Grecja nie dogadała się z wierzycielami. Ciężko się temu dziwić, skoro pozycja negocjacyjna Tsiprasa brzmiała w skrócie “zapłaćcie za nas jeszcze raz”. Wzbogacana była frazesami o trudach, solidarności i jedności. Proces odmawiania sfinansowania ponownie czyjejś rozrzutności trwał na tyle długo, że rynki zdążyły się już na jego efekty przygotować. Nie dziwi zatem fakt, że w porównaniu do tego, co się działo po decyzji Banku Narodowego Szwajcarii, obecnie mamy wręcz spokój na rynkach. Pokazuje to dobitnie, że nawet bardzo zła wiadomość “sprzedana” z wyprzedzeniem, powoduje mniejsze zamieszanie niż niespodzianki. Rynki lubią spokój i nie lubią być zaskakiwane.

Jak zatem zareagowały rynki walutowe? Początkowo wyglądało to groźnie. Frank dotarł do 4,08 zł jednakże od rana spada i obecnie spadł już do 4,03 zł. Mimo zapowiadanej paniki kredytobiorcy frankowi stracili “zaledwie” 1%. Biorąc pod uwagę, że pamiętny styczniowy dzień kosztował ich niemal 20% nie jest to tragedia. W tym wypadku jednak nie należy spodziewać się spadku stóp procentowych. Euro wzrosło niewiele, po czym podobnie jak frank, cofnęło się. Dużo zyskał funt, będący oprócz franka alternatywą dla euro na ciężkie czasy w Europie. Rano był droższy o 10 groszy niż na piątkowym zamknięciu. Obecnie połowa tego ruchu została już skorygowana. Wygląda na to, że wszyscy byli na taki rozwój sytuacji przygotowani, a w nocy jak ruszyły notowania przy małej licznie ofert inwestorzy woleli chuchać na zimne i uciec z niepewnej pozycji.

Zamknięte banki studzą rynek

Sytuacje dodatkowo stabilizuje zamknięcie banków w Grecji oraz dzienny limit wypłat z bankomatu wynoszący zaledwie 60 euro. Działania te mają na celu ograniczyć rajd, który powoli zaczynał się na banki. Obywatele boją się, że na obowiązkowym przewalutowaniu euro na drahmę stracą sporą część oszczędności. Do takiego ruchu wcale nie musi dojść, ale coraz więcej mówi się o takim scenariuszu jako jedynej drodze wyjścia z obecnego kryzysu. Komentatorzy zwracają również uwagę na możliwość powtórki z Cypru. Tam co prawda genezą problemu był kryzys sektora bankowego, ale greckie finanse są bardzo zamglone i nie wiadomo jakie trupy pochowane są w szafach tamtejszych banków.

Nadchodzące dni pokażą nam co się tak naprawdę dzieje, ale już widać, że rynki nie zostały zaskoczone takim scenariuszem. W związku z tym najczarniejsze scenariusze stają się mniej prawdopodobne niż jeszcze kilka dni temu. Nie zmienia to faktu, że mamy ciekawe czasy na rynkach.