Urząd do Spraw Cudzoziemców zapewnia, że osoby te trafią do istniejących budynków i będą traktowane jak inni uciekinierzy przebywający w naszym kraju.

Polska zadeklarowała przyjęcie dwóch tysięcy azylantów z południa, ale kraje Zachodniej Europy domagają się zwiększenia tej liczby.

Rzeczniczka Urzędu do Spraw Cudzoziemców Ewa Piechota powiedziała IAR, że na razie jest około tysiąc wolnych miejsc w istniejących ośrodkach o charakterze otwartym.

"Zdecydowanie nie planujemy wieżyczek strażniczych, drutu kolczastego i wielkiego muru" - zaznacza rzeczniczka. Piechota podkreśla, że w Polsce ci uchodźcy trafią do istniejących ośrodków, z których będą mogli swobodnie wychodzić. Jedynie wejście do nich osób z zewnątrz jest ograniczone dla bezpieczeństwa azylantów. Warunki panujące w ośrodkach otwartych Piechota porównała do studenckiej bursy lub internatu niż do luksusowego hotelu.

Piechota przyznaje, że znaczna część osób zarejestrowanych w Polsce jako uchodźcy opuszcza nasz kraj. "Osoby które ubiegają się o ochronę w naszym kraju traktowane są jak wolni ludzie" - zaznaczyła. Dodała jednak, że w przypadku wyjazdu z Polski unijne przepisy nakazują zawracanie uchodźcy do pierwszego kraju, w którym otrzymał ten status.

Wiceminister spraw zagranicznych Rafał Trzaskowski powiedział, że być może Komisja Europejska oraz ministrowie spraw wewnętrznych zwrócą się do państw członkowskich, by rozważyły przyjęcie większej liczby uchodźców, niż zadeklarowały. Dodaje, że jeszcze miesiąc temu Niemcy spodziewali się 200 tysięcy uchodźców, teraz te projekcje podskoczyły do 800 tysięcy. Polska zadeklarowała, że może przyjąć ponad 2 tysiące uchodźców.

>>> Czytaj też: Węgry twardo wobec przyjmowania uchodźców. "Jako jedyni bronimy Europy"