nadal nie można przeznaczać ich na bieżące funkcjonowanie instytucji kultury czy realizację projektów artystycznych. To jedna z naczelnych zasad, które wynikają z polityki regionalnej. Niestety, w tej perspektywie Komisja Europejska wprowadziła dla wszystkich krajów członkowskich liczne ograniczenia w wydatkowaniu środków, które wykluczają finansowanie wielu typów projektów, które dotychczas mogły się o te środki ubiegać. Po pierwsze w kulturze obecnie mogą być wspierane jedynie projekty o wartości całkowitej do 5 mln euro, z wyjątkiem obiektów z listy UNESCO, dla których próg ten podniesiono do kwoty 10 mln euro. Ponadto Komisja Europejska nie pozwala na etapowanie inwestycji. Ograniczenia te w moim przekonaniu nie wynikają z żadnych racjonalnych przesłanek i nie są dobre.

>>> Czytaj też: Kultura ma znaczenie. Zobacz, dlaczego Zachód wyprzedził gospodarczo resztę świata

Może kryje się za tym jakiś głębszy zamysł, na przykład, żeby powstrzymać przeciekanie pieniędzy?

Oczywiście, że sposobu wydawania dotacji unijnych należy pilnować, ale nie popadajmy z jednej skrajności w drugą.

I jak rozumiemy, niespecjalnie się to Ministerstwu Kultury podoba?

Rzeczywiście nie jesteśmy zadowoleni z ograniczeń narzuconych przez komisję. Powodów jest kilka. Wskazanie kryterium kwotowego 5 mln euro dla całej Europy jest bezzasadne, tym bardziej że nie wynika z żadnych unijnych dokumentów. Przecież różne kraje mają różne potrzeby i inną siłę nabywczą pieniądza – czym innym jest 5 mln euro dla Malty, czym innym dla Niemiec, a jeszcze czym innym dla Polski. Ponadto po raz pierwszy komisja zastrzegła, że wspomniana kwota 5 mln euro dotyczy kosztów całkowitych inwestycji, a nie kwalifikowanych, co jeszcze bardziej wiąże nam ręce i nie pozwala państwu członkowskiemu, aby z własnych funduszy mogło mocniej wspomóc dany projekt. Podniesienie kwoty do 10 mln euro dla obiektów UNESCO byłby może niezłym pomysłem, gdyby nie to, że bardzo często są one w najlepszym stanie, przez lata bowiem przeznaczano na nie spore nakłady, w przeciwieństwie do obiektów spoza listy UNESCO, które dopiero czekają na swoją szansę.

Tylko my jesteśmy z tego niezadowoleni czy powyższe rozwiązania nie odpowiadają jakimś innym krajom oprócz Polski?

Dwa tygodnie temu na radzie ministrów kultury w Brukseli poruszyliśmy ten temat i do naszego stanowiska przyłączyło się 13 innych państw, m.in. Francja, Niemcy, Belgia, Chorwacja, Rumunia, Czechy, Grecja i Estonia. Kontrowersje zgłaszane były już wcześniej, ale póki co komisja stoi twardo na swoim stanowisku. Mamy nadzieję, że teraz, kiedy widać wyraźnie, że problem jest dość powszechny i nie ogranicza się tylko do naszego regionu, KE złagodzi trochę stanowisko.

Jest na to realna szansa?

Mam nadzieję, że tak, bo obostrzenia te nie wynikają z żadnych aktów prawnych, a tylko z ich interpretacji. Interpretację zawsze można zmienić.

A może to nie będzie dla nas szczególnie ważne? Są jakieś konkretne problemy, które budzi to obostrzenie?

Oczywiście wiele projektów wpisuje się bez problemów w tak postawione warunki, nie mam więc wątpliwości co do tego, że środki te zostaną racjonalnie wydatkowane. Żal mi jednak tych, które ze względu na kryteria zostaną z tej możliwości wyłączone, a ich realizacja ma głęboki sens. Narzucone zasady rodzą też wiele problemów i wątpliwości interpretacyjnych. Czekamy m.in. na interpretację komisji co zrobić w sytuacji, w której wartość całkowita projektu na starcie wynosi 5 mln euro, ale potem w wyniku nieprzewidzianej sytuacji rośnie ponad wskazany limit. Dzieje się tak często w przypadku projektów dotyczących renowacji zabytków, przykładowo przy renowacji piwnic Starego Miasta w Warszawie w trakcie realizacji projektu odkryto kolejny niezewidencjonowany w planach poziom, co wiązało się oczywiście z koniecznością rozszerzenia zakresu projektu i znaczącego wzrostu kosztów.

A czy w planach były projekty, których nie uda się zrealizować przy obecnych obostrzeniach?

Tak, i jest ich kilka, np. powstanie Ogrodu XXI wieku, czyli rewitalizacja części Łazienek Królewskich w Warszawie, gdzie dziś znajdują się zniszczone, stare szklarnie. Zakłada on wybudowanie w podziemiach sali ekspozycyjnej, a na powierzchni nowoczesnego ogrodu. Całość ma kosztować ok. 50 mln zł, a więc znacznie przekracza limit 5 mln euro. Nie będzie można także zrealizować w zakładanym kształcie przygotowywanego w Lublinie projektu renowacji i adaptacji dawnych warsztatów szkolnych, obecnie zajmowanych przez Galerię Labirynt na Centrum Sztuki Współczesnej, adaptacji budynku elektrowni na potrzeby Galerii Arsenał w Białymstoku, renowacji kościoła św. Katarzyny w Gdańsku. Zasady narzucone przez komisję nie pozwolą także na sfinansowanie ze środków unijnych budowy nowych budynków, np. Muzeum Historii Polski. 

Pełna wersja wywiadu na dziennik.pl