Rosyjskie ministerstwo obrony uznało te informacje za "najbardziej agresywny krok NATO i Pentagonu od zakończenia zimnej wojny". Zapowiedziano też, że Rosja będzie zmuszona wzmocnić swój potencjał obronny na Białorusi oraz w sąsiedztwie Litwy, Łotwy i Estonii.

"Musimy się do tego typu gróźb z Moskwy przyzwyczaić" - krótko skomentował dla IAR te zapowiedzi wiceszef MON Czesław Mroczek. Przypomniał, że kryzys na Ukrainie to dla regionu poważne zagrożenie i dlatego w ubiegłym roku na szczycie NATO podjęto różne zobowiązania i deklaracje, które mają wzmocnić wschodnią flankę sojuszu. "Teraz mamy realizację poszczególnych ustaleń i Rosja będzie na każdym etapie wdrażała niezadowolenie i budowała własną odpowiedź" - podkreślił wiceszef MON.

W sobotę amerykańska prasa ujawniła, że Pentagon chce w magazynach - ulokowanych między innymi w Polsce - przechowywać czołgi i wozy wsparcia piechoty oraz haubice. Uzbrojenie miałoby być przeznaczone w sumie dla około pięciu tysięcy żołnierzy, czyli dla brygady. Pokrywa się to z wcześniejszymi wypowiedziami amerykańskich wojskowych, którzy sugerowali, że w obliczu kryzysu na Ukrainie lepiej mieć ciężki sprzęt na wschodniej flance NATO na stałe, niż - w razie konieczności - sprowadzać uzbrojenie z baz w Europie Zachodniej.

Na razie Pentagon oficjalnie niewiele mówi o tej sprawie. Na dokumentach nie ma jeszcze zgody Białego Domu.

Natomiast wicepremier, szef MON Tomasz Siemoniak zdradził jedynie, że rozmawiał o tym z sekretarzem obrony USA w maju, w czasie wizyty w Waszyngtonie. Potwierdził też, że grupy robocze z USA były już na rekonesansie w Polsce. 

>>> Czytaj też: Manewry rosyjskich wojsk na Syberii