Dzisiaj jednak atmosfera uległa poprawie i zobaczyć mogliśmy odreagowanie.

Sygnał do wzrostu wysłała Wall Street, która podczas wczorajszej sesji zamieniła jednoprocentowe spadki na niewielkie zwyżki. Ten powrót byków na amerykański parkiet znalazł dzisiaj o poranku swoje uzasadnienie w działaniach władz monetarnych Państwa Środka mających na celu wyhamowanie tempa osłabiania się juana. Wszystko to doprowadziło do wzrostów cen akcji w Azji i pomogło dobrze rozpocząć sesję na Starym Kontynencie. Tym samym większość parkietów dzień otworzyła zwyżkami niwelującym część wczorajszych pokaźnych strat. W Europie najsilniej rosły akcje spółek najbardziej poturbowanych w ostatnich dwóch dniach, czyli producentów samochodów i dóbr luksusowych. W Polsce z kolei pozytywnie wyróżniały się banki. Ciężko jednoznacznie wskazać przyczynę lepszej postawy sektora finansowego, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że rozpoczęła się walka o ostateczny kształt ustawy o restrukturyzacji kredytów walutowych. Przykładowo ZBP dąży do spotkania w palącej sprawie z szefami klubów parlamentarnych oraz prezydentem. Z kolei nowy prezydent w wywiadzie dla gazety „Fakt” powiedział, że nie wie jeszcze, jaki będzie ostateczny kształt ustawy i że każde rozwiązanie wyrównujące szanse między bankami a kredytobiorcami jest dobre. Inwestorzy najwyraźniej liczą na łagodniejszy ostateczny kształt ustawy i w związku z tym niższe koszty dla branży. Z drugiej jednak strony SLD chce zgłosić w Senacie poprawkę, która umożliwiałaby przewalutowanie kredytu mieszkaniowego dla każdego, kto ocenia swoją sytuację materialną jako trudną, ale za zgodą banku.

Pozostałe warunki miałyby pozostać bez zmian, co koszty po stronie banków mogłoby jeszcze podnieść. Klub SLD nie ma jednak senatorów, więc będzie musiał znaleźć wnioskodawcę u politycznej konkurencji.

Dzisiaj poznaliśmy również całą serię danych. W kraju pozytywnie zaskoczył lipcowy odczyt inflacji, co jednak na giełdę większego przełożenia nie miało. Ze oceanem wyższy od oczekiwań okazał się wzrost sprzedaży detalicznej, a jej wyniki za dwa poprzednie miesiące zostały zrewidowane w górę. Tym samym sprzedaż w lipcu zwiększyła się o 0,6%, w czerwcu nie zmieniła się, a nie spadła o 0,3% jak sądzono poprzednio, Z kolei w maju wzrosła aż o 1,9% wobec 1% szacowanego wcześniej. Całkiem dobrze wypadły również cotygodniowe wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, gdzie mimo lekkiego wzrostu, dalej spadła średnia czterotygodniowa i tym samym znalazła się na najniższym poziomie od kwietnia 2000 roku. Wszystko to przy wciąż niskich cenach płaconych w imporcie i eksporcie, co oznacza presję deflacyjną i oddala zwyżkę inflacji do celu, którą wiceszef Fed chce zobaczyć przed podniesieniem stóp. Wydźwięk danych powinien być więc pozytywny, ale w otoczeniu o taką reakcję było trudno. Lepiej pod koniec notowań poradziła sobie sama GPW, gdzie zlecenia koszykowe podciągnęły indeks WIG20 do zwyżki o ponad 1%. Tym samym pokazaliśmy swoją odporność na chińskie zamieszanie i zniżki związane z Państwem Środka odrobiliśmy. Pozostają jednak lokalne problemy, które poważny popyt wciąż wstrzymują.