Za chwilę koniec kadencji, jakie ustawy dotyczące bezpieczeństwa klientów mają priorytet?

Tych ustaw jest wiele, bo właśnie teraz dobiega końca długi, często kilkuletni proces konsultacji i uzgodnień projektów ustaw regulujących rynek finansowy, na który po światowym kryzysie regulatorzy i nadzorujący patrzą ostrzej, bez taryfy ulgowej. Najbardziej zależy nam na czterech ustawach: o reklamacjach i rzeczniku finansowym, o działalności ubezpieczeniowej, o bankowym tytule egzekucyjnym i na ustawie prawo bankowe, która potocznie nazywana jest antylichwiarską. To ustawy, które muszą być uchwalone.

Muszą to jedno, ale czy zostaną?

Na pewno pierwsze, co zrobię, składając gratulacje nowej Marszałek Sejmu to poproszę ją, aby harmonogram prac parlamentu pozwolił zakończyć procedowanie tych projektów. Zawarte w nich rozwiązania zwiększą bezpieczeństwo klientów instytucji finansowych oraz ich depozytów. Więc jeśli będzie taka potrzeba, to jestem przekonana, że parlamentarzyści zgodzą się skrócić swoje wakacje. Zbliża się koniec kadencji, mamy zasadę dyskontynuacji, a skoro są projekty ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa obywateli, to mamy obowiązek je uchwalić. Taka jest rola posłów. 

>>> Czytaj też: Polska pójdzie w ślady Węgier? PiS chce opodatkować banki i supermarkety

Które z tych rozwiązań, mogą służyć frankowiczom?

Mamy projekt poselski ustawy o reklamacjach i rzeczniku finansowym. Chcemy, by był on wyposażony w takie instrumenty jak brytyjski Financial Ombudsman, by mógł nakładać kary na instytucje finansowe i miał wobec nich silną pozycję. Aby wzmocnić pozycję klienta, proponujemy w sprawach spornych mediacje, które byłyby nie tylko obligatoryjne, ale także wiążące. W takim przypadku instytucja oczywiście mogłaby odwołać się do sądu, ale to ona musiałaby udowodnić, że racje są po jej stronie. To instytucje finansowe mają silniejszą pozycję niż klient i taka zasada jest sprawiedliwa. Ta ustawa to na pewno oferta dla frankowiczów.

Dla wszystkich?

Nie można wszystkich frankowiczów wrzucić do jednego worka. Są tacy, którzy doskonale wiedzieli o ryzyku walutowym i podejmowali rodzaj decyzji inwestycyjnej, na której można zarobić, ale można też stracić. Ci, którzy mieli dużą zdolność kredytową i mogli wybrać, czy chcą kredyt w złotówkach czy we frankach, nie są w dramatycznie innej sytuacji niż kredytobiorcy złotówkowi, którzy płacili wyższe marże i odsetki. Dlaczego mamy pomagać akurat jednym, a nie drugim, kredyt mieszkaniowy dla każdego jest znaczącym obciążeniem budżetu domowego. W bardzo złej sytuacji są natomiast ci kredytobiorcy, którzy mogli wziąć kredyt tylko we frankach, bo nie mieli zdolności kredytowej na złotówkowy. W mojej ocenie, każdy bank, który udzielał kredytów denominowanych/indeksowanych we franku szwajcarskim takim kredytobiorcom, powinien współodpowiadać za te ryzykowne decyzje i ponosić ich koszty.

A w czym pomoże rzecznik?

On może przeanalizować każdą decyzję, może wrócić do kryteriów jej przyznania, zbadać zdolność kredytową klienta banku w momencie udzielania kredytu. Tak należy działać, badając każdą sytuację indywidulanie, a nie wprowadzając specustawy. A już ktoś, kto obiecuje przewalutowanie kredytu po kursie z dnia podpisania umowy, jest nieodpowiedzialny i obiecuje gruszki na wierzbie.Poza tym to byłoby rozwiązanie krzywdzące dla tych osób, które płaciły droższe raty w złotówkach albo w ogóle nie kupiły mieszkania na kredyt, obawiając się zbytniego ryzyka. 

>>> Czytaj też: Polska ziemią obiecaną inwestorów. Jesteśmy w światowej czołówce

A co z ustawą antylichwiarską?

