Google i Apple zaciekle rywalizują o klientów, a polem konfrontacji może być wszystko, nie tylko usługa streamingu muzyki czy udostępniania newsów.

Sednem rywalizacji nie jest samo kopiowanie, ale posunięcia biznesowe zmierzające do tego, by zatrzymać klienta, użytkownika w danym ekosystemie. Dlatego nie tylko Google i Apple tworzą zbiór produktów i usług, by wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy z raz zdobytego klienta. Każdy, kto raz wdepnie w dany ekosystem, ma stać się niewolnikiem produktów. Na przykład u Apple wtyczki i kable muszą być białe. Inne, niekompatybilne. Ma być klientem obojętnie czy z powodu emocji i przyjemności, jaką dają produkty i usługi (design Apple), czy wygody (wyszukiwarka Google).

To gra o wielkie pieniądze. Apple warty jest ok. 760 mld dol., prawie dwukrotnie więcej od Google. Amerykańskie koncerny dosłownie śpią na pieniądzach. I ciągle inwestują.

Miesiąc temu felietonista Bloomberga rzucił pomysł, że skoro firma Apple ma duże zapasy gotówki, to może mogłaby kupić... Grecję. Coś w tym pomyśle jest. Przynajmniej jeden poważny problem Unii Europejskiej zostałby rozwiązany. A turyści jeździliby na wakacje do Apple/Grecji. A wtedy klienci Apple mieliby rabat?

>>> Polecamy: Już niedługo zamieszkamy w miastach rządzonych przez Google’a?