Nowelizacja prawa, która weszła w życie w środę, przedawnia zarzuty w przyszłym roku w lipcu dlatego prokuratura wniosła o jej umorzenie. 310 tomów akt w ubiegłym roku zostało przekazanych do sądu w Kaliszu.

Oskarżony żałuje, że nie będzie mógł dowieść swojej niewinności. Gąsiorowski twierdzi, że środki z Art.B. wróciły do firmy i byłby w stanie to udowodnić.

Nowelizacja kodeksu karnego sprawiła, że zarzuty stawiane przez śledczych Andrzejowi Gąsiorowskiemu przedawniają się po 20, a nie 25 latach. Sąd nie miał szans na przeprowadzenie postępowania w rok. Tym bardziej, że obok obszernego materiału miał do przesłuchania kilkudziesięciu świadków, w tym kilku mieszkających za granicą.

Prokurator Mirosław Augustyniak z prokuratury okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim mówi, że wraz z nowelizacją postępowania karnego musiano złożyć wniosek o umorzenie postępowania.

Andrzej Gąsiorowski twierdzi, że stał się ofiarą polskiego systemu sprawiedliwości. Tłumaczył dziś dziennikarzom w sądzie, że najpierw uruchomiono przeciwko niemu służby specjalne, a dopiero później jego sprawą zajęli się prokuratorzy. Zdaniem Gąsiorowskiego nie jest to normalny tryb postępowania w demokratycznym państwie.

Art. B. powstało w 1989 roku. Według śledczych Andrzej Gąsiorowski i Bogusław Bagsik, wykorzystując tzw. oscylator, wielokrotnie oprocentowywali w bankach tę samą wpłatę. W ten sposób oszukali system bankowy na 4,2 biliony starych złotych. Proceder wyszedł na jaw w 1991 roku. Wtedy wspólnicy uciekli do Izraela. Bagsik w 1994 roku został zatrzymany i skazany na 9 lat pozbawienia wolności. Andrzej Gąsiorowski do Polski wrócił po 23 latach i wtedy usłyszał zarzuty. Kara za przywłaszczenie ponad 70 milionów nowych złotych ominie biznesmena.

>>> Czytaj też: Szykuje się wielka inwestycja motoryzacyjna. Polska i Słowacja w grze o fabrykę wartą 7 mld zł