To ustawa, która reguluje rynek firm pożyczkowych. Wzmacniamy kompetencje KNF, która będzie mogła prowadzić postępowania wyjaśniające wobec tych firm, jednocześnie ograniczamy całkowity koszt kredytu konsumenckiego. Dziś mamy maksymalny wymiar kosztów odsetkowych kredytu, ale te regulacje są "obchodzone" przez różne opłaty dodatkowe. Ustawa wprowadzana limity na koszty odsetkowe i pozaodsetkowe. Prace nad nią trwały długo, bo są różne modele biznesowe w tej branży i trudno było je pogodzić, tzn. wprowadzić ograniczenia w faktycznych kosztach kredytu chroniące klientów, ale nie zlikwidować tego rodzaju działalności w ogóle, bo to nie tylko miejsca pracy, ale także często jedyna szansa na kredyt dla osób, które w banku go nie dostaną. To, co także ważne w tej ustawie, to podwyższenie sankcji karnych za prowadzenie działalności bankowej bez zezwolenia.

Czy jeśli ta ustawa wejdzie w życie to sytuacje takie, z jakimi mieliśmy do czynienia przy okazji masowych oszustw Finroyal czy Amber Gold, które ogłaszały się w całej Polsce już by się nie powtórzyły?

Wydaje się, że to będzie niemożliwe, bo inne, szersze uprawnienia będzie miała Komisja Nadzoru Finansowego. Oczywiście, jeśli chodzi o pomysłowość przestępców to cały świat goni króliczka, więc niezwykle ważna jest tu ostrożność klientów. Dlatego też tak duże znaczenie przywiązujemy do edukacji finansowej, ale nic nie zastąpi rozsądku, który powinien cechować każdą naszą decyzję finansową.

A jak się Pani odniesie do sugestii, że tzw. ustawa antylichwiarska jest pisana pod Providenta?

Mówiłam o tym już z mównicy sejmowej, takie stwierdzenia z ust posłów są niegodne i skierowałam sprawę do sejmowej komisji etyki. Pracowaliśmy dwa lata nad ustawą i to były prace całkowicie transparentne. Z Providentem spotkaliśmy się tylko raz w Sejmie zresztą na zaproszenie posła PiS Maksa Kraczkowskiego. Takie zarzuty to bzdura. W projekcie wprowadzamy zasadę, że jeśli jakaś czynność jest niezbędna do zawarcia umowy kredytu w danej firmie, to opłata za nią musi mieścić się w limicie. Pojawiły się głosy, że Provident tak prowadzi swój biznes, że wizyty domowe jego przedstawicieli, tylko pozornie są opcjonalne. Jeśli tak jest, to w trakcie prac nad ustawą w sejmie posłowie doprecyzują przepisy w taki sposób, aby nie pozwalały na nieuczciwe zachowania. Po to są prace nad ustawą w sejmie, żeby prawo było jak najlepsze, a mówienie o pisaniu ustawy pod jakąś firmę to po prostu pomówienie.

A dwie pozostałe ustawy?

Celem zmian prawa ubezpieczeniowego jest wzmocnienie ochrony klientów. Nie może być powtórki z polisolokat, a ich posiadacze powinni mieć możliwość rozwiązania umowy w uczciwy sposób. Ustawa zobowiązuje zakłady ubezpieczeniowe do zrobienia analizy potrzeb klienta, bo każdy z nich jest inny, dlatego ubezpieczyciel powinien zbadać jego sytuację i na dwóch kartkach opisać proponowany mu produkt, przede wszystkim, ile zapłaci, co może zyskać, ale też ile stracić. Dopiero potem będzie można podpisać umowę. Po otrzymaniu pierwszej informacji o wynikach inwestycyjnych (zwykle po roku)klient będzie mógł rozwiązać umowę, nie ponosząc strat wyższych niż 4% wpłaconych składek. Priorytetem dla Platformy Obywatelskiej jest także zmiana przepisów dotyczących bankowego tytułu egzekucyjnego. Posłowie opozycji myślą, że jak usuną bankowy tytuł egzekucyjny z ustawy, to banki z niego zrezygnują, gdy tymczasem tytuł, na mocy art. 777 Kpc zostanie, a różnica będzie tylko w cenie dla klienta, będzie on znacząco droższy dla kredytobiorcy. Już dzisiaj banki postępują tak, jakby bte nie było: wymagają jako warunku zawarcia kredytu oświadczenia w postaci aktu notarialnego o dobrowolnym poddaniu się egzekucji bankowej. Czyli bank i tak ma tytuł egzekucyjny, a przy okazji zarobi notariusz. Rząd proponuje, aby bank - zanim sięgnie po bte - musiał podjąć z klientem dialog, zaproponować restrukturyzację zadłużenia, np. terminowe zawieszenie rat, dłuższy okres spłaty. W ostateczności, gdy nie będzie szansy na spłatę kredytu, klient będzie mógł sprzedać swoją nieruchomość i dopiero rozliczyć się z bankiem. Te wszystkie rozwiązania mają prokonsumencki charakter i zdecydowanie poprawią pozycję klienta na rynku usług finansowych.