Fatalny poniedziałek na azjatyckich giełdach mocno uderzył także w kursy na naszym parkiecie. Najważniejsze krajowe indeksy rozpoczęły sesję spadkami o 2–4 proc. Potem było już tylko gorzej. – Reakcje rynków świadczą o jednym: rosną obawy co do wpływu Chin na przyszłe tempo globalnego wzrostu gospodarczego – tłumaczy zarządzający w Union Investment TFI Ryszard Rusak.

Gdyby głębsze spowolnienie lub kryzys w Chinach stały się faktem, przede wszystkim ucierpią na tym spółki surowcowe. – To na nich w pierwszej kolejności odbije się spadek chińskiego i światowego popytu na surowce – mówi Marek Buczak, zarządzający w Quercus TFI. Dobrym przykładem na to, jak bardzo inwestorzy już są przestraszeni, jest KGHM, jeden z największych na świecie producentów miedzi. Kurs koncernu na GPW spadł wczoraj o 12,8 proc., do 73,11 zł za akcję.

Problemy mogą się też pojawić w spółkach powiązanych handlowo z firmami niemieckimi, które w ostatniej dekadzie mocno rosły na rynku chińskim. Dla ich polskich dostawców i podwykonawców spowolnienie może oznaczać zmniejszenie zamówień. Zarządzający Quercus TFI wskazuje również, że Chińczycy dzięki osłabieniu swojej waluty mogą przy eksporcie stosować ceny dumpingowe.

Według rozmówców DGP jest jeszcze za wcześnie, aby przesądzać, czy zmasowana wyprzedaż akcji to wstęp do dłuższych i głębszych spadków. Wiele zależy od tego, w jakim kierunku w najbliższym czasie będą zmierzały notowania na światowych rynkach. Równie istotne będą dane o sytuacji makroekonomicznej najważniejszych gospodarek. – Poniedziałkowe wydarzenia mogą być zarówno wstępem do rocznej lub dwuletniej bessy na giełdach, jaki i zapowiedzią zaledwie kilkudniowej korekty. Sytuacja jest zmienna i trudna do przewidzenia – ocenia Marcin Materna, szef departamentu analiz Millennium DM.

Analitycy zwracają przy tym uwagę, że ostatnie pogorszenie nastrojów na giełdach nie współgra z bieżącą oceną sytuacji gospodarczej wielu liczących się regionów. Lepsze od oczekiwań były np. ostatnie odczyty wskaźnika PMI strefy euro. – Na razie należy założyć, że wraz z zakończeniem okresu paniki wszystko powinno wrócić do normy, a europejskie indeksy powrócą do wzrostów – ocenia Kamil Maliszewski z DM mBanku. I liczy, że pewien powiew optymizmu przyniosą dzisiejsze dane instytutu IFO – o ile potwierdzą dobre odczyty PMI z niemieckiego przemysłu – oraz wystąpienie wiceprezesa EBC Vítora Constâncio.

Wieści z ChRL to niejedyny problem, z którym zderzył się polski rynek akcji. – Wkrótce na dobre rozkręci się kampania parlamentarna, co może oznaczać pojawienie się kolejnych nieprzemyślanych pomysłów ze strony polityków – uważa Marek Buczak. Przykładem ich wpływu na GPW mogą być spadki indeksów w czerwcu i lipcu wywołane m.in. zapowiedziami PiS o zamiarze wprowadzenia podatku bankowego, który byłby naliczany od aktywów branży. W tym czasie na innych europejskich giełdach sytuacja była znacznie lepsza. Do tego doszło przyjęcie przez Sejm niekorzystnej dla banków ustawy o przewalutowaniu kredytów hipotecznych. W efekcie od początku roku indeks WIG-Banki stracił 20 proc. – Dopiero po wyborach będziemy wiedzieli, z jakimi wyzwaniami faktycznie banki będą musiały się zmierzyć – mówi analityk BESI Kamil Stolarski.

Polityka ma też duży wpływ na spółki energetyczne. Rząd chce bowiem, aby te z udziałem państwa zaangażowały się w ratowanie kopalń należących do Kompanii Węglowej. – Jeśli uda się je skłonić do inwestycji w nierentowne kopalnie, możliwe, że ich kursy znajdą się znacznie niżej niż obecnie – ocenia analityk jednego z brokerów. Od początku roku indeks WIG-Energia spadł o niemal 20 proc. Dla porównania indeks WIG20, obejmujący największe spółki giełdowe, stracił 11 proc., a WIG, w którego skład wchodzi niemal 400 firm, 4,8 proc. Duża część tych strat to efekt wczorajszej sesji. WIG stracił wczoraj niemal 5,7 proc. Tyle samo stracił WIG20. Poza KHGM wśród dużych firm najgorzej wiodło się Bogdance, która spadła o ponad 29 proc. Tutaj spadki związane były jednak głównie z utratą dużego kontraktu z Eneą na dostawy węgla do Elektrowni Kozienice w latach 2010–2025. ©

>>> Polecamy: Azjatyckie giełdy łapią oddech. Najmocniej "dusi się" Szanghaj