– Jeśli chcemy być poważni, musimy założyć partię. Bo partia to coś konkretnego – mówi Tomasz Sadlik. Od lat boksuje się z bankami i sądami, prowadzi stowarzyszenie Pro Futuris.

– Najgorsze rozwiązanie z możliwych. Jeśli bank dałby mi pieniądze, to zadłużonym w CeHaeFie nie mógłbym bardziej zaszkodzić, niż zakładając partię frankowiczów – gardłuje Karol, od kilkudziesięciu lat związany z ruchami społecznymi i polityką.

– Niby jest nas 700 tys. osób, niby zaangażowanych jest 5 tys., ale jak przyjdzie co do czego, to działa tylko 500. Na zebraniu pojawi 20, a i tak nic z tego nie będzie – po cichu skarży się Marek, własna działalność gospodarcza.

Większość z nich nie poda nazwiska, za nic w świecie. Bo co by powiedzieli ci, których reprezentują i w których imieniu walczą. To też jeden z powodów, dla którego i ja na ich spotkaniu pojawiam się incognito.

Koniec ery tej bankstery

Piątek, 12 czerwca. Górna sala warszawskiego pubu Ginger. Minikonwencja przedstawicieli frankowiczów z Tomaszem Sadlikiem. – Hasło: Pro Futuris. Oczywiście ma pani, jak każdy, prawo wypowiedzi. Tworzymy prawdziwą partię demokratyczną, a nie jakiś PiS-owski czy PO-wski humbug – zastrzega osoba, która mnie tam wprowadza. Od kilku dni na skrzynki mailowe niemal wszystkich redakcji w kraju, trafiają informacje sugerujące, że tego dnia ma się dokonać przełom. 12 czerwca ma być nie tylko dniem protestu przeciwko banksterom, ale i konsolidacji niemal wszystkich grup reprezentujących interes frankowiczów. Padają przy tym konkretne założenia, a i plan dopięty jest na ostatni guzik. Najpierw o godz. 10 manifestacja pod Sejmem pod hasłem Stop Bankowemu Bezprawiu, potem między godz. 13 a 14 wizyta delegacji poszkodowanych w Prokuraturze Generalnej („pytamy o zbrodniczą bezczynność organów ścigania; składamy kolejne zawiadomienia”), a na końcu o godz. 14.30 spotkanie pod oddziałem banku na pl. Konstytucji. Ten ostatni punkt to milczący protest pod hasłem: Stop bankowym zabójstwom! „Przynosimy znicze i zapalamy je pod placówką banku, przez którego najpierw misselling (wprowadzanie klientów w błąd, aby za wszelką cenę sprzedać produkt – red.), a potem bezwzględną windykację nienależnego długu zginął człowiek!”, można także przeczytać w mailu. Wszystko po to, by pokazać, że frankowicze zwierają szyki i od teraz idą szeroką ławą. Tyle teoria. 

>>> Czytaj też: "Stop bankowemu bezprawiu". Frankowicze chcą utworzyć własną partię polityczną

W praktyce pod Sejmem zamieszanie. – Rząd zachował się jak dziecko. A teraz myśli, że jak schowa problem pod stół, to go nie będzie – wykrzykuje mi nad uchem mężczyzna z nalepką: „Stop banksterom”. Inny z transparentem „LiCHFa” ironizuje: – Nie mieliśmy zdolności kredytowej w złotówkach, ale we frankach szwajcarskich to i owszem.

Przekrzykując hałas, podpytuję jeszcze Joannę Kozik, współorganizatorkę manifestacji, czy przyjdzie ze swoimi ludźmi na minikonwencję Sadlika. Tylko kręci głową: – Ruch Stop Bankowemu Bezprawiu protestuje tutaj, Pro Futuris to już inny adres.

Frankowicze, którzy mają swoich przedstawicieli w mediach, liderów opinii, nie potrafią się zorganizować, nie potrafią skutecznie opowiedzieć swojej historii, pokazać swojego dramatu. Nie są w stanie, używając mediów społecznościowych, stworzyć prężnej grupy nacisku – w tym przypadku nacisku na banki. Nie budzą uczucia solidarności – przeciwnie, zaczynają budzić uczucie radości. Podług logiki: >>Mają, na co zasłużyli. Koniec z jedzeniem sushi<<”.

