O niemieckich pomysłach na poradzenie sobie z problemem nielegalnych uchodźców pisze dzisiejsza „Rzeczpospolita”. Gazeta przywołuje najnowsze dane Federalnego Biura ds. Migracji (BAMF), z których wynika, że tylko w tym roku wnioski o azyl w Niemczech złoży nawet 650 tysięcy osób.

Tak gwałtowny napływ cudzoziemców budzi kontrowersje zarówno wśród polityków, jak społeczeństwa. Prowadzi również do konfliktów, a nawet ataków na azylantów. - Mamy do czynienia z największą falą agresji wobec cudzoziemców od połowy lat 90. – mówi Jan Schneider, dyrektor Instytutu Badań nad Migracją w Berlinie w rozmowie z „RZ”.

>>> Czytaj też: Przynoszą pieniądze i są plagą. Miasta coraz mniej lubią turystów

Nie dziwi więc fakt, że niemiecki rząd szuka sposobu na poradzenie sobie z tym problemem. Niedawno kanclerz Angela Merkel po raz pierwszy publicznie przyznała, że obecna sytuacja jest nie do zaakceptowania. Jej zdaniem jedynym sposobem na powstrzymanie masowego napływu cudzoziemców do Niemiec jest ujednolicenie unijnej polityki azylu.

Na czym polega pomysł Merkel? „Rzeczpospolita” tłumaczy, że chodziłoby  o stworzenie listy „krajów bezpiecznych”. Obywatele tych krajów nie mogliby ubiegać się o uzyskanie statusu azylanta, co pozwoliłoby skupić się jedynie na obywatelach krajów dotkniętych konfliktami wojennymi. Zdecydowanie więcej kontrowersji wzbudzają jednak inne pomysły niemieckiej kanclerz. Chodzi o modyfikację tzw. konwencji dublińskiej, zgodnie z którą sprawą uchodźców powinien zająć się pierwszy kraj UE, do którego przybyli. Merkel chce również ujednolicenia wysokości pomocy dla azylantów, tak aby nie przybywali oni jedynie do najbogatszych krajów wspólnoty.

Nie ma wątpliwości, że realizacja tych dwóch ostatnich postulatów może znacząco zwiększyć liczbę uchodźców, którzy przybywają do Polski. Zgodnie z danymi, na które powołuje się „RZ”, w ubiegłym roku wniosek o azyl złożyło w Polsce 9 tys. osób, a tylko 700 otrzymało wymaganą zgodę.

>>> Czytaj więcej w "Rzeczpospolitej"