Zdjęcie procedury nadmiernego deficytu stało się faktem. Co to zmienia z punktu widzenia polityki gospodarczej?

Na pewno daje nam to trochę oddechu, nie musimy już sprawozdawać Komisji Europejskiej, jakie działania podejmujemy, by trwale zmniejszyć deficyt i szukać oszczędności, które faktycznie znaczą cięcie wydatków, ani nie musimy z taką determinacją szukać wzrostu dochodów. To pewna stabilizacja dla finansów publicznych. Ale z punktu widzenia konstrukcji budżetu zmienia się dla nas niewiele, bo sami przecież wprowadziliśmy stabilizującą regułę wydatkową, która za pomocą precyzyjnego algorytmu wiąże wydatki z dochodami i to w perspektywie kilku lat. Dlatego nie wydaje się, by tego luzu było dużo, a już z pewnością nie ma go na to, co zwykle nazywa się kiełbasą wyborczą. Poza tym przez osiem lat rządzenia staraliśmy się racjonalnie zarządzać pieniędzmi podatników, a nawet zaciskać pasa nie po to, by wychodząc na prostą, powiedzieć - hulaj dusza, piekła nie ma.

Czy taka wstrzemięźliwa taktyka się sprawdzi i czy sama PO wytrzyma z takim nastawieniem. W wyborach prezydenckich zatriumfowała taktyka szerokiego gestu w obietnicach wyborczych.

To fundamentalne pytanie o filozofię, pytanie o to, dlaczego chcemy wygrać wybory, bo to, że chcemy, jest oczywiste. Ale mam nadzieję, że teza, że w wyborach prezydenckich sprawdziło się rozdawnictwo, jest fałszywa. Gdyby Polacy zagłosowali na Andrzeja Dudę, dlatego że obiecał im rzeczy, których nigdy nie dostaną, to byłoby strasznie smutne. Jeszcze smutniejsze byłoby jednak, gdyby zrealizował swoje obietnice, bo to zdewastowałoby bezpieczeństwo ekonomiczne następnych pokoleń Polaków. Jestem przekonana, że składanie kolejnych obietnic i licytowanie się, kto da więcej, jest drogą donikąd. Gdybyśmy mieli wygrać w ten sposób, to nie zasługujemy na to.

To na co stać rząd biorąc pod uwagę zarówno takie okoliczności o których pani mówiła jak zdjęcie procedury i regułę wydatkową z drugiej strony ? Nieco luzu jest.

Na razie wiadomo, że przeznaczymy 2 mld zł więcej na fundusz płac, tzn. na wzrost wynagrodzeń w sferze budżetowej, zamrożonych od 2010 r. Na pewno chcemy zrealizować to, o czym mówiła premier Ewa Kopacz na sobotniej konwencji. Przez osiem lat mieliśmy spowolnienie gospodarcze i zagrożenie kryzysem, ale teraz Polacy muszą poczuć w swoich portfelach, że kryzys nas ominął. Wrześniowy program Platformy Obywatelskiej będzie odpowiedzią na to wyzwanie. Oczywiście, katalog możliwości jest zamknięty, szczególnie dla odpowiedzialnych polityków. Ci, którzy dobrze znają nasz system podatkowy, rozumieją, że podwyższenie kwoty wolnej, które stało się jakąś idee fixe, zajmuje więcej miejsca w debacie publicznej niż na to zasługuje. Wielu twierdzi, że świat będzie lepszy, a ludzie szczęśliwsi, jak podniesiemy kwotę wolną, a prawda jest taka, że to ulga zdecydowanie korzystniejsza dla bogatych.

Świat może niekoniecznie byłby, ale w portfelu zostałoby więcej.

Kwota wolna to nie jest najlepszy sposób zmniejszania obciążeń podatkowych. Bo główne pytanie brzmi, co promujemy i kogo chcemy wesprzeć? A chcemy przecież promować pracę i wspierać tych, którym nie jest łatwo. Prowadząc działalność gospodarczą obliczamy przychód, wyliczamy koszty uzyskania przychodu i dopiero od dochodu płacimy podatek. Ale pracownicy także mają koszty uzyskania przychodu: jadąc do pracy kupują bilety albo benzynę do samochodu, muszą kupić odpowiednie ubranie, dokształcić się, to są także koszty uzyskania przychodu. Dzisiejsza kwota k.u.p. jest nieadekwatna do wydatków, jakie muszą ponieść, by pracować. Może więc lepiej promując pracę, zwiększyć koszty uzyskania przychodu?

O ile?