Zasada zachowania banku

Tomasz Sadlik jest zły – według niego nie ma sensu tworzyć kolejnego stowarzyszenia frankowiczów. Taki plan ma tymczasem bankowebezprawie.pl, które jeszcze tego samego dnia, czyli 12 czerwca, chce dopiąć swego. Zrobi to o godz. 16, w warszawskim hotelu MDM.

– Czas zjednoczyć oszukanych przez banki, skoordynować i nasilić naszą walkę – będzie przekonywał Maciej Pawlicki, prezes nowo powstałego stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, którego zasięg obejmie cały kraj. Do tej pory poszkodowani na tzw. kredytach frankowych czy poliso-lokatach organizowali się w strukturach lokalnych w swoich miastach i regionach. – Nie powołujemy politycznej partii frankowiczów, bo partia to konieczność bardzo spójnego programu, dotyczącego wielu dziedzin – dodaje. I od razu zastrzega: – Nas wiele różni, są wśród nas wyraziści ludzie i lewicy, i prawicy. Poważne formowanie programu partii bardziej by nas podzieliło, niż połączyło.

Takich punktów zapalnych, które dadzą o sobie znać podczas spotkania w warszawskim pubie będzie jeszcze kilka. Jednym z najgorętszych – protesty organizowane co kilka miesięcy (było ich do tej pory kilka, a uczestniczyło w nich od kilkudziesięciu do 5 tys. osób). Atmosfera w połowie spotkania robi się bardzo napięta. – Po dwóch latach mojej ciężkiej pracy: pisania artykułów, pozwów i pomagania ludziom planuję manifestację na 28 lutego pod prokuratura generalną. Aż tu nagle znajduje się inna grupa ludzi, która też robi manifestację. I super. Tyle że potem chcą mnie zdetronizować i upokorzyć, mówiąc: albo się do nas przyłączasz, albo do widzenia – oburza się Tomasz Sadlik.

Kolejna planowana manifestacja to, jak się po chwili dowiaduję, kolejna wewnętrzna wojenka. – Zanim zebraliśmy odpowiedzi mailem, gdzie, kiedy i o której się ostatecznie spotykamy, ty już ogłosiłeś, że robimy ją 12 czerwca pod prokuraturą. Bardzo dobrze. Zróbmy. Nawet chętnie byśmy się przyłączyli. Tylko potem się okazało, że jest ona odwołana, bo jej nawet nie zgłosiłeś – odpierała atak Michał Zenka z zarządu Stop Bankowemu Bezprawiu.

Wielokrotnie podczas spotkania dawało się też słyszeć: nie kłóćmy się, nie ma po co się przekrzykiwać, partia, po co partia, róbmy coś. Mówi jedna z osób zrzeszających frankowiczów: – Już wcześniej nie podobało się Sadlikowi, że Pro Futuris Łódź (to odrębnie zarejestrowane stowarzyszenie – red.) i bankowebezprawie.pl zaczęły ze sobą ściśle współpracować. Także finansowo. To fakt. I to zaczęło kłuć niektórych w oczy. Wcześniej się o tym nie mówiło, chociaż pisały o tym gazety.

Kłótnia wisi w powietrzu. Zdaniem filozofa, teologa i publicysty Jarosława Makowskiego, to nie frankowicze są niemoralni. – Niemoralny jest ten typ kapitalizmu, który czyni z nich zaciekle konkurujących ze sobą zawodników – przekonuje na swoim blogu „Niebo w płomieniach”. Przypomni też starą zasadę, która mówi, że „jeśli jesteś winien bankowi 100 tys., to jest to twój problem. Jeśli jesteś winien 10 milionów, to wciąż jest to twój problem. Ale jeżeli jesteś dłużny bankowi 100 milionów, to jest to także problem banku”. – A zatem: gdy frankowicze działają osobno, każdy z nich ma problem. Gdyby zaczęli działać razem, to banki zaczęłyby mieć problem. Dlaczego tego nie robią? – zastanawia się Makowski.

