To, że Europa się starzeje jest już powszechnie znanym faktem. Zgodnie z prognozami Eurostatu, udział osób w wieku powyżej 65 lat w całej populacji będzie się systematycznie zwiększał. Widać to na wykresie obok.

Do 2050 roku 28 proc. całej populacji Unii Europejskiej osiągnie wiek emerytalny – albo może raczej się do niego zbliży, bo ze względów ekonomicznych państwa zapewne będą zmuszone do jego podnoszenia. W Niemczech, Grecji, Portugalii, Słowacji i Hiszpanii, odsetek potencjalnych emerytów wzrośnie do ok. jednej trzeciej populacji. Dziś wynosi ok. 20 proc. lub mniej.

Zgodnie z tegoroczną edycją raportu Komisji Europejskiej na temat starzenia się społeczeństw, wskaźnik obciążenia demograficznego ludności w wieku produkcyjnym (15-64 lata) ludnością w wieku poprodukcyjnym (powyżej 65 lat) wzrośnie do 50,1 proc. do 2060 roku. Teraz wynosi on 27,8 proc. Oznacza to, że ja jednego emeryta przypadać będą zaledwie dwie pracujące osoby, dziś są to cztery osoby. Starzenie się społeczeństw pochłania ok. 0,2 proc. wzrostu gospodarczego Europy rocznie, wciąż jednak nie wywołało wybuchu wielkiego kryzysu. Stanie się tak dopiero, gdy systemy emerytalne rozrosną się do poziomów niemożliwych do utrzymania, a obecni liderzy polityczni zejdą już z rządowej sceny.
Aby utrzymać obecny stosunek liczby seniorów do reszty populacji na stabilnym poziomie, liczba młodych w Europie musi rosnąć w tempie setek milionów na dekadę, znacznie szybciej niż teraz.

>>> Czytaj też: Imigranci nie chcą zostać na Węgrzech

Nie ma mowy, by organiczny wzrost populacji UE doprowadził do zwiększenia liczby ludności o dodatkowe 42 mln osób do 2020 roku, ani o 257 mln do 2060 roku. Nie można zmusić ludzi do posiadana większej ilości dzieci. Jedynym sposobem na ratunek przed zbliżającą się do Europy katastrofą fiskalną jest zwiększona imigracja. Europa potrzebowała tego małego syryjskiego chłopca, tak samo jak potrzebuje i powinna troszczyć się o każdą przeciekającą łódź płynącą do Lampedusy, czy zardzewiały bus jadący do Berlina, Lizbony czy Madrytu. Imigranci to niemal wyłącznie młodzi ludzie, czasem bez dzieci. Ludzie, którzy – jeśli zostaną zintegrowani ze społeczeństwem – mogą zarabiać na europejskich emerytów i opiekować się nimi.

Współczynniki aktywności zawodowej wśród imigrantów w Europie są czasem niższe niż wśród rdzennych jej mieszkańców. Przykładowo, we Francji 78 proc. urodzonych tu obywateli w wieku produkcyjnym jest aktywnych zawodowo. W grupie osób urodzonych poza granicami UE pracę lub samozatrudnienie ma 68,7 proc. mieszkańców. Wskaźniki aktywności zawodowej zależą od bardzo wielu czynników, poczynając od trudności w nauce lokalnego języka, po restrykcyjne prawo pracy czy ksenofobię pracodawców. We Włoszech 72 proc. imigrantów spoza UE i jedynie 67,1 proc. lokalnych mieszkańców zarabia pieniądze. W całej Europie wszystkie te czynniki łączą się i proporcje aktywności zawodowej imigrantów i obywateli UE się wyrównują – wskaźniki te wynoszą odpowiednio 73,5 proc. i 76,6 proc.

>>> Czytaj też: Zalew uchodźców. Polska przyjmie nie 2., a 10 tys. imigrantów

Ludzie, którzy mają motywację i uliczną mądrość, by podróżować przez pół świata, z niewielką ilością pieniędzy i małymi dziećmi na rękach, będą gotowi chwycić każdą okazję, która da im szansę na poprawę swojego bytu. Państwa, których problemem jest niska produktywność, powinny z otwartymi ramionami witać rosnącą konkurencję na swoich rynkach, nawet jeśli niektórzy lokalni mieszkańcy nie będą z tego zadowoleni.

Antyimigranckie nastroje są szczególnie widoczne w krajach na wschodzie Europy. Niektóre z tych państw są jednocześnie najbardziej zagrożone skutkami starzenia się społeczeństwa. Przykładowo, na Słowacji udział osób starszych w całej populacji wynosi obecnie 13,9 proc. I jest jednym z najniższych w UE. Do 2050 roku odsetek ten wzrośnie jednak do 31 proc. Problem ten dotknie też Węgry – tu udział seniorów w całej populacji wzrośnie z 17,9 proc. do 27,5 proc. Państwa te nie były do tej pory większymi celami imigracji, teraz irracjonalna ksenofobia ich liderów pomaga im zdobyć poparcie społeczeństwa. Jeśli jednak kraje te wciąż będą sprzeciwiać się wpuszczaniu imigrantów, dzieci dzisiejszych wyborców będą musiały prawdopodobnie płacić wyższe podatki i dostawać niższe emerytury.

Dopóki Europa nie uzgodni wspólnego stanowiska w sprawie napływającej tu fali imigrantów, państwa z najmądrzejszymi rządami – szczególnie Niemcy – będą przyjmować większość nowych przybyszów, zapewniając sobie lepsze zabezpieczenie na przyszłość.

Przerażające zdjęcie 3-letniego Aylana Kurdi na tureckiej plaży może pomóc zmienić opinię publiczną. Ponad 170 tys. Brytyjczyków podpisało już internetową petycję skierowaną do rządu, by ten zgodził się na przyjęcie większej liczby imigrantów. To wystarczająca ilość głosów, by rozpocząć debatę w parlamencie. Ponad 15 tys. mieszkańców Islandii złożyło podpisy pod listem do rządu, w którym apelują o większe otwarcie granic dla uchodźców. „Ci imigranci to nasi przyszli małżonkowie, przyjaciele, bratnie dusze, to perkusiści w zespołach naszych dzieci, najbliżsi współpracownicy, wśród nich może być miss Islandii 2022, majster, który właśnie skończył remont łazienki, kucharz, strażak, geniusz komputerowy, prezenter telewizyjny” – czytamy w liście. Z kolei niemieccy i węgierscy wolontariusze przynoszą dzieciom imigrantów zabawki i oglądają z nimi bajki.

Ci wszyscy ludzie mogą nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, jak wielki sens ekonomiczny ma ich współczucie. Ksenofobia takie sensu nie ma.

>>> Czytaj też: "Londyn przyjmie tysiące uchodźców z Syrii". Cameron ugiął się pod naciskiem opinii publicznej