Szkoły wciąż nie są wystarczająco przygotowane do prowadzenia zajęć sportowych. Nie zapewniają też odpowiednich warunków do przechowywania przyborów szkolnych, choć mają taki obowiązek – wynika z najnowszego opracowania głównego inspektora sanitarnego oceniającego stan sanitarny placówek edukacyjnych, którego treść poznał DGP.

Lekcje wychowania fizycznego na wąskich korytarzach to obraz zajęć znany w polskich szkołach od wielu lat. Co więcej – nie ulega zmianie. Powód ciągle jest ten sam – brak infrastruktury sportowej.

Tylko 6,6 tys. placówek edukacyjnych ma dostęp do pełnego zaplecza sportowego. Z analiz inspektorów sanitarnych wynika też, że w ponad 1,2 tys. szkół nie ma w ogóle zaplecza sportowego. Niezależnie od infrastruktury w 1,2 tys. szkół lekcje WF odbywały się na korytarzu szkolnym. Ponadto zdarza się, że szkoła ma tylko boisko, ale nie ma sali gimnastycznej, i na odwrót. Sytuacja nie poprawiła się od zeszłego roku, co można tłumaczyć brakiem pieniędzy w samorządach (inwestycje musi zatwierdzić gmina).

Problemem jest również higiena. Tylko w 296 szkołach z przebadanych przez GIS uczniowie korzystali z natrysków po każdych zajęciach sportowych. W 1,3 tys. robili to sporadycznie. W 2 tys. szkół nie były one natomiast używane. Jednym z powodów, jak przekonuje Monika Karczmarek, kierownik oddziału higieny dzieci i młodzieży w śląskim sanepidzie, są zbyt krótkie przerwy.

Z wojewódzkich sprawozdań wynika, że długość przerw pozostawia wiele do życzenia. I tak np. kontrolerzy dolnośląscy podkreślają, że choć „w celu zapewnienia higienicznych warunków odpoczynku zniwelowano 5-minutowe przerwy, zamieniając je na 10-minutowe, to jednak często brakuje tych 20-minutowych”. Te ostatnie pozwalają z jednej strony na mycie się po WF, ale także zjedzenie obiadu. Na podobne problemy zwracają uwagę też inni wojewódzcy inspektorzy.

Kolejnym problemem jest również brak szafek. W trosce o stan zdrowia uczniów (codzienne noszenie ciężkich plecaków i tornistrów może prowadzić do stałego skrzywienia kręgosłupa) wprowadzono obowiązek: szkoła musi zapewnić miejsca na zostawienie podręczników i przyborów szkolnych. Tymczasem wyniki kontroli sanepidu nie są zadowalające. „Z tego obowiązku w pełni wywiązało się ogółem 16 241 przebadanych szkół, czyli 50 proc.” – piszą autorzy ogólnopolskiego raportu.

Jak tłumaczy Magdalena Mieszkowska, rzecznik wrocławskiej stacji, to także efekt niedostosowanego systemu edukacji. – W polskim systemie uczniowie otrzymują dodatkowe prace do domu, czyli i tak muszą brać ze sobą ćwiczenia, po lekcjach muszą też uczyć się z podręczników. Zdarza się, że rodzice kupują dwa zestawy, ale nie każdego na to stać – mówi Mieszkowska.

Z kolei Monika Karczmarek dodaje, że w części budynków nie ma miejsca, w którym można by ustawić potrzebne szafki. – Na przykład korytarz musi mieć określoną szerokość. Wstawienie szafki zagroziłoby więc w wielu przypadkach bezpieczeństwu uczniów – opisuje.

Kolejnym kłopotem, z którym nadal boryka się część szkół, są warunki sanitarno-higieniczne. Choć dotyczy to niewielkiego procentu, a stan się poprawia – nadal zdarzają się placówki, w których brakuje papieru toaletowego albo mydła. – Papier u woźnej – takie zasady nadal działają w niektórych szkołach.

Jak komentuje Mieszkowska, jeszcze kilka lat temu na terenach wiejskich toalety były w budkach na zewnątrz, teraz ich kontrolerzy na takie nie natrafiają. Jednak nadal w 164 przebadanych szkołach nie było ciepłej wody.

>>> Czytaj też: W polskiej szkole bez zmian: burkliwe woźne, obskurne szatnie i biurokracja

– To powinno być już standardem – mówi Karczmarek.

Czasem wiąże się to z wymianą całej infrastruktury i dużym wydatkiem.

Wiele szkół jest zdania, że można poprawić stan sanitarny placówek, nie czekając na pieniądze z gminy. – Bierzemy udział w projektach obywatelskich. Teraz mamy zamiar startować w kolejnym. Dzięki temu udało nam się wyremontować wszystkie łazienki, sale gimnastyczną oraz boiska. Możemy też pochwalić się dwoma placami zabaw dla najmłodszych dzieci – informuje Mariola Wolska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 21 w Gdyni.

Jeszcze innym kłopotem, na który zwracają uwagę inspektorzy, jest „nieergonomiczny sprzęt”. Szczególnie w szkołach podstawowych zdarza się, że np. ławki nie są dostosowane do wzrostu uczniów. Meble natomiast nie mają wymaganych certyfikatów.

Polskie szkoły walczą też z wszawicą. Choć sanepid nie musi monitorować sytuacji, w raporcie śląskiego inspektora autorzy podkreślają, że „pogłębiającym się problemem o charakterze higienicznym w placówkach oświatowo-wychowawczych był wzrost przypadków wszawicy”. W związku ze zmianą kwalifikacji medycznej wszawicy (zaliczanej obecnie do grupy inwazji pasożytami zewnętrznymi) i możliwości skutecznej walki z tym problemem przez organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej przekazywano placówkom stanowisko GIS oraz rekomendacje śląskiego państwowego wojewódzkiego inspektora.

W 2014 r. pod nadzorem GIS było ponad 43 tys. placówek przeznaczonych dla dzieci i młodzieży. W tym m.in. placówki edukacyjne (przedszkola i szkoły), opiekuńczo-wychowawcze (m.in. żłobki i domy dziecka) i inne, np. bursy i internaty, domy studenckie oraz ośrodki specjalne.

Inspektorzy skontrolowali ponad 32 tys. z nich pod względem spełniania przez nie warunków sanitarno-higienicznych. Pod względem spełniania warunków do prowadzenia zajęć wychowania fizycznego przebadano natomiast 15,9 tys. placówek.