„Sęk w tym, że dziś strajk czy protest, a dokładniej – społeczna akceptacja dla strajku czy protestu – nie rozgrywa się tylko w sferze „rozumu kalkulującego zyski i straty”. Odbywa się także na zupełnie innym polu i w całkowicie innej rzeczywistości. Jest to sfera internetu, który – jeśli dobrze oko i ucho przyłożyć – staje się równie realnym polem konfliktu jak pokój negocjacyjny czy ulice z płonącymi oponami. Bo jest miejscem wyrażania emocji, które albo podzielimy, albo odrzucimy.”

>>> Czytaj też: Silny frank uderza w szwajcarską gospodarkę. PKB spada najmocniej od 6 lat

Neoliberalne dzieci palą znicze

Franek Strikes Back. Solidarnie nie zapłacimy raty w 1 miesiącu, Franki za Głosy, Frankowicze łączcie się!, Frankowicze Razem, Wrobieni we franki (jest też: Wrobieni we franka), Franku, daj żyć, wwalutowani.pl – liczba grup zrzeszających frankowiczów na Facebooku przyprawia o zawrót głowy. Łącznie jest ich ponad 50-60, bo frakcje i odłamy powstają osobno dla każdego z banków, np. Pozywam BGŻ, Nabity w Santander, Getin Bank nie polecam. Przedstawiciele głównych organizacji działających poza siecią nigdy nie zadeklarowali, do których z nich jest im najbliżej.

Tymczasem sami przedstawiciele internetowych grup twierdzą, że to oni tworzą właściwy ruch. Marek (chce pozostać anonimowy), już poza jakąkolwiek grupą i stowarzyszeniem: Polskie piekiełko. Frankowicze zaczęli pączkować i się kłócić. Które jest najbardziej reprezentatywne z nich? Moje, odpowiadało zawsze kilkanaście gardeł. Dziś wiadomo tylko tyle, że historycznie pierwsi buntownicy zaczęli się skrzykiwać i organizować w mBanku.

Nie sposób zorientować się w tym gąszczu także dlatego, że frankowicze myślą w kategoriach swojego bardzo wąsko pojętego interesu. Interesu rodziny czy grupy zawodowej co najwyżej. „Inni ludzie żyjący obok nas to nasi wrogowie, konkurenci, oby im szło jak najgorzej, a w najlepszym razie ich los jest nam całkowicie obojętny. Są słabi, rozproszeni, a całe nasze wspólnotowe doświadczenie ogranicza się do coniedzielnej mszy i raz do roku WOŚP, a i to coraz słabiej”, zauważą eksperci. Ba, nie ma nawet jednej strony, gdzie frankowicze mogliby się „policzyć, podzielić swoimi doświadczeniami i tragedią”. Nie było też opisów „twarzy frankowiczów, ich mieszkań czy domów, które mogą stracić, bo nie stać ich na spłatę kredytu. Nie było rozpaczy rodzin, którym grunt usuwa się spod nóg”. – Zadłużeni w CeHaeFie, w odróżnieniu od np. górników czy pielęgniarek, którzy także wychodzą przecież na ulice, nie zbudowali wspólnoty losu, jeśli nie liczyć tragedii sprzed kilku zaledwie dni, do której doszło w Bielsku-Białej – podkreślają także specjaliści.

35-letni ochroniarz jednostki wojskowej, mąż i ojciec 6-letniej córki, podczas służby zastrzelił się z broni maszynowej. Wykorzystał 30 sztuk amunicji, zginął na miejscu. Zostawił tylko list do najbliższych, w którym wyjaśniał, że do samobójstwa pchnęła go sytuacja ekonomiczna – a konkretnie systematyczny wzrost raty długu. Na tyle duży, że małżeństwo, które zadłużyło się na zakup mieszkania w 2008 r., po wzroście kursów podwoiło zadłużenie – sięga dziś około 400 tys. zł. Rata miesięczna to teraz około 1,3 tys. zł. Matka ofiary, która także zabrała głos w mediach, ujawniła, że syn się załamał, kiedy bank, który udzielał kredytu, zagroził eksmisją.

