Po kilku latach przerwy hossa wróciła na rynek nowych mieszkań. Deweloperzy co prawda od półtora roku biją historyczne rekordy sprzedaży – w 2014 r. w największych aglomeracjach (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Łódź) sprzedali 43 tys. mieszkań, a do połowy 2015 r. już ponad 24 tys., jednak ceny zachowują się znacznie spokojniej. Od początku ubiegłego roku w wymienionych miastach wzrosły średnio o zaledwie 1,7 proc.

– W Warszawie, Poznaniu, Szczecinie i we Wrocławiu popyt na mieszkania utrzymuje się na wysokim poziomie. Jednocześnie oferta deweloperów jest duża. Te dwa czynniki równoważą się i ceny mieszkań utrzymują się na stabilnych poziomach – wskazuje Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży Ronson Development, jednego z krajowych deweloperów. Rozmówcy DGP zwracają uwagę, że w poprzednim boomie większość kupowanych lokali znajdowała się na etapie dziury w ziemi. Spółki mocno ze sobą rywalizują, a to powoduje, że próby znaczącego podnoszenia cen to prosta droga do pchnięcia kupujących w ramiona konkurencji.

Hossa jak na razie omija rynek wtórny, z którym deweloperzy wygrywają m.in. lepszym dopasowaniem lokali do potrzeb kupujących i mniejszymi kosztami transakcji, które nie wymagają płacenia podatku od czynności cywilnoprawnych w wysokości 2 proc. wartości. Niedługo jednak mieszkania używane będzie można kupić z rządowymi dopłatami w programie Mieszkanie dla Młodych, co powinno ożywić ten segment nieruchomości.