Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Co więcej zmieniły się oczekiwania graczy rynkowych odnośnie przyszłych zmian kosztu pieniądza. Nie spodziewają się już oni rychłych podwyżek stóp procentowych. Nieśmiało mówi się już nawet o powrocie do obniżek, lub przynajmniej utrzymaniu rekordowo niskiego kosztu pieniądza przez rok czy nawet dłużej.

Warto przypomnieć, że przed serią obniżek stóp procentowych (zapoczątkowaną pod koniec 2012 roku) historycznym minimum była podstawowa stopa procentowa na poziomie 3,5%. Poziom ten pokonano jednak już w marcu 2013 roku, a od tego czasu kolejne 5 cięć sprowadziło najważniejszą stopę procentową do poziomu 1,5%. W sumie licząc od marca 2013 roku mija już 30 miesiąc, w którym można mówić o rekordowo niskim koszcie pieniądza. Dla przeciętnego oszczędzającego oznacza to po prostu, że lokaty są rekordowo nisko oprocentowane. Wrzesień br. jest bowiem już 30 miesiącem z rzędu, w którym przeciętne oprocentowanie rocznej lokaty bankowej wynosi poniżej 3,5%.

>>> Czytaj też: Bierzemy mniej kredytów, ale na wyższe kwoty. Zobacz, jak zadłużają się Polacy

Niskie stopy, niskie zyski

Nie ułatwi to wyboru, przed którym stają oszczędzający. Już rok temu zakładając przeciętną roczną lokatę można było liczyć jedynie na 2,8% odsetek (dane NBP), od których trzeba oddać fiskusowi niemal jedną piątą (19%). Jeśli więc ktoś dysponował kwotą 100 tys. zł, to lokując ją rok temu w banku mógł liczyć na 2 800 zł odsetek, co po odjęciu podatku dawało „na rękę” mało imponujący zysk w kwocie 2 268 zł. Dziś jest jeszcze gorzej. Najnowsze dane NBP (za lipiec br.) mówią o tym, że przeciętne oprocentowanie rocznej lokaty spadło do poziomu 1,95%. Składając więc roczny depozyt w kwocie 100 tys. zł inwestor otrzyma od banku za 12 miesięcy jedynie 1 579,5 zł (1 950 zł minus podatek).

Trudno się więc dziwić, że posiadacze kapitału szukają innego sposobu inwestowania. Nieruchomości, złoto, giełda, obligacje, fundusze inwestycyjne, a nawet znaczki pocztowe czy kolekcjonerskie samochody – możliwości jest cała masa, a Lion’s Bank sprawdził jakie zyski mogli zainkasować w ostatnim czasie inwestorzy mający nadzieję na więcej niż oferuje przeciętna bankowa lokata.

Tokijska giełda pozwoliła zarobić najwięcej

Przez ostatni rok najwięcej zarobili ci, którzy wybrali inwestycję na tokijskiej giełdzie. Może mieć to związek z tzw. luzowaniem ilościowym, prowadzonym przez japoński bank. Dostęp do taniego finansowania stymuluje popyt na akcje, a stąd już niedaleko do wzrostów na parkietach. W efekcie roczny wzrost notowań indeksu NIKKEI 225 wynosi aż 19,3% i to pomimo ostatniej korekty wywołanej niepokojem odnośnie sytuacji gospodarczej Chin. Sporo można było też zarobić inwestując w ziemię rolną. Szacunki Lion’s Bank oparte o najnowsze dane GUS sugerują, że w ciągu roku przeciętny hektar rodzimej ziemi rolnej zdrożał aż o 16,9% (dane za I kw. br.). Warto jednak pamiętać, że rynek ten czeka niemała rewolucja. Do niedawna zarówno inwestorzy, jak i rolnicy od lat cieszyli się dynamicznie rosnącymi cenami ziemi. Co więcej wiele osób liczyło na jeszcze więcej po maju 2016 roku. Wtedy to obywatele Unii mieli uzyskać możliwość swobodnych zakupów ziemi „nad Wisłą”. Aby temu przeciwdziałać wprowadzono jednak restrykcyjną ustawę. Jeden z jej zapisów mówi, że od 1 stycznia 2016 roku nabywcą rolnej działki w danej gminie będzie mogła być jedynie osoba, która od 5 lat jest zameldowana na terenie tejże gminy lub gmin ościennych. Takie obostrzenie powinno znacznie ograniczyć popyt na rolne działki, co może odbić się na ich cenach.

