Sytuacja największych wydobywców złota jest nie do pozazdroszczenia. Obecnie zmagają się oni z rekordowymi spadkami ceny surowca. Jednocześnie muszą wygospodarować wystarczającą ilość gotówki, aby spłacać długi zaciągnięte w czasie 12-letniej hossy, która zakończyła się w 2011 roku.

Dramatyczna sytuacja branży jest widoczna również na rynkach. Indeks 30 najważniejszych metali szlachetnych znajduje się obecnie na najniższym poziomie od 2011 roku, kiedy to za uncję złota należało zapłacić jedynie 1/4 jej obecnej wartości (aktualnie jest to 1094,40$).

- Branża znajduje się obecnie w szokującym stanie – mówi Mark Bristow, szef Randgold Resources Ltd., firmy wydobywczej, której akcje w ostatnich latach radziły sobie najlepiej w całej branży. Każdy nadal koncentruje się przede wszystkim na produkcji, a nie na rentowności - dodaje.

Bristow podkreśla, że globalny wzrost produkcji jeszcze bardziej pogłębił nadpodaż, która sprawia, że cenowe ożywienie na rynku złota jest zdecydowanie trudniejsze do osiągnięcia.

Dług 15 największych producentów złota osiągnął w pierwszym kwartale br. rekordową wartość 31,5 mld dolarów. Zgodnie z danymi Bloomberg Intelligence, jeszcze w 2005 roku było to „zaledwie” 2 mld dolarów.

Gigantyczne pożyczki firm wydobywczych związane było z wielkimi inwestycjami, które napędzała 12-letnia hossa. Barrick Gold Corp. zaciągnął 8,5 mld dolarów kredytu na budowę kopalni w Andach. Z kolei Kinross Gold Corp. pożyczył 6,3 mld dolarów na poszukiwania złota w Mauretanii.

Tylko w ciągu ostatniej dekady globalny wolumen wydobycia złota zwiększył się o 24 procent, osiągając w ubiegłym roku 3114 ton metrycznych.

- Cała branża jest zachęcana do tego, aby wciąż żyć nadzieją – mówi Bristow. Pytanie jak wiele przepływów pieniężnych potrzeba, aby wymazać taki dług? Nie pozostało już praktycznie nic, co pozwoliłoby stworzyć jakąkolwiek wartość dla akcjonariuszy - podkreśla.