Z powodu decyzji chińskiego banku centralnego, juan w ciągu zaledwie dwóch dni osłabił się o 3 proc. względem dolara. Dewaluacja waluty jest zwykle korzystna dla krajowych producentów, ale odbija się negatywnie na imporcie. Produkowane w USA czy Europie i sprowadzane do Chin towary stają się automatycznie znacznie droższe - pisze Business Insider.

Osłabienie juana miało być odpowiedzią na niezadowalające wyniki chińskiego handlu, a jego celem było pobudzenie eksportu, który w lipcu skurczył się o ponad 8 proc. Chińska gospodarka rozwija się najwolniej od ćwierćwiecza. Zdaniem niektórych ekonomistów, wzrost chińskiego PKB w tym roku może być mniejszy niż zakładane przez władze 7 proc.

Dewaluacja juana może mocno ugodzić w zyski zachodnich producentów dóbr luksusowych. Inwestorzy już przewidzieli taki scenariusz i wyprzedają ich giełdowe akcje. Po decyzji Ludowego Banku Chin, kursy spółek takich jak Salvatore Ferragamo, LVMH, Richemont, Swatch i Burberry traciły na giełdzie ponad 5 proc.

>>> Czytaj więcej: Chiński problem z walutą. Ład gospodarczy na krawędzi rewolucji

Jak wynika z wyliczeń Deutsche Banku, najbardziej podatny na problemy gospodarcze Chin jest Swatch, globalna spółka produkująca zegarki. Chiny są źródłem ponad 20 proc. przychodów tej marki. Na spadek wyników finansowych narażone są też takie firmy jak Ferragamo (producent luksusowych, skórzanych butów, torebek i dodatków), Gucci i Burberry. Wszystkie te spółki czerpią z rynku Państwa Środka ok. 14 proc. swoich całkowitych przychodów. W kręgu ryzyka znajdują się też Hermes, Prada, Moncler i Louis Vuitton (ponad 10 proc. przychodów z Chin). W nieco lepszej sytuacji są marki Tod’s (ekskluzywne obuwie) i Richemont (zegarki i biżuteria) - w ich przypadku przychody z chińskiego rynku stanowią mniej niż 10 proc. wszystkich wpływów. Na końcu rankingu plasuje się producent luksusowej odzieży Brunello Cucinelli, który jedynie 3 proc. wpływów generuje w Chinach.

Sytuacja ekskluzywnych marek zmienia się dramatycznie, jeśli pod uwagę weźmiemy nie tylko popyt na ich produkty w samych Chinach, ale także wydatki chińskich konsumentów za granicą – chociażby turystów z Państwa Środka robiących luksusowe zakupy w Hongkongu, Japonii czy na zachodzie Europy. Ich wydatki także mogą być mocno ograniczone przez problemy gospodarcze Chin.

Jak wynika z danych Deutsche Banku, w takim ujęciu Chińczycy - także ci poza granicami Państwa Środka - odpowiadają za 49 proc. przychodów ze sprzedaży marki Swatch. 41 proc. – marki Richemont i 38 proc. – Ferragamo. W przypadku Gucciego, Hermesa, Burberry i Prady jest to około jedna trzecia przychodów, Louis Vuitton i Tod’s – 26 proc., Moncler – 20 proc., a Brunello Cucinelli – 9 proc.

Jak podkreśla Business Insider, Chiny były do tej pory mekką dla międzynarodowych luksusowych marek. Podczas, gdy sprzedaż ich produktów na świecie stanęła w miejscu, bogaci Chińczycy wciąż ochoczo wydawali swoje pieniądze. Z wyliczeń Deutsche Banku wynika jednak, że 5-procentowa dewaluacja juana obniży zyski tych koncernów średnio o 4 proc.

>>> Czytaj też: Polska na nowym jedwabnym szlaku. Czy współpraca z Chinami uczyni nas gospodarczą potęgą?