Zdecydowana większość ankietowanych – m.in. w USA, Wielkiej Brytanii, Japonii, Rosji – uważa Państwo Środka za „aroganckie”, „wojownicze” i „pewne siebie”. Zaledwie 13 proc. określa Chiny mianem „pokojowych”.

W opisie międzynarodowych wyobrażeń dotyczących Chin padają określenia niewiele mające wspólnego z „soft power”. Ankietowani wymienili przede wszystkim „siłę” oraz „arogancję” a dopiero na trzecim miejscu „współpracę”.

Do tego, jeżeli ktoś z ankietowanych pochodził z państwa leżącego blisko Chin, jak Wietnam, Korea Płd, Filipiny czy Indie, tym jego opinia była gorsza. Wpływa na to bez wątpienia zaostrzający się spór o wyspy na Morzu Południowochińskim, do których Pekin rości sobie prawa. Chodzi nie tylko o względy strategiczne, ale również gospodarcze, bo rejon spornych wysepek obfituje w złoża ropy i gazu.

Global Times tłumaczy, że złe postrzeganie ChRL w świecie wynika ze słabego odbioru chińskich mediów zagranicznych, bowiem wiedzę o Chinach czerpie z nich tylko 12 proc. badanych.

Trudno się temu dziwić, ponieważ wizerunek, jaki tamtejsze media serwują światu w kilkudziesięciu językach to jednostronna propaganda, skupiona głównie na osiągnięciach ekonomicznych, a do tego prezentująca mocno „lukrowany” obraz współczesnych Chin.

Debata o „soft power” toczy się już od jakiegoś czasu. Wielkie nadzieje pokładano w pekińskiej olimpiadzie oraz Expo w Szanghaju. Te wydarzenia miały stanowić przełom, dlatego uczyniono wiele, by Państwo Środka nie kojarzyło się wyłącznie z gospodarczą i wojskową potęgą.

Prof. Xie Tao z Pekińskiego Uniwersytetu Języków Obcych (Beiwai) na portalu thediplomat.com podkreśla, że chińscy przywódcy „mają obsesję na punkcie soft power”. Prezydent Xi Jinping powtarza na każdym kroku, że kraj powinien zwiększyć „soft power”. Dzieje się to w momencie, gdy Pekin krytykowany jest powszechnie za to, że znowu przykręca polityczną śrubę i gra na nacjonalistycznych nastrojach.

Jako przykład prof. Xie Tao podaje pompowanie miliardów dolarów w organizację międzynarodowych szczytów typu APEC (Wspólnota Gospodarcza Azji i Pacyfiku) czy sponsorowanie konferencji na temat dobrobytu i bezpieczeństwa (Forum Boao). Ekspert twierdzi, że liczy się ostatecznie „hard power” („twarda siła”), zwłaszcza w dziedzinie gospodarczej a nie, jak to określa – kosztowna a do tego trudno mierzalna obiektywnie „soft power”, tyle kusząca, co ulotna.

Pojęcie „soft power” („miękka siła”) wprowadził amerykański politolog Joseph Nye. Z grubsza, polega ono na zjednywaniu sojuszników i zdobywaniu wpływów, dzięki własnej szeroko rozumianej atrakcyjności. Moc, lecz bez przemocy.

Amerykański sinolog Dawid Shambaugh szacuje w Project Sindicate, że Pekin wydaje 10 mld dol. rocznie na zewnętrzną propagandę, podczas gdy USA „tylko” 666 mln.

Budowanie własnej wersji „soft power” idzie Chinom, jak po grudzie. Wprawdzie tego specjalnie nie ukrywają, ale też nikt tutaj nie nazwie rzeczy po imieniu – że negatywny obraz kraju za granicą wynika z natury chińskiego systemu, wprawdzie nad podziw wydajnego ekonomicznie, lecz odstającego od zachodnich standardów demokracji.

Narzucenie przez Chiny swej narracji podszytej do tego topornym przekazem propagandowym nie ma szans w dobie Internetu i to nie tylko w rozwiniętych państwach Zachodu. Prędzej Chiny mogą liczyć na sukces w krajach rozwijających się i na dorobku, które trudno określić mianem „demokracji”, ale dla których „chiński model”, w kwestiach ekonomicznych, do tego wspierany kredytami udzielanymi hojną ręką przez przewodniczącego Xi Jinpinga podczas jego zagranicznych podróży, jest bardzo atrakcyjny.

