Powodem są różnice między rządem w Atenach a przedstawicielami międzynarodowych instytucji co do planowanych reform w Grecji.

Szef eurogropy sceptycznie wypowiadał się przed spotkaniem co do możliwości porozumienia, czyli zgody na wypłatę pożyczki w zamian za reformy. "Nie mam wielkich nadziei. Wciąż zbyt duże są różnice zdań i w rozmowach osiągnięto niewielki postęp" - powiedział Jeroen Dijsselbloem. Podkreślił, że wymogi, które stawiają przedstawiciele pożyczkodawców, są dla Aten kompromisowe. Teraz - jak mówił - ruch należy do Grecji.

A czasu jest coraz mniej. Do końca miesiąca Grecja powinna dostać zastrzyk finansowy, w przeciwnym razie będzie zmuszona ogłosić bankructwo. Według ekspertów, na porozumienie pozostało kilka dni, bo później ewentualny kompromis, zgodnie z procedurami, musi być jeszcze zaakceptowany przez parlamenty w kilku krajach. To może potrwać tydzień i dopiero wtedy możliwe byłoby przekazanie Grecji ponad siedmiu miliardów euro. 

>>> Czytaj też: Rosyjska gospodarka wciąż tonie. "Putin lubi przesuwać granice, ale nie interesują go finanse"