Analityk ING TFI Paweł Cymcyk uważa, że spadki na chińskiej giełdzie mogą przełożyć się na światową gospodarkę. Ich dynamika przypomina spadki na amerykańskiej giełdzie z 1929 roku rozpoczęły one wielki kryzys. Rozmówca IAR zwraca uwagę, że w ciągu 86 lat, które minęły od tamtego czasu podejście inwestorów nie zmieniło się. Zdaniem eksperta, sytuacja w Szanghaju może mieć wpływ na inne rynki, jeżeli okaże się, że zagraniczni inwestorzy zaangażowali tam duże pieniądze. Paweł Cymcyk dodaje, że na razie oczy zwrócone są na problemy Grecji.

Analityk powiedział IAR, że wcześniejsze wzrosty miały ekonomiczne uzasadnienie. Chińscy inwestorzy, którzy zarabiali na nieruchomościach zaangażowali swoje pieniądze w giełdę. Przybyło także nowych inwestorów. Paweł Cymcyk dodaje, że w niektórych tygodniach w Chinach przybywało po 4 miliony rachunków maklerskich. Według eksperta, jedną z przyczyn wzrostów na chińskiej giełdzie była też psychologia. Rosnące indeksy przyciągały coraz więcej pieniędzy zwykłych Chińczyków.

Paweł Cymcyk wyjaśnia, że tamtejsza administracja zablokowała handel niektórymi spółkami, co w długim terminie może zniechęcić inwestorów do szanghajskiego parkietu.

>>> Czytaj też: Wyprzedaż na azjatyckich giełdach. Grecja ciągnie w dół indeksy