Na kolejnych miejscach aktywów, które przez ostatni rok dały sporo zarobić są średnie spółki z rodzimego parkietu (notowania indeksu mWIG40 wzrosły o 8,2% r/r), klasyczne auta kolekcjonerskie (w kwietniu indeks badający zmiany wycen na tym rynku notował 8-proc. wzrost r/r) oraz największe spółki z paryskiej giełdy papierów wartościowych (notowania indeksu CAC 40 wzrosły o 7% r/r).

Ropa prawie jak bitcoin

Trzeba oczywiście mieć świadomość, że dobre wyniki historyczne nie dają gwarancji, że w przyszłości dana inwestycja pozwoli zarobić. W większości przypadków trzeba mieć też świadomość, że lokując pieniądze w inne rozwiązania niż bankowa lokata, należy się liczyć z dodatkowym ryzykiem. Przykład? Chcąc więcej zarobić niż na lokacie inwestor mógł rok temu zdecydować się na zakup akcji największych spółek rodzimej giełdy. Byłoby to złe posunięcie, bo ich notowania stopniały w ciągu roku aż o 13,1% (WIG 20 do 1 września 2015 r.). Słabe wyniki inwestycji giełdowych nie są jednak tylko polską specyfiką. Niewiele lepiej niż WIG 20 zachowywały się akcje największych spółek na brytyjskim parkiecie. Notowania FTSE 100 spadły o 7,4% (r/r). Wyceny największych amerykańskich przedsiębiorstw (skupionych w indeksie DJ Industrial Avg) zmalały natomiast o 3%.

Dużo stracić można też było na ropie, miedzi, srebrze i złocie. W ich przypadku spadki cen w okresie zaledwie 12 miesięcy wyniosły od ponad 10% (złoto) do prawie 50% (ropa). Najmniej powodów do zadowolenia mają jednak ci, którzy niepomni ryzyka zdecydowali się spróbować zarobić na rosnącej popularności wirtualnej waluty bitcoin. Przeciętna wycena jednej cyfrowej monety spadła w ciągu ostatnich 12 miesięcy aż o 52,8%.

>>> Czytaj też: Polacy wycofują pieniądze z banków. Oprocentowanie lokat jest za niskie

Cała masa obligacji

Szukając alternatywy dla bankowej lokaty inwestorzy mogą zostać też skuszeni przez ofertę obligacji. Te emitują zarówno Skarb Państwa (obligacje skarbowe), gminy (obligacje municypalne), jak i firmy (obligacje korporacyjne). W odróżnieniu od poprzednich przykładów, gdzie mowa jest o wynikach historycznych, tu dostępne są informacje o możliwych do zrealizowania stopach zwrotu w trakcie kolejnych 12 miesięcy. I tak na przykład Skarb Państwa tym, którzy kupią dwuletnie obligacje obiecuje 2-proc. zyski, a w przypadku papierów dziesięcioletnich ma to być 2,5% w pierwszym roku (później 1,5 pkt. proc. ponad inflację). Gminy przy okazji emisji swoich papierów dłużnych skłonne są zaoferować wyższe odsetki. Według danych portalu obligacje.pl przeciętne oprocentowanie takich obligacji to 3,8%. Więcej można zarobić kupując obligacje emitowane przez banki. W tym przypadku przeciętne oprocentowanie to 5% w skali roku. Najwięcej za pożyczone pieniądze skłonne są zapłacić firmy – ich obligacje są oprocentowane średnio na 6,5% w skali roku. Jak zwykle pamiętać trzeba oczywiście, że im wyższe potencjalne stopy zwrotu, tym wyższe ryzyko inwestycyjne.