I choć natychmiast zorganizowano zbiórkę pieniędzy, a także akcję palenia zniczy pod jednym z warszawskich oddziałów banku, przyszła na nią jedynie garstka osób.
– Być może górnicy to dziś ostatni bastion, w którym tli się płomień wspólnoty; przekonania, że jeden drugiego ciężary dźwiga – podkreśla Jarosław Makowski. – Inaczej frankowicze: to dzieci neoliberalnej doktryny, którą do głowy pakował im Leszek Balcerowicz. To ludzie, którzy nie wierzą we wspólnotę, ludzie, którzy gardzą solidarnością, gdyż wierzą w indywidualizm i „niewidzialną rękę rynku”. To ludzie, którym wspólne działanie kojarzy się z piekłem, a wyścig szczurów – z naturalnym stanem bycia. Kiedy więc „neoliberalne dzieci” zasugerowały, że może państwo winno im pomóc, a banki zechciałyby współuczestniczyć w kosztach obsługi kredytów, ich ekonomiczny guru, Leszek Balcerowicz, miał im do powiedzenia jedno: „jesteście niemoralni”. 

>>> Czytaj też: Frank powyżej 5 zł? Bank dopłaci do kredytu - ale tylko najbiedniejszym

Łakomy kąsek

W pubie Ginger zaciekła dyskusja – z początku tylko o nazwę partii. Padają coraz to nowe propozycje: Frankowcy.pl, Pokrzywdzeni.pl, Puls, PRO, czyli Porozumienie Ruchów Obywatelskich (ostatecznie to na nią padnie wybór). Potem festiwal obietnic: stop wyzyskowi zagranicznych korporacji. Opodatkować banki, jak zwykłych Polaków. Tanie państwo. Ukrócić patologię. System referendalny jak w Szwajcarii. Prawo równe dla wszystkich – padają coraz to nowe postulaty. I uzasadnienia: „w społecznym odbiorze wyroki sądów są niesprawiedliwe – Kamiński z CBA ukarany, że tępił korupcję, Nowak z PO uniewinniony za zegarek”.

W kącie Mateusz, samorządowiec, mocno zaprawiony w bojach, który wszystkiemu pilnie się przysłuchuje. Jeśli będzie to kolejnej próba zjednoczenia, to tylko po to, żeby się jeszcze bardziej podzielić, obawia się. – Już wcześniej miało być pięknie. Tylko ludzi przyjmować. Statut napisany. Konkretne plany: po jednym przedstawicielu w każdym z 16 województw. Ale i tak się rozleciało. Została jedna na dziesięć osób. Pospotykaliśmy się, pokrzyczeliśmy i porozjeżdżaliśmy – przypomina sobie.

W efekcie krakowskie stowarzyszenie Pro Futuris ma teraz około 100 członków; podobnie ruch Stop Bankowemu Bezprawiu.

Wbrew pozorom nie wszyscy jednak uważają, że frankowicze powinni się próbować na nowo skrzykiwać. Sławomir Izdebski, którego spotkałam podczas piątkowego protestu przed Sejmem, przekonuje, że nie jest tak, że oni są osamotnieni, że pojawili się nagle po tym jak wyszedł na jaw szwajcarski numer. – Mają podobny problem jak rolnicy, bo także zostali wpędzeni w pułapkę zadłużenia. I podobnie, jak górnicy, kolejarze czy nauczyciele, są dla partii politycznych łakomym kąskiem – dodaje polityk, który w kwietniu stanął na czele nowo powołanego ugrupowania politycznego Ruch Społeczny Rzeczypospolitej Polskiej.

Statystyczny frankowicz jest nie tylko wykształcony, pracuje, mieszka głównie w dużych miastach, ale też pochodzi z pokolenia X i nie ma problemów ze spłatą kolejnych rat kredytu mieszkaniowego, nawet jeśli nie jest to jego jedyna pożyczka – wynika z danych Biura Informacji Kredytowej.

Nic więc dziwnego, że zaingerowani są teraz nimi i inne nowo powstałe ugrupowania, w tym m.in. Pawła Kukiza i Nowoczesna.pl. Także Tomasz Sadlik chce się całkowicie poświęcić nowo tworzonej przez siebie partii PRO; ma reprezentować nie tylko frankowiczów. Struktury jego stowarzyszenia miałoby przejąć nowo powstałe Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu.

* w niektórych przypadkach zmienione zostały imiona bohaterów i szczegóły wskazujące na ich tożsamość