W zeszłym tygodniu węgierski parlament zatwierdził projekt ustawy zmieniający przepisy azylowe. Według nowego prawa, przyspieszeniu ulegną procedury pomagające w odsyłaniu imigrantów trafiających nad Dunaj. Dzięki zmianom w przepisach, rząd otrzymał ponadto mandat do wzniesienia ogrodzenia na granicy węgiersko-serbskiej. Wysoka na cztery metry druciana ściana miałaby - zdaniem Fideszu - powstrzymać nielegalny przepływ imigrantów na 175-kilometrowej granicy między dwoma państwami.

>>> Czytaj też: Węgry zbudują czterometrowy mur na granicy z Serbią. "Musimy bronić się przed imigrantami"

Szef demokratów, Csoba Molnar wskazał, że 67 procent Węgrów uważa ogrodzenie za nieskuteczny sposób walki z napływem imigrantów. Przypomniał ponadto wypowiedź ministra spraw wewnętrznych tłumaczącego, że 98 procent nielegalnych uchodźców udaje się zatrzymać na samej granicy. Niepotrzebne jest do tego żadne ogrodzenie.

Zdaniem zielonych liberałów z Dialogu na rzecz Węgier, konstrukcja ogrodzenia oznacza stawianie "nowej żelaznej kurtyny". Jak podkreślają, koszty budowy szacowane na 113 milionów euro, mogłyby być przeznaczone na walkę z ubóstwem oraz wzrost wynagrodzenia dla nauczycieli, sektora społecznego oraz pracowników służby zdrowia. Członkowie Dialogu wezwali rząd do natychmiastowego zaprzestania budowy.

Minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto tłumaczył na konferencji prasowej, że konstrukcja tymczasowego ogrodzenia wynika z ogromnej liczby nielegalnych imigrantów napływających w zatrważającym tempie nad Dunaj. Dodał, że od początku roku węgierską granicę przekroczyło ponad 78 tysięcy osób. Większość z nich przybyła z Serbii, dlatego konstrukcja ogrodzenia to, jego zdaniem, dobra decyzja rządu. Szef resortu dyplomacji wskazał również na brak wspólnej europejskiej polityki migracyjnej. Dzięki niej łatwiej byłoby rozwiązać węgierski problem.

>>> Polecamy: Wielki mur węgierski. Świat buduje wokół siebie twierdze