Rozmawiamy o różnych pomysłach zmian w przepisach podatkowych. W jaki sposób zrealizujemy postulat Premier Ewy Kopacz, żeby Polacy odczuli wzrost gospodarczy w swoim portfelu, to będzie decyzja najbliższych tygodni, podczas których będą pracowały Zespoły Programowe, i to będzie decyzja pani premier.

A jakby pani miała zareklamować podwyższenie kosztów uzyskania przychodu zamiast kwoty wolnej? Co na tym zyska przeciętny Kowalski?

Rzeczywiście, nie jest łatwo odczarować wszystkie głupstwa wypowiedziane o kwocie wolnej przez niektórych kandydatów na prezydenta. Ktoś powiedział, że najprostsze ustawy podatkowe są najmniej sprawiedliwe. Mówię to w kontekście oczekiwań, że system podatkowy będzie prosty, a jednocześnie sprawiedliwy. Tymczasem u nas nie mamy kwoty wolnej tak wysokiej, jak w innych krajach, ale za to mamy cały katalog różnych ulg w podatkach, których nie mają inni. Nie da się porównywać naszego systemu, np. z brytyjskim, gdzie jest podatek od majątku, tzn. zamożni obywatele płacą więcej. U nas bogaci płacą mniej, dlatego mamy ulgi dla mniej zamożnych…

No właśnie, co z podatkiem od majątku? Nie powinniśmy go wprowadzić?

W Ministerstwie Finansów nie toczą się prace nad wprowadzeniem takiego podatku.

A może warto nad nim pracować, bo to byłby sposób na zwiększenie progresywności systemu podatkowego: bogaci płaciliby relatywnie wysokie podatki w stosunku do tych najbiedniejszych. Od zwykłego podatku dochodowego stosunkowo łatwo im dziś uciec.

Jeśli ktoś kiedyś wprowadziłby w naszym kraju podatek majątkowy, to taki system także musiałby mieć wyłączenia czyli ulgi. Trudno sobie wyobrazić, że, np. emerytka płaci podatek od swojego mieszkania. Odnosząc się do optymalizacji, to stosowanie jej, zwłaszcza przez duże firmy z wykorzystaniem najlepszych kancelarii prawniczych, jest po prostu niemoralne. Ubolewam nad tym, że takie działania nie są przez opinię publiczną w naszym kraju w wystarczającym stopniu piętnowane. Media powinny być tu sprzymierzeńcem Ministra Finansów, promując raczej uczciwe prowadzenie biznesu niż krytykując tzw. klauzulę obejścia prawa, zgodnie z którą fiskus mógłby kwestionować transakcje, jeśli służą one jedynie zmniejszeniu zobowiązań podatkowych.

A co z inną zasadą, czyli rozstrzygania wątpliwości na rzecz podatnika – znajdzie się w tej nowelizacji?

W rządowej wersji jej nie było. Była w projekcie prezydenckim. Nad tymi ustawami władztwo ma dzisiaj Sejm, więc posłowie mogą wprowadzić zmiany, tym bardziej, że zasada in dubio pro tributario jest bliska pani premier. Ministerstwo Finansów nie ma nic przeciwko tej zasadzie, tylko nie chcieliśmy, aby była wpisana i stosowana w oderwaniu od innych przepisów. Dlatego uznaliśmy, że zasada ta pojawi się dopiero w nowej ordynacji i będzie elementem spójnej całości.

A co z VAT-em? Jest szansa na wcześniejszą obniżkę stawek?

To jest jedna z rzeczy, o których rozmawiamy. Nie można zrobić wszystkiego naraz. To, że mamy zdjętą procedurę nadmiernego deficytu, nie znaczy, że mamy nieograniczone środki. Trzeba zważyć, ile kosztuje powrót do 22-proc. VAT, ile będzie kosztowała podwyżka zamrożonych od kilku lat płac w sferze budżetowej, a ile pozostałe elementy naszego programu. Trzeba wziąć także pod uwagę konsekwencje tych zmian dla całej gospodarki. Dopiero taka pogłębiona analiza pozwoli podjąć najlepsze i odpowiedzialne decyzje.

Czy krystalizuje się jakaś lista priorytetów, co jest na pierwszym miejscu?

Za wcześnie, by o tym mówić, ale decyzje podejmiemy wkrótce, bo przecież będziemy konstruować budżet, który do 30 września musi znaleźć się w Sejmie. Na naszej liście nie zabraknie też rozwiązań, które nie absorbując pieniędzy podatnika, polepszają jego życie.