Wczoraj specjalny pociąg zabrał ich ze stołecznego dworca Keleti. Miał ich zawieźć w pobliże austriackiej granicy, jednak zatrzymał się niedaleko obozu.

Uchodźcy godzinami domagali się otwarcia im drogi w stronę Austrii. Momentami niektórym puszczały nerwy. Z powodu głodu i upału wiele osób zasłabło. W końcu dali za wygraną, w spokoju opuścili pociąg i pod eskortą policji udali się do obozu. W większości były to kobiety i dzieci. Wydarzenia na stacji Bicske miały jednak tragiczny finał dla jednego z imigrantów. Mężczyzna idąc przez tory potknął się i uderzył w głowę. Mimo prawie godzinnej reanimacji zmarł.

Pociąg wolności - jak go nazwały media i sami uchodźcy - okazał się policyjnym podstępem wymierzonym w imigrantów. Zamiast - zgodnie z rozkładem - jechać w okolice austriackiej granicy, zawiózł ich na stację Bicske - do obozu dla uchodźców. Kiedy imigranci zorientowali się, że to pułapka, część z nich uciekła, reszta zamknęła się w wagonach. Na znak protestu rozpoczęli głodówkę. Łącznie składem jechało około 300 osób.

>>> Czytaj też: 1000 Afgańczyków próbowało wtargnąć na prom do Aten. Doszło do zamieszek