Co chciały osiągnąć NATO i Rosja, przeprowadzając w ciągu ostatniego roku manewry wojskowe na wielką skalę? Autorzy opublikowanego w środę raportu  ignorują oficjalne wyjaśnienia, i na podstawie analizy ruchów jednostek wojskowych podczas manewrów, stwierdzają, że każda ze stron przygotowywała się do inwazji tej drugiej.

Nie powinno to być jednak zbyt niepokojące – sprawdzanie różnych możliwości nie oznacza, że określone działania są planowane lub nieuniknione, ale wciąż ryzyko eskalacji jest duże.

Rosyjskie ćwiczenia wojskowe z marca 2015 roku, w których wzięło udział 80 tys. żołnierzy, 65 statków i 220 samolotów, polegały na testowaniu rosyjskiej odpowiedzi na potencjalny atak NATO: od Arktyki po Pacyfik, z wyeksponowanym Płw. Krymskim i Obwodem Kaliningradzkim, a także od strony rosyjskiej granicy z Łotwą i Estonią.

Z kolei natowskie manewry z czerwca były znacznie mniejsze – brało w nich udział „zaledwie” 15 tys. personelu. Podczas tych ćwiczeń Sojusz sprawdzał swoje możliwości w zakresie szybkiego transportu swoich wojsk i wyposażenia na wschód, aby powstrzymać potencjalny atak hybrydowy na państwa bałtyckie i Polskę. Think-tank European Leadership Network przyjrzał się obu manewrom i zbadał ich charakter.

Zarówno manewry Rosji jak i NATO były ćwiczeniami obronnymi. NATO mogło słusznie zakładać, że Rosja mogła ćwiczyć atak na Estonię, który pociągnąłby za sobą reakcję militarną NATO.

Władimir Putin z kolei obawia się „kolorowej rewolucji” w ukraińskim stylu, która mogłaby wybuchnąć w Rosji. Rosyjski prezydent może postrzegać wybuch społecznego niezadowolenia jako broń USA skierowaną przeciw Rosji. Co więcej, w opinii Kremla oddolna rewolucja mogłaby być wstępem do uderzenia ze strony NATO.

Ofensywa i defensywa to kwestia percepcji. Nikita Chruszczow podczas kryzysu kubańskiego w październiku 1962 roku napisał w liście do Johna F. Kennedy’ego: „Dostarczyliśmy Kubie środków defensywnych, które wy opisywaliście jako środki ofensywne”.

European Leadership Network rekomenduje w związku z tym, aby dwie strony stworzyły jaśniejsze kanały komunikacji oraz zmniejszyły skalę manewrów, co zredukowałoby ryzyko. „Problem leży w wytworzonej dynamice. Wszystko co robisz, ma swoją reakcję” – komentuje Ian Kearns, dyrektor European Leadership Network

Co więcej, autorzy raportu uważają, że NATO i Rosja powinny dążyć do wypracowania nowego porozumienia na kształt Traktatu o konwencjonalnych siłach zbrojnych w Europie z 1990 roku, które regulowałoby, co wolno każdej ze stron. Byłoby to jednocześnie ramą do wzajemnej weryfikacji działań obu stron.

Prawdopodobnie jednak jest to nieosiągalne. Już sam Traktat z 1990 roku napotkał na wiele problemów. Negocjowane pod koniec zimnej wojny, miało jakikolwiek efekt tylko po upadku Układu Warszawskiego. W kwietniu, ze względu na działania Rosji, porozumienie się załamało. Powodem tego stanu rzeczy był fakt, że nie istniało wspólne rozumienie tego, czym jest pozimnowojnenny świat, oraz gdzie znajdują się linie frontu pomiędzy NATO a Rosją. Pomogłoby to rozstrzygnąć, czy określony ruch wojsk należy do działań defensywnych, czy ofensywnych. Państwa postsowieckie tworzą dziś szarą strefę pomiędzy Rosją a NATO sprawiając jednocześnie, że niemożliwe jest porozumienie w kwestii rozmieszczenia broni.

Właśnie to uniemożliwiło w 1999 roku zmianę traktatu o siłach konwencjonalnych. NATO nigdy nie ratyfikowało nowego dokumentu, ponieważ Sojusz chciał, aby to Rosja najpierw wycofała swoje wojska z terytoriów, z których Moskwa pomagała prorosyjskim separatystom w Mołdawii i Gruzji.

Rosja z kolei uważała, że miała prawo zatrzymać swoje siły tam, gdzie się znajdowały, ponieważ lokalni przywódcy poprosili Moskwę o ochronę. NATO postrzegało rosyjskie siły jako agresywne i nielegalnie okupujące dane terytoria, które to siły miały destabilizować Mołdawię i Gruzję. W tej sytuacji porozumienie było niemożliwe.

Jakkolwiek wysiłek, aby negocjować dziś kolejne porozumienie w sprawie relokacji wojsk stałby się jeszcze trudniejszy niż wcześniej. Rosja bowiem utrzymuje tysiące żołnierzy na Krymie, który stał się przedmiotem rosyjskiej aneksji. Co więcej, Moskwa rości sobie prawo do utrzymywania na Półwyspie Krymskim swoich sił nuklearnych. Trudno sobie wyobrazić, aby NATO mogło zaakceptować jakiekolwiek z tych działań i żądań. Dodatkowo Rosja wysłała duże ilości wojski i sprzętu na wschodnią Ukrainę, gdzie toczy się wojna, a jednocześnie Moskwa zaprzecza, że jest tam obecna.

Jeśli doświadczamy waśnie początku nowej zimnej wojny, to będzie ona odmienna od ostatniej. Tak jak w latach 1940-1960, gdy strefy wpływów i kontroli nie były jeszcze ustalone, najniebezpieczniejszy będzie pat pomiędzy potęgami atomowymi. Upłynie jeszcze sporo czasu, zanim będą możliwe nowe porozumienia.

>>> Czytaj też: Putin ma jeszcze trzy lata. Rezerwy walutowe Rosji mogą zniknąć w 2018 roku