Dzięki bezkompromisowemu i radykalnemu stylowi zarządzania 52-letni Niemiec dorobił się przydomka Terminator. Jego nowy pracodawca nie miał jednak wyjścia. Musiał postawić na kogoś, kto przeprowadzi w firmie totalną rewolucję. – Technicznie jesteśmy bankrutem – przyznał na początku czerwca nowy szef malezyjskich linii i zapowiedział, że już wkrótce rozpocznie się wdrażanie planu restrukturyzacji. Z pracą pożegna się 6 tys. pracowników (na stanowiskach pozostanie 14 tys.). Mueller zapowiedział także znaczne odchudzenie floty, reorganizację siatki połączeń i renegocjację umów z kluczowymi dostawcami. Podczas czerwcowej konferencji prasowej przyznał, że plan naprawczy będzie finansowany przez malezyjski rząd. – Rząd finansuje zmiany. W zamian chce nowej ikony narodowej, nowego narodowego przewoźnika – podkreślił Mueller.

Atutem Niemca jest to, że cieszy się ogromnym zaufaniem władz Malezji. Poseł Tan Seng Giaw, wiceprzewodniczący Komitetu Finansów Publicznych, przyznał, że we wprowadzaniu zmian Mueller powinien dostać wolną rękę. – Jestem przekonany, że mu się uda – powiedział polityk. Dodał jednocześnie, że linie nie przetrwają, jeśli restrukturyzację będą utrudniać silne protesty związków zawodowych.

>>> Czytaj też: Zła passa linii Malaysian Airlines trwa. Awaryjne lądowanie samolotu w Melbourne

Problemy Malaysia Airlines zaczęły się 8 marca 2014 r., gdy lecący z Kuala Lumpur do Pekinu boeing 777 zniknął z radarów nad Morzem Południowochińskim. W śledztwie ustalono, że maszyna najprawdopodobniej runęła do Oceanu Indyjskiego, zabierając na dno 239 osób. Cztery miesiące później samolot tego samego typu należący do malezyjskich linii został zestrzelony przez separatystów nad Ukrainą. Tym razem śmierć poniosło 295 osób. I gdy wydawało się, że od tej pory Malaysia w spokoju będzie mogła odbudowywać zaufanie pasażerów, nad firmą znów zawisły czarne chmury. 12 czerwca, zaledwie miesiąc po objęciu stanowiska prezesa przez Christopha Mullera, airbus 330 z 300 pasażerami na pokładzie musiał awaryjnie lądować w Melbourne po pożarze silnika.

Według Muellera problemy finansowe grupy zaczęły się wcześniej – przed feralnym 2014 r. Ubiegłoroczne katastrofy miały je tylko uwypuklić. 52-letni Niemiec na stanowisku szefa malezyjskiego przewoźnika pojawił się w maju br. O tym, że zastąpi w fotelu prezesa Ahmada Jauhariego Yahyę, było jednak wiadomo jeszcze latem ubiegłego roku. Rekomendacją dla właścicieli Malaysia Airlines była praca, jaką Mueller wykonał z irlandzkimi liniami Aer Lingus. Od 2009 r. Niemiec skutecznie wyprowadzał zadłużonego przewoźnika na prostą. Dziś Aer Lingus ponownie jest rentowny. Ta sama sztuka ma się udać w Azji. Większościowy udziałowiec malezyjskich linii, państwowy fundusz Khazanah, chce zobaczyć pierwsze zyski w 2018 r. Szczegóły planu naprawczego Mueller ogłosi we wrześniu. Niewykluczone, że nowa polityka poniesie za sobą zmianę nazwy firmy.

Przed objęciem sterów w Malezji Mueller pracował na stanowiskach kierowniczych m.in. w Lufthansie, Sabenie, DHL Express, Daimler Benz, TUI Travel i wspomnianym Aer Lingus. Przed rozpoczęciem kariery zawodowej, w 1988 r. zdobył tytuł MBA na Uniwersytecie w Kolonii. 11 lat później ukończył także zarządzanie na Harvardzie. ©?