>>> Czytaj też: Dyplomacja pieniądza, czyli dlaczego Chiny rządzą światem

Znamienne, że najlepsze oceny Chiny uzyskują (co potwierdzają badania GlobeScan dla BBC) – właśnie – w Afryce i Ameryce Łacińskiej, choć i tam coraz większe obawy budzi eksport taniej chińskiej siły roboczej angażowanej do dużych projektów infrastrukturalnych finansowanych przez chińskie banki.

Ciekawe, iż w przypadku Europy, Chiny najlepiej postrzega opinia publiczna w Grecji (56 proc. pozytywnych ocen).

Analityk Bates Gill, na którego powołuje się China Today wątpi, by Chiny mogły użyć „soft power”, jako narzędzia do promowania się w świecie, choć ich siła rośnie. Podkreśla, że Pekin ma poważne trudności w „przełożeniu swych zasobów na język pożądanych rezultatów”, mimo, że wcale nie próbuje „nawracać” innych na swój model rozwoju, co często robią Stany Zjednoczone, sięgając w polityce do sankcji gospodarczych czy embarga.

Chiny, mimo wszystko nie rezygnują, choć wiedzą, że, poza gospodarką, Zachodowi raczej nie zaimponują. Na kanwie sukcesów gospodarczych władze lansujące nośne hasło „Chinese dream” planując stworzyć do końca obecnej dekady społeczeństwo umiarkowanego (średniego) dobrobytu.

Ostatnio, jako niewątpliwy sukces w dziedzinie siły miękkiej traktowane jest pozyskanie przez Pekin 50 członków, w tym największe światowe gospodarki (oprócz Stanów Zjednoczonych i Japonii), do Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, będącego chińską inicjatywą. Ma to być przeciwwaga dla MFW, Banku Światowego oraz Azjatyckiego Banku Rozwoju, zdominowanych przez państwa zachodnie. Podobnie traktowana jest w Chinach idea budowy Nowego Jedwabnego Szlaku.

Że uwodzenie świata „soft power” w chińskim wydaniu ma jednak wyraźne ograniczenia zauważył podczas niedawnego spotkania ze studentami prestiżowego Uniwersytetu Tsinghua twórca tego pojęcia, wspomniany Joseph Nye.

Po pierwsze, jak zauważył, nosi wyraźną pieczęć tamtejszych władz i nie angażuje w wystarczającym stopniu chińskiego społeczeństwa, które trudno nazwać obywatelskim. Do tego, wszystko opiera się na oficjalnej propagandzie próbującej wykorzystać nowoczesne środki przekazu oraz atrakcyjność chińskich ikon kulturowych. To – według Nye’a – nie wystarczy, by „soft power made in China” stała się atrakcyjna dla międzynarodowej opinii.

Mimo to chińskich speców od miękkiej siły, te ograniczeni nie zrażają. „Chiny muszą tworzyć i wspierać wszechstronną ideologię, oferującą alternatywę dla istniejącego amerykańskiego modelu” – uważają, dodając, że potęga amerykańskiej „soft power”, wynika z medialnej dominacji USA w świecie.

Natomiast, jak argumentują – Chiny bronią konkretnych osiągnięć gospodarczych oraz ich modelu dwustronnej współpracy bez politycznego zaangażowania, jak to ma miejsce w Afryce czy ostatnio w Europie Środkowej i Wschodniej (chodzi o inicjatywę 16+1, czyli współpracę 16 państw naszego regionu z Polską na czele z Chinami).

Uważają również, o czym wspomina na łamach China Today francuski publicysta mieszkający w Chinach Christopher Trontin, że konkurowanie z amerykańską „soft power” przy wykorzystaniu zachodnich metod, oraz, jak to określają, „ich małpowanie”, jest drogą donikąd. Twierdzą, że należy promować własną wizję i światopogląd.

Wtórują im wyznawcy marksistowskiego postrzeganiem rzeczywistości, którzy uważają, że najpierw baza (ekonomiczna), potem nadbudowa. Słowem, im więcej będzie chińskich inwestycji i kapitału za granicą (jak amerykańskich), to wzrośnie „soft power” Państwa Środka w świecie.

Miękka moc – zaznaczają – to pokazywanie partnerom na konkretnych przykładach, korzyści płynących z bliskiej współpracy gospodarczej z Chinami, co z łatwością przeważy różnice ideologiczne.

Pozostaje jeszcze kultura, która z racji wspaniałych, wielowiekowych tradycji i osiągnięć stanowi bezsporny atut (W 100 państwach działa już pół tysiąca Instytutów Konfucjusza, w tym 4 w Polsce). Ale czy to nam wystarcza?